wtorek, 27 czerwca 2017

Święty Jan - reaktywacja :)

Dziś, z uwagi na to, że dostałem na weekend wychodne, i zamiast malować ludki do grania w wojnę, sam robiłem za ludka do grania w wojnę, będzie z nieco innej beczki:)

Rekosezon w pełni. Za dwa tygodnie Grunwald, czyli chyba największy zjazd ludzi w dziwnych ciuchach, jaki się w Polsce wydarza. Ja się tam tym razem nie wybieram, wybrałem się za to na reaktywacyjną imprezę Chorągwi św. Jana Chrzciciela - grupy skupiającej ludzi z całego kraju, którym od szlacheckiego blichtru bliższa dola prostych żołnierzy czy najemników. Projekt, po szczycie prosperity około roku 2010, w kolejnych latach nieco przygasł, jednak ostatnie tygodnie przyniosły dużo dobrych wieści, weterani się skrzyknęli i postanowili znów działać, stąd - reaktywacja.
Nasz obóz stanął w brzozowym zagajniku i przylegającej do niego łące. Pięknie było - za lasem darły się żurawie, w trawie świeciły robaczki świętojańskie, a na ognisku piekło się mięcho. Trochę sobie podebatowaliśmy, trochę pomaszerowaliśmy, pośpiewaliśmy szlagiery sprzed 500, 600, a nawet 800 lat... Świetnie było. Nieco bajkowo nawet, bo co to za średniowiecze, jak wszyscy mają pełne brzuchy, w miarę kompletne zęby i nikogo akurat nie wyniszcza dżuma;)

W każdym razie, gdyby ktoś nie wiedział jak pomalować swoją Bretonnię albo po prostu chciał się kiedyś cofnąć o paręset lat i szukał ciekawego rekoprojektu, w ramach którego byłoby to możliwe - polecam Święte Jasie i odsyłam na fejsbukowego fanpejdża. Na zachętę - kilka zdjęć (na stronce Chorągwi jest więcej) :)

Szpej w trawie, czyli średniowieczna widokówka ;)
 
 Palenisko. Jak się przyjrzeć, widać udźca na rożnie:)
 
Rzut oka na obóz. Niestety, większości namiotów nie widać, bo stoją w lesie.

Wnętrze mojego luksusowego apartamentu.
 
 Nasza Chorągiew, a na niej święty Jan Chrzciciel.

Oddział idzie.

 Oddział stoi. Zdjęcie dokumentuje specjalną cechę kapalinów - +10 do walki pod słońce;)

 Oddział śpiewa

Oddział wraca do obozu.

piątek, 23 czerwca 2017

Kapłan Chaosu

Mobilny ołtarzyk Chaosu ma dość sympatycznego operatora - ot, taki barbarzyński kaznodzieja. W mojej wersji dostał włócznię Varanguarda i magnesy w stopy, dzięki czemu można go wykorzystać także jako model pojedynczy, jakiegoś czarownika czy szamana. I w takiej roli dzisiaj go zaprezentuję:)

Mobile Chaos Warshrine has got quite a nice operator - barbarian preacher. In my own version I gave him a Varanguard spear and magnetized feet. Thanks to the latter, I can use him also as a single model, some warlock or shaman maybe. And today I'd like to present him in that role:)






wtorek, 20 czerwca 2017

Figurkowy Karnawał Blogowy - ed.XXXIV - Gwiazda Filmowa




Tytuł kolejnej edycji Karnawału przyfrunął (lotem Birda) prosto z bloga Stołowych Gagatków;) A brzmi "Gwiazda Filmowa". Przypadkiem znalazłem w domu coś, co można przy odrobinie dobrej woli pod to podciągnąć. Znaczy tak mi mówią internety, bo sam, przyznam, nie widziałem żadnego filmu, gdzie by się ta postać pojawiła :) Mowa o Brainiacu z numerem 5 - postaci rodem z menażerii DC Comics, który wywodzi z komiksów, ale pojawiał się też w różnych superbohaterskich kreskówkach (jak kogoś ciekawi kto zacz, to na angielskojęzycznej wikipedii można doczytać).

A jakim sposobem znalazłem ten piękny model? Otóż takim, że wydawnictwo drukujące kolekcję komiksów DC dorzuciło prenumeratorom któregoś razu do komiksów losowe figurki z bohaterami.
Tylu jest ciekawych superczubków ganiających bandziorów w rajtuzach, a nam się musiał trafić blond goblin w różowym dresie... Ale co robić, nie każdy może mieć batmana;) Napis na podstawce głosił, że goblin zwie się Brainiac 5. Nie mieliśmy serca wyrzucić go na pysk, więc ostatecznie zamieszkał na półce;)
Co do samej figurki - sama rzeźba może nie powala, ale też nie odstrasza. Ot, taki sobie ludek. Detali niewiele, za to sporo dość dużych powierzchni. Wzrost - około 8 cm. Zrobiony z metalu i ustawiony na podstawce z tworzywa. Od poziomu rzeźby sporo słabszy jest poziom firmowego pomalowania. Jakbym miał do czegoś przyrównać, to chyba "ręcznie malowane" zabawki z kinder niespodzianek reprezentują podobną ligę.



Cóż było robić - zielony koleżka trafił do myjki na ultradźwiękowo-alkoholową kąpiel, następnie pod szczotkę i pod pędzel. Poprawiłem nieco precyzję trafiania pędzelkiem we właściwe miejsce. Dodałem jakieś cieniowanie. Żeby trochę złagodzić oczojebność różowego kombinezonu poszedłem z kolorystyką w podobną stronę, jak ludzie projektujący stroje superbohaterów DC i Marvela do filmów z aktorami - przyciemniłem, przybrudziłem i obniżyłem jaskrawość. Zrezygnowałem ze złotej farby na butach i pasie na rzecz odcieni przytłumionego żółtego. I rypłem na niebiesko logo na podstawce;) Po tych wszystkich zabiegach blondwłosy goblin wygląda tak:






piątek, 16 czerwca 2017

Niechuda rozkmina nad Slaves to Darkness (i ich kolegami)

Jak można dość szybko wywnioskować z tego, co wrzuciłem dotąd na bloga, wojsko, które sobie zbieram pod AoS, to wojacy chaosu. Żeby było weselej, staram się ich nie podłączać na sztywno pod którąkolwiek z czterech frakcji, tylko oscylować gdzieś pośrodku, tam, gdzie leży Chaos Undivided. Przyznać muszę, że o ile bardzo lubię swoją armię i mam do niej duży sentyment, to jednak nie uważam jej za jakąś bardzo skuteczną w starciu z nowymi, bogatymi w potężne kombinacje, wypustami. Miło mi się nią gra, choć, trzeba zaznaczyć, że jeśli już nimi gram, to bardziej dla przyjemności z grania, obserwowania ciekawych sytuacji, do których dochodzi podczas rozgrywki, niż po to, żeby zminmaksować rozpiskę i za wszelką cenę wygrać. Pewnie, fajnie się zwycięża, ale jednak wolę, co nie raz już powtarzałem, opowiedzieć wraz z przeciwnikiem pewną historię, odtworzyć jakiś ciekawy epizod. Doszło jednak do mnie, że w związku z tym moim podejściem do battlowania w AoS jakoś nigdy nie siadłem na porządnie do warscrolli, żeby poszukać skutecznych rozwiązań. Aż do dzisiaj. Spróbuję przeprowadzić analizę dostępnych możliwości i zweryfikować swój pogląd na temat bojowej wartości wojowników Chaosu w mojej wersji, czyli Slaves to Darkness ze wsparciem ogrów, giganta, mamuta, ewentualnie piesków. Allegiance: Chaos. Wojsko w większości Mortals, w miarę możliwości Undivided albo wszystkie cztery Potęgi na raz.

Nie jestem etatowym turniejowcem, a amatorem. Gram dość rzadko, więc moje doświadczenie tutaj nie umywa się do tuzów sportowego AoSa. Poza Well of Eternity i grupami AoS na Facebooku raczej nie śledzę źródeł combosów i synergii. Ale jestem dobry w analizowaniu danych i wyciąganiu wniosków. Może się okazać, że cała ta moja analiza jest w cholerę wtórna i właściwie bezużyteczna, liczę jednak na to, że tak nie będzie. Czas pokaże - na razie szukam możliwości. Jak będę już je miał - zacznę testy. A co wyjdzie? Nie wiadomo. W najgorszym razie ktoś będzie mógł skorzystać z przykładu na to, jak nie należy szukać efektywnych sposobów gry w AoS ;)
 
Miejsce mojej nierównej walki z materią;)

wtorek, 13 czerwca 2017

Piechociarz z glewią

Dziś coś z zupełnie innej beczki, bo nie przypominam sobie, żebym cokolwiek okołobretońskiego kietykolwiek tutaj wrzucał. No dobra, jednego ludka, dawno temu. A tu, nagle, niespodzianka. Nawet dla mnie:) Zbrojny w glewię piechociarz w kolczudze i łebce na głowie. Nie miałem do niego żadnej tarczy, więc wyciąłem z plasticardu pawęż, którą upodobniłem nieco do mojej własnej:) Ludek w sam raz do mordheima, warheima czy inszego skirmisza.

And now something completely different. I don't recall ever posting anything bretonnian (well, ok, there was one mini, long, long time ago...), so it's kind of surprising, even for me:) Man at arms, equipped with a glaive, wearing a chainmail and a bascinet. I had no fitting shield so I cut a pavise of plasticard and painted it to resemble my own shield:) It turned out to be a really nice mini for mordheim, warheim or some other skirmish.