czwartek, 1 września 2016

30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Dzień 1

Tak to już jest, że niektórzy nie potrafią siedzieć spokojnie - QuidamCorvus z Maniexem znowu coś wymyślili. Tym razem jest to 30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Akcja, w której przez okres 30 dni, czyli przez wrzesień, chodzi o wypowiedzenie się na 30 zadanych tematów. Szczegóły można sobie zresztą doczytać tutaj, ja zaś przechodzę do meritum.


Dzień 1: Jak zacząłeś grać w gry bitewne lub jak zacząłeś malować modele?

"The beginning is a very delicate time..."
"Dune" David Lynch wg Franka Herberta
 
Ach, wspomnienia... Wybaczcie, ale zanim przejdę do początku, muszę napisać o prapoczątku. Bo w moim przypadku istnieje coś takiego.

Jest jesień 1996 roku. Ciemny, deszczowy wieczór. Młody człowiek nieświadom tego, co go czeka, otwiera czasopismo, które, trochę przypadkiem, trafiło w jego ręce. Z tym czasopismem, to było tak, że pewien człowiek miał kiosk, a oprócz kiosku piękny zwyczaj - otóż pisma, które mu nie zeszły i zalegały gdzieś w kącie, rozdawał po sąsiadach. A ów młodzian był jednym z tych sąsiadów. Domyślacie się na pewno, że tym młodzieńcem był nie kto inny, jak tylko ja. Czasopismem była zaś "Magia i Miecz", nr 6/96. 

Jak teraz o tym myślę, nie mogę się nadziwić. Jakie to niepojęte, że kawałek papieru potrafi zmienić życie człowieka. W tamtych przedinternetowych czasach czytało się wszystko od deski do deski. I ja tak czytałem i chłonąłem co tam było.
A była galeria bohaterów Śródziemia - impuls, który pchnął mnie do przeczytania najpierw Hobbita, potem Władcy Pierścieni i setki innych książek.
Była też mapa Śródziemia - Rany! Cały kontynent, którego nie ma, a który jest! Podejrzewam, że trochę przez tą mapę do dzisiaj uwielbiam rysować mapy...
Były dwa świetne artykuły pod warhammera - "Drzwi do lasu", Marcina Mortki oraz "Cienie nad Starym Światem", Maćka Nowaka.
Był Thrud, którego pojawienie się tam było chyba niezupełnie legalne.
Była przygoda "Proroctwo Nathaniela", na myśl o której do dzisiaj przechodzą mnie ciarki.
Było wiele innych rzeczy.
I to wszystko razem trafiło na podatny grunt i przygotowało mnie na to, co miało nastąpić później.

Teraz, wreszcie, pora na początek.
Nieco później skończyłem podstawówkę (ach, ośmioletnia podstawówka!) i trafiłem do liceum. Traf chciał, że do tej samej szkoły, ba! do tej samej klasy! trafił wraz ze mną nie kto inny, a Maniex, który jeszcze wtedy nie miał iksa na końcu imienia. Ta pół życia młodsza wersja Maniexa miała figurki! Boże, jakie one były cudne! Pierwsze, które pamiętam, to był grey wizard i barbarzyńca z Questa oraz plastikowi halabardnicy Imperium. Wsiąkłem w to. Jeśli ktoś kiedyś będzie szukał winnego sprowadzenia mnie na złą drogę, to http://maniexite.blogspot.com ;)

Pamiętam moją pierwszą wizytę w "Ogrynie" we Wrocławiu. Jeszcze w "Kameleonie". Obok było stoisko z jakimiś wykładzinami czy dywanami chyba, bo taki tekstylny zapaszek się tam unosił... Figurki, książki, kostki... To był inny świat. Coś pięknego. Pierwsze, co próbowałem zbierać, to warhammerowa Bretonnia. Malowałem ich z początku olejnymi humbrolami... Nawet jakąśtam grupkę rycerzy i kuszników miałem, ale ostatecznie pozbyłem się. I przeszedłem na stronę krasnoludów. Potem przyszedł Bauhaus, Chaos, trochę Blood Angelsów, sporo różności... Ale w ostatecznym rozrachunku pozostaję wierny brodaczom.

Przeszedłem od tamtego czasu kawał drogi. Parę lat grałem w Magic: the Gathering (do dziś zostało mi parę kilo kart). Wszedłem w RPG (gram chętnie do dzisiaj, choć ostatnio z przyczyn rodzinnych zawiesiłem granie do czasu jak dziecko mi nieco podrośnie) i trochę przez RPG trafiłem w towarzystwo zajmujące się rekonstrukcją historyczną (Legnickie Stowarzyszenie Fantastyki "Gladius" i Bractwo Rycerskie miały wtedy siedziby drzwi w drzwi). No i bitewniaki. Warhammer, V i VI, troszkę VII edycja, Warzone (II ed.), Mordheim (ach, Mordheim!). Granie szybko zeszło u mnie jednak na drugi plan - więcej satysfakcji miałem z malowania i modelowania figurek. I tak mam do dzisiaj, chociaż AoS ze swoją lekkością zasad sprawił, że poza malowaniem znowu mam chęć toczyć bitwy:)

I tak. Do dzisiaj trzymam ten numer "Magii i Miecza".

15 komentarzy:

  1. Eh, ta Magia i Mieczy. U mnie namieszała w głowie pod względem bitewniaków i rpg. Do tycg drugich jednak miałem dostęp, a do pierwszych nie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze względu na MiMa wszyscy wydawcy bitewniaków i RPG obecni na polskim rynku to chyba powinni Magowi tantiemy płacić za skaptowanie klienteli ;)

      Usuń
  2. Czytam trzeci wpis z WFu i narazie są bardzo podobne w wielu aspektach. Ciekawa sprawa z tymi podobnymi początkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie trudno się dziwić - w przedinternetowych czasach lat 90 zeszłego wieku pula źródeł fantastycznego spaczenia była ograniczona - koledzy, MiM, jakaś zagramaniczna kontrabanda i tyle :)

      Usuń
  3. Ten numer magii i miecza to jeden z najlepszych jakie wyszły. Mój pierwszy to był ten z opowiadaniem pazur skavena :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę się zgodzić. Mając na koncie kilka dziesiątek dokładnie przeczytanych MiMów, lepszych i gorszych, tego plasuję w ścisłej czołówce.

      Usuń
  4. "Proroctwo Nathaniela" było przerażające - zarówno w sama przygoda, jak i jej graficzne opracowanie. Pamiętam, jakby to było wczoraj. Nie pamiętałem za to, że to od tego się zaczęło ;)

    (No i pełna zgoda, że "Ach, Mordheim!")

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty lepiej powiedz, gdzie jest Twój wyzwaniowy wpis, gagatku:P

      Usuń
    2. Blogowo nie jestem zbyt pisarski. Albo bym się umęczył, albo odpowiadał lakonicznie, bez wielkiej wartości dla czytelników. Z przykrością podjąłem decyzję, by nie partycypować :(

      Usuń
  5. Super wpis. Też jestem bardziej malowaczem niż graczem. Też grałem i nadal czasem gracz w RPG i także czekam aż mi dzieciaki podrosną, aby przemierzać z nimi niezliczone światy wyobraźni. Też miałem okres sporej fascynacji MTG, po którym zostało, jak to ładnie ująłeś, "parę kilo. kart". Tez miałem Warzone, też kupowałem Magię i Miecz. Mamy wiele wspólnego.:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba wszyscy zaczynaliśmy dość podobnie, nawet jeśli dzieliło te wydarzenia kilka lat =)

    OdpowiedzUsuń