Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dark Elves. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dark Elves. Pokaż wszystkie posty

wtorek, marca 27, 2018

Smok. Niby czarny, ale nie do końca.


Zupełnie się nie wyrobiłem w zeszłym tygodniu z blogowym planem. Wtorkowy wpis pojawił się w środę, a piątkowy zupełnie wcięło. Przyczyną takiego, a nie innego stanu rzeczy jest fakt, że mój czas, którego i tak nie mam wiele, pożarł mi spory projekt - malowałem smoka.

Mimo tego, że ten konkretny smok niby powinien być czarny, niekoniecznie potraktowałem tę wytyczną wiążąco. Kolor mojej gadziny to coś pomiędzy brązowym i fioletowym. Z brudnożółtymi błonami skrzydeł dla kontrastu. Jak widać na załączonych obrazkach mój smok fruwa sobie bez żadnych dodatków typu opancerzenie, czy fotel i jeździec. W prawdzie w grzbiet wkleiłem magnesy, które pozwalają w razie czego posadzić tam kogo trzeba, to nie planuję póki co specjalnie z tej możliwości korzystać. Może kiedyś w wolnej chwili się za to wezmę, jednak raczej nieprędko.

Co do podstawki, to trzymałem się z grubsza kolorystyki podstawek moich chaośników, wprowadziłem jednak pewne drobne zmiany w postaci gęstszej niż zwykle roślinności. Jeśli wystawiałbym tego smoka w grze, to zapewne właśnie jako wsparcie dla Chaosu, ale zostawiam sobie furtkę dla stworzenia osobnej ekipy, w której skład mógłby wejść smok.

***

I had serious problems to keep up with the blogging plans last week. The Tuesday's post appeared at Wednesday and Friday's didn't show up at all. The reason for this is quite a big project that took the little time I can spare for the hobby - a dragon.

This particular dragon should be black, but I haven't made much of this limitation. My dragon's colour is something between brown and violet. With some contrasting dirty yellow for the wings. As you can see on the pictures, my dragon haven't got all that bling the set comes with. No armor, no saddle and rider. I glued some magnets into the back that allow to put something on it when needed, but I don't plan to use this possibility in the nearest future.

As for the base, I've been keeping it similar to my chaos force bases, I've just given it some more foliage. If I field the dragon in a game it'd probably be a support for my Chaos army. But there may be some other team, or teams, the creature could be a part of.

***










piątek, lutego 23, 2018

Kupiłem sobie smoka! (unboxing/recenzja)


Smoka sobie kupiłem. Bo co smok, to smok, a ja żadnego w kolekcji dotąd nie miałem (niektórzy wprawdzie klasyfikują Archaonowego Dorghara jako smoka, ale to jednak nie to). Któż nie chiałby mieć smoka! Mój wybór padł na czarnego darkelfskiego. Zamówiłem, przyszedł, skleiłem, a teraz parę słów o modelu mogę powiedzieć.

Smoka namierzyłem na allegro w wersji jeszcze pod starego warhammera, więc pominę zwyczajowe zdjęcia pudełka, bo zakładam, że skoro GW uśmiecha się ostatnio do DE, dojdzie pewnie do przepakowania i boxy dostępne na rynku będą i tak inaczej wyglądały.
Zestaw zawiera instrukcję, podstawkę (w wersji WFB, jest to prostokątna rydwanówka 100x50mm) i części pozwalające na zbudowanie jednego smoka (który niby powinien być czarny). Jeśli ktoś ma ochotę, może na smoku posadzić i jeźdźca. Na grzbiecie potwora stawia się wtedy fotel, a na fotelu sadza elfowatego pana lub elfowatą panią. Fotel jest wprawdzie jeden, ale kierowców można złożyć bez problemu dwoje różnych, zamagnesować i podmieniać wedle kaprysu. Osobiście zdecydowałem się na zainstalowanie magnesów w spodzie fotela i grzbiecie smoka, zaś na operatora nominowałem jedynie elfkę, bo elf-chłopiec jakoś mi nie podszedł.

Kierowca smoka, czy to chłopiec, czy dziewczynka, może być złożony w wielu sympatycznych opcjach - naprawdę nie poskąpili na częściach. Zaczynając od elfki-czarodziejki, mamy do wyboru:
- 2 korpusy
- 2 głowy
- 3 prawe ręce (różdżka 1, różdzka 2, sztylet)
- 2 lewe ręce (bicz, sztylet)
Do tego sporo drobnych opcjonalnych dodatków: jakieś szpiczaste diademy na głowę, zwoje lub otwarta księga pod pachę i sztylet. Elementami, które występują w jednej tylko wersji są nogi - w wersji zgrabnej (tzn. babeczkowej) mamy tylko jedną prawą i jedną lewą, więc ewentualne złożenie dwóch elfowych panienek wymaga nieco kombinowania.

W wersji dreadlordowej wybór podzespołów jest także bardzo szeroki. Również i w tym przypadku mamy do dyspozycji tylko jedną parę nóg (mniej zgrabnych tym razem). Cała reszta pozwala na daleko posuniętą customizację:
- 2 korpusy
- 3 głowy w hełmach (hełmy mogą być fikuśnie rogate)
- 3 prawe ręce (lanca, miecz, szabla)
- 3 lewe ręce (miecz, kusza samopowtarzalna, ręka pod tarczę)
- 2 tarcze
Także i w tym przypadku można podoczepiać różne rzeczy naokoło: miecz, sztylet, takie tam.

Sam fotel kierowcy w zasadzie też można sobie wedle upodobań podrasować. Po pierwsze jak ktoś się uprze, to precjoza dla czarodziejki lub dreadlorda można sobie podoczepiać właśnie na nim (na oparciu choćby). Poza tym można doczepić do niego niewielki maszt pod chorągiewkę - są nawet dwa do wyboru, oba kolczaste i darkelfowe, że hej.

A co ze smokiem? Po pierwsze, smoka można, ale nie trzeba, dodatkowo opancerzyć. Brzmi to może zbyt hucznie, bo rzeczone opancerzenie to bardziej doczepienie w kilku miejscach smoczego odpowiednika biżuterii (jakieś płytowe ozdóbki na szyję, głowę, łapy). Poza tym są do wyboru dwa smocze łby - bardziej i mniej rozdziawiony. Oba fajne. I jeszcze dwie końcówki ogona. Tak naprawdę jedna jedyna rzecz, której mi w tym zestawie do szczęścia brakuje, to druga wersja smoczej szyi - pozwoliłoby to na wprowadzenie jakiegoś zróżnicowania, gdyby ktoś chciał dwa takie smoki sobie ulepić. Dziobnicę okrętu można by wtedy bez wysiłku zrobić. Albo zrobić smoka, któremu tylko głowa wystaje spod mętnej wody:D Po zastanowieniu, może właśnie z tych powodów szyja jest tylko jedna:)

Model składa się bardzo przyjemnie. Wszystko fajnie pasuje, choć jakieś tam minimalne szczelinki zaobserwowałem. Elementy wymagają oczywiście przejechania czymś twardym w celu wyrównania linii podziału formy, ale nie jest to specjalnie kłopotliwe (teraz tak mówię, a zapewne jak już skończę malować i tak się okaże, że smok straszy tymi krechami, które w magiczny sposób się uwidocznią). Jakość odlewu jest jednak wysoka, nieco jednak niższa niż to, co reprezentują sobą najnowsze wypusty GW. Ale generalnie jest dobrze - model nie zestarzał się aż tak, jak kilka innych, które w ostatnim czasie oceniałem (z tego miejsca pozdrawiam wszystkie Chaos Spawny). I ciągle daje radę.

Na zakończenie - zdjęcia ramek i artystyczna fotka mojego smoka jeszcze przed malowaniem.






wtorek, września 08, 2015

Unboxing - Cold One Knights

Dzisiejszy unboxing jest dość nietypowy, otwierany i przeglądany zestaw figurek jest bowiem nie pierwszej świeżości. Ba, on nie jest nawet drugiej świeżości! Dziś na tapecie box Dark Elf Cold One Knights sprzed 20 lat (rok produkcji 1995).


Rozmiary pudełka się od tamtego czasu specjalnie nie zmieniły - wymiary są te same co choćby przy Chaos Chariocie albo Meganobzach. Zmieniła się natomiast szata graficzna - napis-logo Warhammera jest tu w wersji starodawnej, a więc jaśniejszy, bardziej kanciasty, z podwójną, czarno-złotą obwódką liter i rozbłyskami światła na A i M, ale za to bez sylwetek oddziałów wojska wkomponowanych w środek. Pudełko jest koloru jasno-fioletowego czy tam wrzosowego - w tamtych czasach pudełka były w ogóle różnokolorowe. Pośrodku frontu duże zdjęcie trzech pomalowanych w starym stylu rycerzy na raptorach. Brązowa kropa widoczna na zdjęciu to jakaś plama, chyba z coli, a nie element wystroju ;)


Z tyłu pudełka dużo napisów, szczególnie w porównaniu z dzisiejszymi boxami. Mamy tu więc informację po angielsku, francuski, hiszpańsku i niemiecku, w dwóch częściach. Pierwsza, zaznaczona boldem mówi, że te tutaj ludki i ich straszne jeszczurki w bitwie walczą jak jedna maszyna zniszczenia siejąca śmierć za pomocą lancy, miecza, szponów i ostrych jak brzytwy zębów. Po niej następuje ciut wiedzy praktycznej - zestaw zawiera 3 jeźdźców i 3 wierzchowce oraz komplet chorągiewek i kalkomanii (!), wymagają sklejenia i pomalowania, a wcześniej zaleca się wyczyszczenie i wyrównanie nożykiem oraz zapodkładowanie przed pomalowaniem, jakżeby inaczej, farbkami Citadel Colour. Dalej czytamy, że kleju w zestawie niet, i że to nie byle zestaw, a zestaw Ekspercki, który wymaga niechudego skilla modelarskiego do złożenia i że jest niezalecany dla młodych i niedoświadczonych modelarzy. Na koniec info o projektantach - Aly i Trish Morrison. Uff. Obok jest rysunkowa instrukcja poskładania rycerza i dinozaura do kupy oraz informacja o sugerowanym komplecie farb.

Po otwarciu pudełka oczom naszym ukazuje się coś takiego:


Elementy figurek (metalowe) są poukładane w styropianowej ramce. Bardzo elegancko i praktycznie - osobno ogonki, głowy itepe. Elementy większe i plastiki (podstawki i tarcze) w osobnych, większych okienkach. Przegródka zawierająca duże elementy, a więc połówki raptorów oraz ręce z lancami jest wyposażona w gąbkową podkładkę, pod którą czają się obiecane bannery i kalkomanie:

Brakującą czachę wyciąłem kiedyś dawno temu przy okazji tarczy dla darkelfowego generała, którego prezentowałem jakiś czas temu (o tutaj), ale poza tym ingerencji w zawartość pudełka przez 20 lat nie było.

Pozostał jeszcze krótki przegląd wchodzących w skład zestawu części:




Jakościowo wygląda to tak sobie - jednak technologia przez dwie dekady poszła w przód. Nadlewki są wyraźnie zarysowane, miejscami dość sążniste. Design oldskulowy - raczej statyczny, dziwne proporcje. Co zwróciło moją uwagę, to fakt, że metal, z którego wykonano elementy rysuje po tekturce. Czyżby ołów? Szybki powrót do lektury pudełka potwierdził fakt, o którym zdążyłem już zapomnieć - na bocznej ściance jest bowiem ostrzeżenie (tym razem w sześciu językach, bo jeszcze po włosku i bodaj duńsku), że "zawiera ołów, nie lizać, nie zjadać, szkodliwe, nie polecane dla dzieci poniżej 14 lat". Tak więc na koniec uwaga - ostrożnie ze starymi figurkami. BO OŁÓW! Dziękuję za uwagę:)

poniedziałek, sierpnia 24, 2015

Figurkowy Karnawał Blogowy - ed. XII - New Retro Wave

To już dwunasta odsłona Figurkowego Karnawału Blogowego. Od czasu, gdy Inkub rozpoczął akcję we wrześniu 2014 (tutaj), przez prawie cały rok widzieliśmy już najróżniejsze doń podejścia. Zdawało mi się, że kolejna edycja niczym mnie nie zaskoczy, ale Dziadu z Lasu pokazał (tutaj) jak srodze się myliłem. Skierował bowiem Karnawał w kierunku estetyki lat 80, która, o zgrozo, ostatnio ponoć odżywa. Jak mi już przeszło zaskoczenie samym tematem, pomyślałem, że będzie ciężko. "Policjanci z Miami", Modern Talking i A-Ha to zdecydowanie nie są droidy, których szukam. Nawet moje ulubione filmy o Bondzie w latach 80 słabsze jakieś były... Miałem już się poddać i podziękować za udział, ale przypomniałem sobie, że można podejść do tematu z nieco innej strony. Przejrzałem zawartość swojej gablotki i znalazłem figurkę, która, jak się dobrze przyjrzeć, całkiem nieźle reprezentuje tę inną stronę - bardziej pudel metaliczną! :D


Generał Ciemnych Elfów na Tym Zimnym ;)

Pan Generał jaki jest, każdy widzi. Jeździ na raptorze. Wyposażony jest w kolce, czachy, fragmenty zbroi, długie pióra (szkoda, że nie tapir, ale nie można mieć wszystkiego). Figurka jest dość leciwa (choć lat 80 nie pamięta, bo ją Aly Morrison (z małżonką) około połowy lat 90 popełnił), ale klimatem, jak sądzę, pasuje. Nie jest to koleś, u którego w głośnikach leci soczysty umcyk i piłują syntezatory - ale taki Van Halen, Europe, Scorpions czy Kiss - jak najbardziej ;)






niedziela, maja 03, 2015

Dark elf sorcerer

Wpadła mi kiedyś w ręce stara figurka mrocznoelfiego czarnoksięznika. Wprawdzie nigdy fanem DE nie byłem i nie jestem, ale ten konkretny model nawet mi się spodobał. Jest oldskulowo statyczny i pompatyczny, ale coś w sobie ma. Co więcej, tylko drobne szczegóły pozwalają jednoznacznie stwierdzić jego przynależność frakcyjną. W związku z tym pomalowałem go w sposób nie do końca określający narodowość - coś pomiędzy wysokimi i mrocznymi elfami.





wtorek, lutego 17, 2015

Morathi

Co zdarza się nieczęsto, trafiła mi się do pomalowania figurka Dark Elfowa - Morathi wierzchem na czarno-mrocznym jednorożco-pegazie. Żeby było śmieszniej, Morathi trafiła na mój warsztat już drugi raz - pierwszy miał miejsce lat temu wiele (dziesięć? dwanaście?), z jednym małym ale - w tym miejscu proszę czytelników wrażliwych na krzywdę Dark Elfów o przejście do następnego akapitu - kolega, który się do mnie z nią zgłosił, złożył zamówienie specjalne - amputować w cholerę elfkę, wywalić skrzydła i stępić ząbki, wyrównać róg i zrobić klasycznego jednorożca o srebrzystej sierści, złocistej grzywie, którego jedynie dziewica usidlić może. Cóż. Nigdy specjalnego sentymentu dla mrocznych elfów nie miałem, więc jak chciał, tak zrobiłem. Jedno, czego żałuję, to że nie dysponuję żadnym zdjęciem wynikowego stwora.
Tym razem obyło się bez haczyków - Morathi miała być sobą, konik takoż. Druga zasadnicza różnica w porównaniu z robotą sprzed lat to inny materiał - wtedy metal, teraz żywica. Ale jakoś to poszło. I wygląda tak: