piątek, 30 września 2016

30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Dzień 30


Dzień 30: Najlepszy przeciwnik, jakiego miałeś

Najlepszy przeciwnik, z jakim się zetknąłem przez lata siedzenia w hobby, to właściwie przeciwnik kolektywny - myślę tu o naszej drużynie Mordheimowców, o której w ramach Wyzwania nieraz wspominałem. Sobotnie gry w Mordheima, jak na to dzisiaj patrzę, ukształtowały mój pogląd na granie w bitewniaki w ogóle. Bez napinki, na spokojnie, bez wielkiego parcia na zwycięstwo, za to z wczuciem się w to, czym się gra.

Potsiat, Maciek, Bodzjo - stała ekipo moja - dzięki za wielokrotne wspólne buszowanie po ulicach Miasta Przeklętych. Dzięki za nader nietrwałe sojusze i wszystkie noże, które sobie nawzajem powbijaliśmy w plecy. Dzięki za wspólne picie coli z biedronki i zagryzanie równie biedronkowymi chipsami. Za znoszenie ostrzału skaveńskich proc. Za house rulesy. Za rzucanie k66 jedenastoma kośćmi. Za wspólne rechotanie z serialu "Wiedźmin". Za motywację do konwertowania, malowania. Za wszystko.

Może kiedyś, jak już dzieci trochę podrosną, a żony nie będą miały nic przeciwko, uda nam się jeszcze spotkać przy biedronkoli i czipsach i wrócić, choć na kilka godzin, do Mordheim i do starych, dobrych czasów.

Heh, łza mi się w oku zakręciła :)

2 komentarze:

  1. Kłaniają się wzruszone skaveńskie proce :)
    Piękne to były czasy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne wspomnienia. Też miałem taką grupę do Warheima, ale szybko się ludzie porozjeżdżali :(

    OdpowiedzUsuń