sobota, 14 października 2017

II Świąteczna Wymiana Figurkowa (gościnnie QuidamCorvus i Maniex)

Coraz bliżej Święta! Coraz bliżej Święta! W związku z tym oddaję głos niestrudzonemu QuidamCorvusowi wspieranemu przez sławnego Maniexa!

Dobry!

Podobnie jak miało to miejsce rok temu, już dziś wraz z Maniexem przejmujemy #40 grudniową edycję Figurkowego Karnawału Blogowego i wzorem innych społeczności proponujemy wam temat, czyli…


II Świąteczną Wymianę Figurkową


Co to jest Świąteczna Wymiana Figurek

Ogólnie i w skrócie: uczestnicy wydarzenia malują figurki dla innych uczestników wymiany w określonym terminie.

Niniejszym zapraszamy szanowne państwo-draństwo do wzięcia udziału w II Świątecznej Wymianie Figurkowej. Zanim jednak zgłosicie swój udział przeczytajcie uważnie przedstawione poniżej zasady.

II Świąteczna Wymiana Figurkowa – ZASADY.

W celu zgłoszenia swojego udziału, prześlijcie poniższe dane na email: quidamcorvus (at) poczta . fm do 31 października 2017, w tytuł wiadomości wpiszcie Świąteczna Wymiana Figurkowa:
  • profil na Facebook lub Google+
  • adres bloga
  • imię i nazwisko
  • adres domowy
  • numer telefonu komórkowego
Ponadto musicie spełnić przynajmniej jeden z poniższych warunków, żeby Wasze zgłoszenie mogło zostać przyjęte:
Odpiszemy z potwierdzeniem przyjęcia każdego zgłoszenia.

Odbiorcy dla wszystkich uczestników zostaną wybrani w sposób losowy do 7 listopada 2017 roku. Każdy uczestnik otrzyma maila z danymi osoby, dla której będzie malować. Nie będziecie znali osoby, która maluje dla Was.

Na pomalowanie pieszej figurki w skali 25-35 mm macie półtora miesiąca. Termin wysłania figurek to poniedziałek, 19 grudnia 2017. Wyślijcie mi proszę informacje o wysyłce i odbiorze figurek (adres e-mail jak wyżej). 

Postarajcie się dotrzymać terminu. Wiemy, że życie płata różne figle. Tym niemniej, półtora miesiąca to czas w zupełności wystarczający na pomalowanie figurki. Poinformujcie mnie, jeśli będziecie mieli problemy z ukończeniem malowania w wyznaczonym czasie. Nie znikajcie z pola widzenia, znajdziemy razem jakiś sposób, żeby jakoś wyjść z takiej sytuacji.

Bardzo proszę, przemyślcie swoje zobowiązania na najbliższy okres. Czy jesteście pewni, że pomalujecie figurkę w półtora miesiąca?

Do Was należy wybór figurki, którą pomalujecie. Nikt nie spodziewa się konkursowego poziomu, ale odrobina wysiłku jest mile widziana. Celem Wymiany jest zabawa, zaskoczenie i obdarowanie znajomych malarzy i blogerów.

Lubimy element zaskoczenia w naszych Wymianach. Nie zdradźcie się dla kogo i co malujecie.

Zróbcie zdjęcie pomalowanej przez Was figurce. Otworzymy specjalny temat na Azylium, który posłuży nam za galerię figurek z Wymiany. Nie komentujcie tam proszę, to tylko galeria. Oczywiście nikt nie będzie zabraniał pokazania figurek w osobnym temacie na forum lub na swoim blogu jeśli będziecie chcieli posłuchać opinii lub po prostu pochwalić się.

Figurki muszą być wysłane jako przesyłki rejestrowane (list polecony, paczka). Przechowajcie dowód wysłania, może się przydać na wypadek zagubienia przesyłki.

W razie jakichkolwiek pytań bądź wątpliwości kontaktujcie się ze mną bądź skorzystajcie z tego tematu.

Dzięki za poświęcony czas. Powodzenia, jeśli zdecydujecie się dołączyć do zabawy!


Pzdr,
Maniex
i QC


Zachęcam także do POLUBIENIA gry Warheim FS na FB,
dołączenia do BLOGOSFERY oraz komentowania wpisów!
Zapraszam także na forum AZYLIUM, które skupia graczy
Mordheim i Warheim FS. 

piątek, 13 października 2017

Unboxing - Afterglow Thug

Dzisiaj coś z nieco innej beczki, bo po klimatach post-apo zdarzało mi się na blogu ślizgać i właściwie tylko tyle. Aż do dziś.
Nie tak dawno dość głośno było w figurkowych zakątkach polskiej (i nie tylko polskiej) sieci o akcjach crowdfundingowych przeprowadzonych przez wydawnictwo White Tree, mających na celu, kolejno, najpierw wydanie systemu Afterglow, potem rozszerzenie go o dodatkową frakcję, wreszcie adaptację pod kątem RPG. Głośność zwiększała się zresztą z akcji na akcję na co wskazują osiągnięte wyniki zbiórek - 164% w pierwszej, 430% w drugiej, 1383% w trzeciej. Sam, przyznam, w ściepach nie uczestniczyłem, ale figurki do Afterglow gdzieś tam wypatrzyłem i nawet mi się spodobały. Tym bardziej ucieszyłem się z otrzymanej od White Tree figurki do zrecenzowania, pomalowania i zaprezentowania.

Model, który znalazłem w paczce, jak sprawdziłem u źródła, nazywa się Osiłek 2. Przybył do mnie zapakowany w elegancki, składany z dwóch części blister. Takie opakowanie ma dużą zaletę - od frontu można sobie bez otwierania obejrzeć figurkę przez szybkę. Od zaplecza zaś można wyczytać, kilka istotnych informacji.
Po pierwsze, że figurka jest w skali 32mm. W celach wizualizacji pod koniec artykułu wrzucę kilka zdjęć z porównaniem rozmiarów ludka do figurek z kilku innych systemów).
Po drugie - wyprodukowano w Polsce. W dobie outsourcingu wszystkiego co się tylko da na gdzieś daleki wschód, mnie to cieszy.
Czego na blisterze mi trochę brakuje, to informacja o tym, co to właściwie za figurka i do jakiej należy frakcji. Jak pisałem wyżej, w identyfikacji pomogła mi dopiero strona producenta, ale nie każdemu będzie się chciało tam zajrzeć - łatwiej powiedzieć "podoba mi się figurka Osiłek 2 do Ludzi Pustkowi z Afterglow" niż "podoba mi się ludek do Afterglow, taki z włosami zaczesanymi w irokezorogi, w masce p-gaz i z łańcuchem z kolczastą kulą na końcu w rękach". Ale może to moje wygodnictwo:)

Today, something a bit different. Some models that could be considered post-apocalyptic did appear on the blog, but I don't recall anything belonging to this aesthetics undisputedly. Well, until now.
Not so long ago there was quite a commotion on Polish (and not only Polish) miniatures websites caused by crowdfunding actions of a publishing company White Tree. Their purpose was at first to publish Afterglow miniatures game, next - adding some new fraction to it, and then adapting the system for RPGs. The success was quite spectacular, which could have been measured by the raised funds - 164% in the first action, 430% in the second, 1383% in the third. I have to admit I myself did not participate in them but since that time I met Afterglow minis somewhere and quite liked them. And I was happy to receive a model from White Tree for the purpose of review, painting and presenting.

The model I got is named Thug 2, as I found out on the manufacturers website. It came to me packed in a solid, two-part blister. That kind of packing has a big advantage - you can take a look to the mini inside before opening. The rear side of the blister contains some information, some of which I found particularly interesting:
Firstly, the scale of the mini is 32mm. To visualize it there are some pictures with size comparison in the end of this article.
Secondly, the mini is made in Poland. Well, in the time of outsourcing whatever could be outsourced somewhere to the Far East, I really like it.
There is one thing that the package lacks - there is no information at all about what the mini is and to what fraction does it belong. As I wrote before I identified the model on the White Tree site. Not everyone is willing to put that much effort. And it's much easier to say 'I like the Thug 2, Wastelander mini from Afterglow' than 'I like that Afterglow mini with those mohawk-like hair forming horns on his head, a gas mask on his face and a chain with spiked ball in his hands'. Maybe I'm just lazy:)



Po otwarciu blisterka i wyjęciu "historyjki" dokopujemy się do podstawki skrytej dotąd pod gąbką. Okrągła, o średnicy 25mm. Krawędzie bardziej strome od podstawek GW (GW schodzi ze średnicy około 2mm od podstawy do górnej powierzchni, ta - nieco ponad 1 mm), wysokość obu jest identyczna.

After opening the blister and removing the label I got to the base, hidden under the foam. It's round and has 25mm in diameter. The edges are a little more steep then the GW bases (those from GW have about 2mm difference in diameter between the bottom and top surface, this one - a little more than 1mm), the height is the same.

Pora przyjrzeć się najważniejszemu, czyli samej figurce. Jest jednoczęściowa (co ciekawe, wg informacji na stronie, składa się z trzech elementów... nic takiego nie stwierdziłem, więc chyba opis zawiera pomyłkę). Model wykonano z bardzo jasnoszarej, niemal białej, żywicy. Jakość odlewu jest bardzo wysoka - linia podziału formy jest niemalże niewidoczna, trzeba bardzo mocno wytężać wzrok, żeby ją wypatrzyć, krawędzie są ostre, równe, bez jakichś "zalań". Figurka jest bogata w detale - dziurki w paskach, nity w nakolannikach, pociski w pasie na piersi ładnie dopełniają obrazu twardziela z postapokaliptycznych pustkowi. Ogólnie ludek przywodzi mi na myśl klimaty fallouta czy mad maxa, myślę, że nie gryzłby się też z necromundą - więc chyba jest tak, jak być powinno.

It's time to take a look to the most important thing, the mini. It's one part (there is info on the manufacturer's side that this model consists of 3 parts, but this must be some mistake in the description - I doublechecked). The model is made of light grey, almost white, resin. The cast quality is very high. The mold line is close to invisible, you have to examine the model very closely to find where it is. The edges are sharp, even, without any "floodings". The detail level is very good - the holes in belts, rivets on knee protectors, bullets on the ammo belt, all of this look great and add to the picture of a veteran of post-apocalyptic wastelands. The mini is aesthetically close to fallout or mad max look, I believe it would not also contrast too much with necromunda. So, no problems here.
 


Cóż pozostaje - dziękuję wydawnictwu White Tree za udostępnienie ludka. Jeśli ktoś ciekaw, może zajrzeć na ich stronę lub facebookowe fanpage wydawnictwa i samej gry. Osiłek zagości jeszcze na blogu, gdy tylko go pomaluję, a na dziś pozostaje jeszcze zapowiedziane porównanie wielkości figurek.

What more can I say - thanks to the White Tree for the mini. If it has catched your interest you can visit the manufacturer's site of facebook fanpage of the publisher and the game itself. The thug will appear on the blog in the future, as soon as I paint him. For today there's only one more thing - the promised size comparison.







wtorek, 10 października 2017

Garść znaczników

To już zupełnie ostatni z serii postów o tym, co tam na turniej Warheim FS: Mitterherbst przygotowałem. A w nim - znaczniki. W sumie jest ich trzynaście, bo tyle właśnie wynikało z turniejowych scenariuszy.

It's the very last of posts showing things I've made for the Warheim FS: Mitterherbst tournament - a set of markers. There are thirteen of them in total, as much as needed for all the battle scenarios.
 

Pierwsze sześć to znaczniki kosztowności - w mojej interpretacji podciągnąłem pod to kawałki wyrdstone'a, a przy produkcji wykorzystałem patent, który podpatrzyłem u Potsiata - zielone szkło. Szkło pozyskałem z butelki po piwie, dla zatępienia ostrych krawędzi wrzuciłem kawałeczki do pojemnika z piaskiem i solidnie kilka minut wytrząsałem, potem punktowo podmalowałem, żeby okruchy ciekawiej się prezentowały i podlakierowałem Ardcoatem dla połysku.

The first six are valuables markers. I made them as wyrdstone shards and used the idea borrowed from Potsiat - green glass. I got glass from an empty beer bottle, to dull the edges I put all the shards to a container with sand and shook well for a few minutes. Afterwards I painted them here and there to make them look a bit more interesting and, in the end, I painted it with Ardcoat for glossy finish.



Następne sześć reprezentuje pułapki. Trzy z nich ulepiłem po prostu z ogrzych sideł na grubego zwierza. Kolejny to zmajstrowany z dwóch kołeczków i kawałka gumowatej linki z modelu czołgu drucik-potykacz. Dwa ostatnie zrobiłem przez wycięcie w podstawce otworu i przyklejenie od spodu kawałka spienionego PCV - w jednym z wydrążonych dołków umieściłem kolce (nie pamiętam już z czego je odciąłem), w drugim - wstawiłem rękę zombi i wypełniłem zielonkawo podbarwionym vallejo still water.

The next six markers represent traps. Three of them I made with ogre big game snares. Another one is a trip wire - two small pins and a piece of rope left from some tank model kit. For the last two I cut holes in the bases and glued pieces of expanded PVC inside. I filled one hole with some spikes (I can't remember what I cut them from), and placed a zombie arm reaching from greenish vallejo still water pool in the other one.







Ostatni znacznik to sztandar do zdobycia. Ot, generyczna flaga, na której napaćkałem dla urozmaicenia herb legnickiego bractwa rycerskiego:)

The last marker is the flag to be captured. It's just a normal flag on which I painted the coat of arms of Knightly Brotherhood of Legnica.


piątek, 6 października 2017

Mitterherbst - Relacja z turnieju Warheim FS

30 września! Długo szykowałem się na ten dzień. Prawie dwa miesiące zajęły mi przygotowania - swoją drużynę - grasantów Nurgla - tworzyłem właściwie od podstaw, jeśli nie liczyć dowódcy, którego pożyczyłem z wojsk do AoS. Zresztą, postępy można było śledzić na shadow grey. Podszkoliłem się, na tyle, na ile się dało na sucho, z zasad gry. Wydrukowałem ściągi. I uzbrojony w to wszystko ruszyłem do boju!
Dojazd z Wrocławia nie był wcale taki straszny, jak się obawiałem. Opuściliśmy z Maniexem stolicę Śląska około 7 rano i parę minut po 9 byliśmy już na miejscu. Nie było na co czekać - z marszu przystąpiliśmy do gry!

Oficjalny turniejowy plakat:)
źródło: Danse Macabre (quidamcorvus.blogspot.com)


Sytuacja wyjściowa
Moja drużyna rozpoczynała zmagania w dziewięcioosobowym składzie. Zmieściłem w nim czterech bohaterów, czyli tylu, ilu mogłem, i piątkę stronników. Stan osobowy wyglądał zatem następująco: Najpierw bohaterowie:
- Wybraniec Nurgla
- Czarnoksiężnik
- Wojownik Chaosu
- Łowca niewolników
I stronnicy:
- Chorąży (grasant)
- Grasanci x2
- Odrzucony nr 1 (Pan Purpurowy)
- Odrzucony nr 2 (Pan Pomarańczowy)
Przed pierwszą walką trzeba było przydzielić czarownikowi zaklęcie, a odrzuconym - stygmaty Chaosu. Stanęło na tym, że magik dostał nie najgorszą, ale i nie najlepszą zdolność wyczarowywania wrzodów, które wrogom mogą zrobić krzywdę (obrażenia w przypadku nieudanego testu wytrzymałości), a nurglitów mogą leczyć. Pan Purpurowy adekwatnie do swego owadzio-płazińcowatego ryja zaczął budzić grozę, Pan Pomarańczowy zaś, niestety, nabawił się atrofii nogi, przez co jego szybkość spadła do 3 i stracił możliwość biegania... Dobry początek, nie ma co ;)
 
 Panowie Purpurowy i Pomarańczowy, jeden Groźny, drugi Kulawy.

Bitwa 1 - Sztandar Chwały
W pierwszej potyczce moim przeciwnikiem był Druszlak i jego ekipa Krwawych Smoków. Celem gry było dopadnięcie sztandaru znajdującego się pośrodku stołu i przetransportowanie go do swojej strefy rozstawienia zanim zrobi to przeciwnik.
 

Ruszyłem wszystkim, czym mogłem ruszyć w stronę znacznika ze sztandarem i zbierając po drodze znaczniki kosztowności. Kto mógł ten biegł, gonił albo szedł dziarskim krokiem. Tylko Pan Pomarańczowy kuśtykał nieporadnie z tą swoją cholerną nogą, ale przeciwnik był szybszy. Ghule zastąpiły drogę moim chaośnikom, a za ich plecami wampir dopędził do sztandaru, zabrał go, po czym, wykorzystując swoją zdolność biegania z obciążeniem, tchórzliwie dał drapaka zabierając sztandar. Na pocieszenie moi wojacy zdołali wyłączyć z akcji komplet ghuli, po czym mogli już tylko stać na pagórku, potrząsać pięściami i ciskać za uciekającym wampirem obelgi ciężkiego kalibru ;)
Eksplorowanie okolicy przyniosło jakieś tam zyski, jednak nie bardzo było na co je wydać - w związku z karą do dostępności -2, jaką mają grasanci, znalezienie rekrutów innych niż powszechnie dostępni niewolnicy jest cholernie trudne... Kupiłem trochę sprzętu, włączyłem do drużyny trzy ludzkie tarcze. A, i znalazłem studnię, a raczej mój drużynowy czarnoksiężnik znalazł. Testowo zaczerpnął wiadro wody (a nuż ktoś coś tam schował!), ale z nędznym skutkiem - dodatkowych łupów tam nie było. Sfrustrowany czarownik napił się z wiadra, którą to bezmyślną decyzję przypłacił ciężką sraczką i pauzowaniem w kolejnej potyczce:/

Bitwa 2 - Ostatni Obóz
W kolejnym etapie walk stanąłem na przeciw Redka i jego Jaszczuroludzi. Celem rozgrywki było zajęcie obozu mieszczącego się pośrodku pola bitwy. Rozstawiliśmy teren, wokół obozu rozłożyliśmy pułapki, i ruszyliśmy do boju.


Muszę powiedzieć, że ten, kto zastawiał wnyki na drogach prowadzących do obozu znał się na rzeczy - jedną pułapkę rozbroił mój Wybraniec, druga rozbroiła (i wyłączyła z akcji) mojego Wojownika, do trzeciej podesłałem niewolnika - żeby tak, czy inaczej ją rozbroił. Poszedł drogą rozbrajania przez uruchomienie, jednak miał fart - sprężyna najwyraźniej była przerdzewiała i szczęki pułapki nawet mu siniaka nie nabiły.
Fart fartem, ale był i pech - nieobecność mojego czarnoksiężnika, który gdzieś tam siedział w latrynie i klął na czym świat stoi, że mu się, durnemu, wody zachciało, zemściła się straszliwie, bo nie miałem co nawet próbować przeszkadzać przeciwnikowi w czarowaniu. Redkowy skinkowy szaman, dopakowany po skutecznej pierwszej bitwie do naprawdę groźnego poziomu, robił co chciał. Uruchamiał teleporty, ciskał fajerbole... Ale nie to sprawiło mi największy problem. Największy problem stanowił buff, który wszystkim jaszczurkom w promieniu 12" od szamana dawał przerzuty testów trafienia, zranienia i sejwa... Doszedłem do obozu większą częścią swojej drużyny - tylko jeden z niewolników, trafiony jakimś przypadkowym pociskiem pozostał w tyle, no i Pan Pomarańczowy gdzieś na peryferiach świata kuśtykał nieporadnie z tą swoją cholerną nogą. W każdym razie doszło do walki wręcz. Moi wojownicy robili, co mogli, ale nawet jednego gada nie zdołali wyłączyć z akcji... Potyczka była krótka i skończyła się moją całkowitą porażką.
Na otarcie łez miałem trochę szczęścia w rzutach popotyczkowych - wprawdzie łowca niewolników otrzymał ranę ręki, ale poza tym było nieźle - jeśli nie liczyć dwóch niewolników, których, na szczęście, mogłem łatwo dowerbować, nie straciłem nikogo na stałe.

Bitwa 3 - Przedarcie
Trzecia potyczka była bratobójcza - przyszło mi się zmierzyć z Reiklandczykami Maniexa! Cel gry - przeprowadzić chorążego na drugi koniec pola bitwy.

Sytuacja nie wyglądała dla mnie różowo. Maniek porozstawiał swoich kuszników po budynkach szachując większą część okolicy... Poszedłem w jedyną opcję, jaką dostrzegłem - kupą, mości panowie! Chorąży w środek i hajże na Soplicę! I może nawet coś by z tego było, gdyby nie to, że zrobiłem bardzo głupi błąd - pomyliłem Mańkowego chorążego z innym modelem. Byłem przekonany, że Reiklandczyk ze sztandarem czeka, aż mój eszelon się przetoczy i będzie mógł spokojnie przemknąć, ale on nie czekał - chyłkiem przemknął przy samej krawędzi stołu. Gdy zauważyłem swoją pomyłkę, było już za późno. Nie pomógł nawet pościg w wykonaniu Czarnoksiężnika, Łowcy niewolników i Pana Pomarańczowego, który swoim zwyczajem kuśtykał nieporadnie w stronę wroga. Reiklandczycy wygrali.


Chorąży Mańka na ostatniej prostej.

Straty poniesione przez obie strony były minimalne, więc przynajmniej eksploracja przyniosła jakieś profity. Szkoda tylko, że znów problemem była dostępność czegokolwiek. Miałem nieco kasy, ale i tak nie przyniosło mi to większego pożytku - potencjalni pracownicy wyjechali widać na saksy, bo pomimo zaangażowania w rekrutację wszystkich środków, jakie tylko mogłem zaangażować, nie udało się zatrudnić nikogo, poza tym, że uzupełniłem zapas kulochwytów-niewolników. Nie mając co robić z pieniędzmi pokupowałem bohaterom ciężkie pancerze (przynajmniej idzie to normalnie kupić) i przygotowałem się do kolejnego etapu kampanii.

Bitwa 4 - Ostatnia bitwa
Moim przeciwnikiem w ostatniej bitwie był Wojciech dowodzący Wysokimi Elfami (aaargh, znowu strzelacze, a do tego potężna magia...).  Celem gry było tym razem kontrolowanie większej niż przeciwnik liczby ćwiartek stołu.
Podzieliłem siły na dwie części i korzystając z osłony, jaką dawały budynki ruszyłem pozajmować pozycje w sąsiednich dwóch ćwiartkach. Tylko Pan Pomarańczowy, zamiast kuśtykać nieporadnie schował się nieopodal pozycji wyjściowej w ćwiartce startowej. Pomimo moich starań, by pozostać niezauważonym przez elfowatych strzelców, nie udało się w tajemnicy zająć pozycji - przeciwnik był czujny i szczwany! Elfi mag spostrzegł pomiędzy budynkami biegnącą grupkę moich grasantów! Uśmiechnął się zjadliwie, zaczerpnął energii, zamachał rękami, wypowiedział dźwięcznym głosem zaklęcie i... coś się cholernie nie udało. Huknęło, zaśmierdziało i mag wyleciał w powietrze, a wraz z nim jeszcze kilku najbliżej stojących elfów. Kilku dalszych wybuch porozrzucał po okolicy i pozbawił przytomności, tylko kilku się ostało na nogach nie mogąc uwierzyć w cały ten bajzel, który nagle pojawił się dokoła. W tej sytuacji Wojciech podjął decyzję o odwrocie i na polu bitwy pozostali tylko moi dzielni wojacy.

Ponieważ cała gra zajęła nam jakieś 15 minut zagraliśmy sobie jeszcze raz, tym razem bez scenariusza - ot tak, na wyżynkę. W tej rozgrywce to Wojciech był górą, rozstawiając snajperów na defensywnych pozycjach i bezlitośnie ostrzeliwując moich podchodzących mozolnie bidaków z łuków. Kiedy te moje zuchy, obite, zmarnowane i nieszczęśliwe, zdołały w końcu dobiec do wroga, elfy bezceremonialnie dokończyły dzieła zniszczenia w walce wręcz. Ot, skurczybyki szpiczastouche!

W ostatecznym rozrachunku skończyłem turniej na 20 miejscu na 22 zawodników. Właściwie nieźle, biorąc pod uwagę, że w zasadzie pierwszy raz w życiu grałem w tę grę (która jednak od Mordheim, którego rozgrywki swego czasu prowadziliśmy w Legnicy regularnie, trochę się różni). Cóż, nie jechałem na turniej z myślą o wygranej, więc rozczarowania tutaj nie było - udało się przynajmniej odbić od ostatniego miejsca:) No i mam tę satysfakcję, że moja drużyna prezentowała się dobrze, w szczególności zaś mój chorąży, który został doceniony i nagrodzony (drugim nagrodzonym modelem był chorąży Dominiga z Kostki Domina, którego można popodziwiać tutaj). Na tym polu - sukces!:)
 

Spostrzeżenia i wnioski.

Po pierwsze i najważniejsze, powinienem być bardziej uważny. O ile, choćbym na głowie stanął, nie przeskoczę różnicy w ograniu, czy kwestii związanych z praktyczną aplikacją treści podręcznika, tak błąd, który popełniłem w grze przeciw Manieksowi nie powinien się zdarzyć. Muszę sobie gdzieś zapisać wielkimi literami, żeby podczas gry patrzeć, gdzie co jest, po czym popatrzeć jeszcze raz i się upewnić, czy przeciwnik aby nie robi czegoś innego, niż mi się z początku wydawało. Za nieuwagę drogo się płaci.

Po drugie, o ile moi nurglowcy przysporzyli mi sporo radości, tak podczas pracy nad konwertowanie i malowanie, jak i podczas gry, to chyba jednak, biorąc pod uwagę problemy, z jakimi się zetknąłem na turnieju, warto poszukać sobie bandy, która ma sensowną szansę na rekrutowanie uzupełnień. Znalezienie kandydata na stanowisko zwyklasa-grasanta na wyjściowe 10+, a trochę lepszego zwyklasa-odrzuconego na 12+, to nawet przy skierowaniu do rekrutacji wszystkich możliwych bohaterów, zapewnienia pakietu medycznego, premii, trzynastej pensji, karty multisport i wczasów pod gruszą wciąż loteria. Jakby mi któryś trwale zszedł, to bym został z czeredką niewolników, którzy są tani, łatwo dostępni i stanowią znakomity materiał na mięsne jeże nadziewane strzałami - na tym ich zalety się kończą. Dobrze, że nie miałem dość pieniędzy i ambicji, żeby rozglądać się za trollem, bo tego skurczybyka to jeszcze trudniej zwerbować;) W sumie przez cały turniej, mimo rzetelnego przeliczania prawdopodobieństw i wybierania możliwie najlepszych warunków, nie udało mi się zdać ani jednego testu dostępności rekrutów (do szukania rzadkich przedmiotów nawet nie startowałem). Cóż - nie powinienem się właściwie dziwić, bo stało się tak, jak prawdopodobieństwo kazało przypuszczać. Liczyłem na odrobinę szczęścia w rzutach, ale się przeliczyłem.

Po trzecie, sporo krwi napsuł mi kulawy Pan Pomarańczowy. Przy scenariuszach, które w zasadzie standardowo wymagają dojścia z miejsca A do miejsca B drużynnik poruszający się z prędkością krasnoluda, który do tego nawet podbiec nie może to w zasadzie nic, tylko zawalidroga i dodatkowa gęba do wykarmienia. Gdybym mógł wymienić go na cokolwiek innego niż cienias-niewolnik - pogoniłbym go w diabły. Jak teraz o tym myślę, to nawet z niewolników miałem więcej pożytku niż z Pana Pomarańczowego, który przez cztery potyczki nic nie robił tylko kuśtykał nieporadnie, gdzieś na głębokim zapleczu...

Po czwarte, jeśli stoisz naprzeciw drużyny z silnym magiem, dysponującym potężnymi czarami (szczególnie buffami/debuffami, bo to dużo groźniejsze niż jakieś tam pociski i wybuchy), a sam nie masz szans na udany dispel, jest kilka opcji. Pierwsza - zminimalizować własne straty i zwiać, zanim wróg przystąpi do spuszczania lania. Przynajmniej zarobek jakiś z tego będzie dla drużyny, a nie dla grabarzy. Druga - zatrudnić jakiegoś snajpera czy skrytobójcę i wykosić czarownika, a dopiero potem przystąpić do walki. Trzecia - liczyć na cud pod tytułem "paskudny miscast". Choć satysfakcja z takiej wygranej, jak pokazuje przykład czwartej bitwy, to raczej taka sobie... W każdym razie muszę sobie wbić do łba, że Warheim to nie Mordheim. W szczególności w temacie magii. O ile w Mordheim magia to raczej dodatek, ot, taka wisienka na torcie, tak w Warheim, można z powodzeniem złożyć drużynę bazującą właśnie na potędze broni niekonwencjonalnej. W każdym razie, składając bandę warto wziąć pod uwagę możliwość trafienia na takiego właśnie przeciwnika. A nuż jakieś środki zaradcze da się zastosować.

Po piąte, jak mi powiedziano, nie umiem robić zdjęć:P Cóż, z jednej strony cieszę się, że pojawiły się opinie, że moje ludki wyglądają na stronie sporo gorzej niż w rzeczywistości, szczególnie jeśli chodzi o kolorystykę, bo przecież mogłoby być odwrotnie;) Z drugiej, postaram się poeksperymentować z ustawieniami aparatu i może coś się tu uda poprawić. Skoro już jestem w temacie zdjęć, mam nadzieję, że rekwizytem, który pomoże mi zwiększyć przynajmniej ich atrakcyjność będą ruinki, które jako nagroda w konkursie chorążów padły łupem mojego grasanta Nurgla z "Krzykiem" na sztandarze - dopracuję, pomaluję, dobiorę tło i będzie sceneria do fotek ludków, że mucha nie siada :)

Zakończenie
Fajnie było! Wielkie dzięki dla QC wraz z ekipą za ogarnięcie tego wszystkiego. Polecam tego allegrowicza! Łatwo nie było - gra szła raz lepiej, raz gorzej; kości nie miały dla mnie szacunku; przeciwnicy wiedzieli, co robią (w przeciwieństwie do mnie). Ale i tak było sympatycznie i dobrze się bawiłem. Niech żałuje, kto nie był!

Na koniec jeszcze link do relacji z turnieju, którą zamieścił sam naczelny sprawca zamieszania, czyli QuidamCorvus:
http://quidamcorvus.blogspot.com/2017/10/mitterherbst-turniej-warheim-fs-w.html

wtorek, 3 października 2017

Wrzesień 2017 - podsumowanie

Wrzesień wziął i się skończył, więc wypada z tej przyczyny w paru słowach podsumować, co tam ciekawego ze sobą przyniósł. Ad rem!




Nowych postów opublikowałem we wrześniu aż 11! Jeśli przyjąć jako standard najczęściej występującą liczbę wpisów w ostatnich miesiącach, czyli 9, nastąpił wzrost o 22% ;) Przyczyną takiego stanu rzeczy jest akcja przygotowań do turnieju Warheim FS, który odbył się w tą sobotę (niebawem zamieszczę podsumowanie) - chciałem zdążyć ze zdjęciami figurek przed końcem miesiąca i zdążyłem. A było to tak:

Wrzesień rozpoczął się od podsumowania sierpnia:
Sierpień 2017 - podsumowanie

Następnie przeszedłem do realizacji tematu miesiąca, czyli Warheimowej drużyny Nurglograsantów:

Warheim - Czarnoksiężnik Chaosu - brzydki, trójręki, rogaty i z pochodnią na plecach!


 
Warheim - Pieski Chaosu i Warheim - dokończenie Piesków Chaosu - czyli "do serca przytul psa, weź na kolana kota" :P

Warheim - Chaośnicze Wyrzutki oraz Warheim - dokończenie Chaośniczych Wyrzutków
- próba potwierdzenia tezy, że w chaosie istotna jest różnorodność form i barw

Warheim - Grasanci Chaosu #1-2Warheim - Grasanci Chaosu #3-4Warheim - Grasanci Chaosu #5 + zdjęcia całej piątki - wszak grasanci to podstawa drużyny grasantów!

Warheim - Chorąży Grasantów i cała drużyna - centralna postać i klamra domykająca temat warheimowej bandy.



Figurkowy Karnawał Blogowy - ed. XXXVII - Ahoj marynarzu - coś z zupełnie innej beczki, czyli reprezentacja krasnoludzkiej marynarki powietrznej w osobie nie byle kogo, bo aż admirała :)







  
Podsumowanie w liczbach wygląda następująco. Najpierw posty:
9 postów - Warheim i Grasanci Nurgla
1 post - FKB i Kharadron Overlords
1 post - podsumowanie poprzedniego miesiąca

A  następnie - modele:
1x Czarnoksiężnik Chaosu
5x Ogary
5x Grasanci
3x Wyrzutkowie
1x Chorąży
1x Kharadroński Arkanaut Admiral

W sumie 16 ludków, a każdy inny:)

Wrzesień uważam zatem za 1) zamknięty, 2) udany! W październiku na pewno na shadow grey jeszcze na chwilę zagości warheim (podsumowanie turnieju + znaczniki, które sobie przygotowałem), poza tym można się spodziewać odrobiny czegoś, czego jeszcze u mnie nie było, a konkretnie Afterglow. Jeśli zdążę, spróbuję zaktualizować i poprawić swoje rozmyślania o Slaves to Darkness, bo GH2017 nieco w temacie namieszał. Mam nadzieję wziąć też udział w kolejnej edycji FKB, której temat - przerwa w walce - został wczoraj ogłoszony przez Bahiora na jego blogu The Dark Oak.

Dzięki za odwiedziny, komentarze, udostępnienia i inne takie! I oczywiście zapraszam w październiku! :)