wtorek, 6 września 2016

30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Dzień 6



Dzień 6: Ulubiony zestaw kości lub ulubiona kostka.

Lubię kostki. Mam ich znacznie więcej, niż mi potrzeba, ale przecież się ich nie pozbędę, no bo jak to tak... Z całego mojego zbioru najbardziej lubię kostki, które są najrzadziej spotykane. Pomimo, że nigdy nie wykorzystałem ich w żadnej grze, no bo niby jak:)
Lubię k60 - mam tylko jedną taką i ciekaw jestem, jak daleko z Koyothenheim musiałbym iść, żeby znaleźć drugą. Tzn. pewnie dość niedaleko, bo na pocztę, jeśli by sobie najpierw zamówić u Chińczyków, ale to by było oszukaństwo;)


Z kostkowych ciekawostek mam też trzy k30. Na początku miałem jedną i dawno temu lubiłem miętolić ją w ręku podczas sesji RPG. Złote literki na granatowej kostce od ciągłego używania i wspomnianego miętolenia w końcu przestały być czytelne i nie dało się jej niczym domyć, więc kupiłem drugą, identyczną. A trzecia to jakoś tak, przy okazji wpadła. Oprócz k30 mam dwie k24 (każda z innej bryły), i dwie k16. Reszta to raczej standardy. No, może jeszcze z wyjątkiem kostek-beczułek. Na mojej liście do zdobycia w przyszłości jest jeszcze k48 i k120.
 


Z bardziej standardowych mam QWorkshopowy zestaw Dwarven Dice, który bardzo lubię za design. Nie pozwalam ich nikomu ruszać. Ot tak, dla zasady i fanaberii.


Pewnym sentymentem darzę też moje pierwsze kostki nie będące kaszóstkami - ciemnoczerwoną k4, czarną k8, pomarańczową k10 i różową k12.
Sporo moich dobrych wspomnień wiąże się z niebieską łaciatą k20, której używałem przez lata, gdy grałem w M:tG do oznaczania poziomu punktów życia.
 

Długo można by tak jeszcze opowiadać. Tak naprawdę, ile kostek, tyle różnych historii. No, może prawie tyle :)

7 komentarzy: