czwartek, 18 maja 2017

Dwarf Ironbreakers #1

Ufff. Krasnoludzcy żelazołamacze wisieli nade mną tak długo, że trudno mi powiedzieć jak. 10 lat na pewno, może więcej. Męczyłem się z nimi, męczyłem i w końcu wymęczyłem. Przemalowywałem 3 albo 4 razy i ciągle nie byłem zadowolony z efektu. Próbowałem ich malować na czystosrebrno, brudnosrebrno, czarno, szaro i czerwono. Wszystko wyglądało marnie. W końcu zagryzłem zęby i pomalowałem tak, jak widać. Żeby było i żeby mieć z głowy.

W międzyczasie (a właściwie to już dobrych kilka lat temu) wyszli nowi ironbreakersi. Plastikowi, ładni i ciekawi, nie to co te starsze, nudnawe i toporne wzory. Może kiedyś się i za nich wezmę, chociaż bardziej w wersji z miotaczami alchemicznego ognia;)

Póki co, szóstoedycyjne brzydkie krasnale - odsłona pierwsza.

Phew! Dwarf Ironbreakers have been a bother to me for so long, it's actually hard to say how long it was. 10 years for sure, maybe more. I fought with them, fought and fought. Repainted them 3 of 4 times - and each time the effect was not satisfactory. I tried to paint them clear silver, dirty silver, black, grey and red. And every time the outcome was poor. At last I braced up and painted them one last time. Just to get over with them.

Meanwhile (well, several years ago) new ironbreaker models appeared. Plastic, nice and interesting, unlike the older version, boring and coarse. Maybe I will get these someday, I would rather build them probably as alchemy fire throwing option ;)

But for now, 6 ed. ugly dwarfs. Part one.





wtorek, 16 maja 2017

Varanguard - Knights of Ruin - podsumowanie

Dzisiaj podsumowanie tematu Varanguardów, i to podsumowanie w jednym wpisie, ale dwóch częściach. Pierwsza jest dość standardowa i obejmuje zdjęcia grupowe trzech amigos. Druga to moje wywiązanie się z obietnicy danej przy okazji bodaj pierwszego z nich, czyli małe porównanie wielkości figurek. Czas start.

Today I'd like to sum up the topic of Varanguard. It will be done in one post, but two parts - the first one is quite standard and includes some group photos. With the other one I want to fulfill the promise I gave when presenting one of the Knights - it's a small size comparison. Go!



I tyle jeśli chodzi o część pierwszą. Duże chłopaki. Zaraz się okaże jak duże:) 

That's it for part one. They're rather big boys. But how big? Let's see:)

Kawaleria Chaosu na przestrzeni dziejów: 5 ed., 6 ed., 7/8 ed. i AoS.
Chaos Cavalry through the ages: 5th ed., 6th ed., 7/8th ed. and AoS.
To samo z profilu.
Same guys in side view.
Na koniec, idąc za przykładem Wojtka z Well of Eternity, porównanie wzrostu Varanguarda ze zwykłym leśnym elfem :)
In the end, taking the idea from Wojtek from Well of Eternity, I'd like to compare a Varanguard and a common wood elf :)

piątek, 12 maja 2017

Varanguard - Knights of Ruin #3


Na moim biurku zrobił się straszny tłok. Na malowanie czekają złożone już początki niewielkiej eskadry Kharadronów (na razie fregata, oddziałek arkanautów i admirał), ale nie tylko oni. Pośród pozostałych ze szczególnie wielkim wyrzutem łypał na mnie ostatni z trójki Varanguardów. Jego dwaj braciszkowie (link 1, link 2) nabrali kolorów już w styczniu, a on, sierotka, czekał zapodkładowany na lepsze czasy. Prawdę mówiąc z całej trójki najmniej mi podpasował - czy to przez rumaka z zupełnie absurdalną ozdobą przyczepioną do osłony głowy (którą wyciąłem i zastąpiłem klasycznym kolcem), i dziwnym, maczugowato-kościstym ogonem, czy przez co innego, jakoś mi z nim nie po drodze było. Ale w końcu zagryzłem zęby i pomalowałem.

Z mojej trójki ten został "gościem od Nurgla". Miecz pomalowałem mu na toksyczną zieleń, z umaszczeniem konia poszedłem w stronę brązu, nieco zmatowiłem pancerz w porównaniu z poprzednikami i, generalnie, ograniczyłem paletę kolorów. Wygląda to tak:

There's been a terrible mess on my desk. Many models has been waiting for painting, starting with a core of my Kharadron squadron (a frigate, some arkanauts and an admiral so far), but not only them. Among the others one mini was looking at me with particular rancor - the last of three Varanguards. His two brothers (link 1, link 2) were already painted in January and he has been since waiting, only in undercoat, for better times. To say the truth, I liked him the least of the unit. Hard to say if it's because of the mount, with a bizarre head armour ornament (which i cut off and replaced with a classical spike) and strange bone mace-lika tail or something else, but I had little sympathy for the fellow. But I've pulled myself together and painted him.

He became "the Nurgle guy". I've given him a toxic green sword, brown horse, a little less glossy armour than these of his friends', and I've generally used more limited palette. And that's the outcome:
Widzicie to zgorzknienie malujące się na twarzy?
See the bitterness on his face?





wtorek, 9 maja 2017

Herald of Nurgle

Po śmiertelnikach Nurgla - demony Nurgla. Zostało mi z nimi jeszcze sporo roboty, ale po dzisiejszym wpisie przynajmniej jakiś boss zasila ich szeregi. Herald of Nurgle. Jak to sensownie przetłumaczyć? Herold brzmi głupio. Zwiastun może? Jakby na niego nie mówić, jest o dobrą głowę wyższy i dwa levele paskudniejszy niż typowy Plagonosz. No i ma drzewkowatą narośl na plecach, która przypomina mi jedną postać z Fallouta :)

After the Nurgle Mortals - Nurgle Daemons. I still have a lot to do with them, but, after today's post, at least they have some kind of a boss among their ranks. The Herald of Nurgle. Noticeably taller and by far nastier than a standard Plaguebearer. And he's got a tree-like growth on his back, that reminds me a certain character from the Fallout game :)




 

piątek, 5 maja 2017

Kontyngent Nurgle Mortals

W związku z zakończeniem prac nad avatarsowymi wojakami szeregi nurglowych śmiertelników osiągnęły liczbę kwalifikującą w moich oczach do prezentacji armijkowej. Wprawdzie planuję dorobić jeszcze rycerzy i jakiegoś dużego nurglostwora, ale raczej nieprędko. No to siup:)

Gutrot Spume, o czym wypada wspomnieć, to dzieło Maniexa, którym mnie obdarował w ramach którejś z poprzednich edycji Świątecznej Wymiany Figurkowej - sam tylko podmieniłem podstawkę na bardziej spasowaną do reszty ludków.

As I finished my small unit of Avatars of War warriors I assumed the numbers of my mortal Nurgle followers are enough to present them as a little army. I have plans to add some Nurgle-marked knights and one of big slimy creatures, but I don't think it will be made soon. Here we go:)

I have to mention, that Gutrot Spume is not my own work - it was painted by Maniex and given to me in one of the previous Christmas Mini Exchange editions. I have only made him a new base to match the rest of minis.








wtorek, 2 maja 2017

Unboxing - Arkanaut Frigate

Zgodnie z zapowiedzią, kontynuuję rozpakowywanie fruwających krasnomarines. Po piechocie i admirale zabieram się za średni stateczek czyli fregatę.

 
Tradycyjnie, na początek pudełko. Fregata mieści się w jednym z tych "dużych" - rozmiarami niemal odpowiada ono Start Collectingom czy Archaonowi (jest minimalnie - parę milimetrów na każdym wymiarze - mniejsze). Front pudełka to duże zdjęcie modelu (niestety, nie jest to skala 1:1, bardziej coś około 80%). Jest też kłamliwy napis, mówiący, że pudełko zawiera jedną figurkę - tymczasem jest w nim latający kuter i dwóch i pół załogantów:) Tył zawiera zdjęcie z drugiej burty (skala ta sama co w poprzednim przypadku) oraz mniejsze fotki ze zbliżeniami członków załogi, szczegółów wyposażenia i, last but not least, zestawienia sugerowanych zestawów farbek. Wewnątrz pudełka jest drugie, otwarte z góry pudełko, w którym poukładano to, co tam miano poukładać, czyli:
- dwie duże ramki
- kolorową instrukcję
- podstawkę i przezroczystą antenkę do umocowania latacza


 Instrukcja trzyma poziom ostatnio prezentowany przez GW. Jest przejrzysta, kolorowa i pokazuje wszystko krok po kroku, że naprawdę trudno się pomylić przy montażu. Klocki LEGO łamane przez IKEA. Na końcu zawarto wielojęzyczny warscroll i pełną listę sugerowanych farb. Widzę tylko jeden punkt, który mogliby poprawić - fajnie by było, gdyby przy rozpisce montażu dodali sugestie co do tego, które elementy zostawić niesklejone do malowania. W końcu nie każdy składacz ogląda Warhammer TV. Nie każdy ma dość wyobraźni przestrzennej, żeby to sobie samemu zaplanować. I, na koniec, nie każdy ma dość siły woli, żeby się powstrzymać przed jak najszybszym zmontowaniem figurki ;)
Podstawka w zestawie to duży owal 120x92. W duecie z antenką. Tacy, którzy już to wszystko poskładali (joł Maniex!) uprzejmie donieśli mi, że antenka nie zapewnia modelowi stabilności. Jeszcze sam nie sprawdziłem, ale na wszelki wypadek szykuję się na znalezienie rozwiązania zastępczego.


Dość o dodatkach, pora na istotę rzeczy, czyli sam model. Wygląda to bardzo, bardzo fajnie. Elementy są wykonane dokładnie i równiutko, bez jakichś strasznych nadlewek. Linie podziału formy są bardzo niewielkie, choć, jeśli ktoś należy do najambitniejszych szlifierzy, w niektórych miejscach może mieć kłopot z idealnym doczyszczeniem. Myślę tu, na przykład, o sterze kierunku, który ma z tyłu równoległe lamelki tworzące jakby radiator, przez którego środek w poprzek idzie linia. Dość kłopotliwe jest też doczyszczenie bomb, szczególnie tych "minowatych", z wystającymi wypustkami.
Podstawowe elementy stateczku, jak kadłub, pokład, czy balony, są duże. I bardzo dobrze, bo to się przekłada na mniej możliwości spieprzenia czegoś przy montażu. Kanaliki rozplanowano z głową - tam, gdzie to możliwe, występują na niewidocznych po sklejeniu powierzchniach elementów. Ale tutaj zachęcam do uwagi - to, co niewidoczne, to często powierzchnie klejone, więc pozostawienie kiepsko wyrównanych nadlewek może skutkować problemem w dokładnym spasowaniu elementów.
Załoga statku to trzech widocznych ludków. Kapitan i Endrinrigger mają sobie stać na pokładzie i wyglądać groźnie. Trzeci to pół ludka - nawigator, siedzący w bocianim gnieździe. Nie ma, nieborak, nóżek, bo wkleja się go w otwór. Wszyscy trzej fajni i ładnie zaprojektowani. Jeśli idzie o możliwości łatwych konwersji w celu zastosowania gdzie indziej, najbardziej podatny wydaje się rigger - to w zasadzie samodzielny model (w przeciwieństwie do półnawigatora i kapitana z dłonią zintegrowaną z kołem sterowym). Ale ci dwaj też nie są źli. Wszyscy mają osobne główki, plecaczko-akwalungi i rączki.
Nadmiarowość części - niestety minimalna. W zasadzie po złożeniu wszystkiego, zostaje nam tylko luźna jedna sztuka broni z dziobowej wieżyczki. Pozytyw jest taki, że jeśli złożymy stateczek w opcji z działkiem, to ostrze harpuna można wykorzystać w konwersji jakże pożądanego przez wielu skyhooka (bonusowo dorzucam zdjęcie zestawiające duży skyhook z małymi - jednym oryginalnym i jednym skonwertowanym)

I, na koniec, zdjęcia samych ramek: