Zaproponowany przeze mnie temat 75 edycji FKB brzmi "Nim wstanie dzień". W ramach tegoż tematu postanowiłem postawić na wprawkę w OSL. W końcu zanim wstanie dzień jest noc, nocą jest ciemno, a jak jest ciemno, to warto sobie czymś poświecić.
OSL najłatwiejszą techniką nie jest, szczególnie, gdy ktoś, jak tym razem w moim przypadku, decyduje się na paćkanie pędzlem. Widzę u siebie pewne postępy w tej dziedzinie, ale jeszcze sporo pracy przede mną. Wyniki poniżej.
Dodam jeszcze, że jako obiekt ćwiczeń wybrałem modele do Frostgrave z podmienionymi główkami (Statuesque Miniatures) i psem (Farmyard Animals z Warlord Games).
Przyjemność poprowadzenia siedemdziesiątej drugiej edycji Figurkowego Karnawału Blogowego trafiła się Bahiorowi - autorowi bloga The Dark Oak. A zaproponowany temat brzmi "Okaz zdrowia" (o tutaj można sobie osobiście sprawdzić, jeśli ktoś nie wierzy).
O ile pierwszy pomysł, jaki mi się nasunął, to był kolejny krasnoludzki miłośnik trunków (bo w końcu przy pewnym stężeniu alkoholu nawet koronawirus takiemu niestraszny), tak ostatecznie postanowiłem podejść do jego realizacji z pewną dozą przekory. Doza okazała się nielicha - stwierdziłem, że jest przecież taka wesoła czeredka, co to żadnej zarazy się nie boi - ludkowie Nurgle'a! Po szybkiej inwentaryzacji czekających na złożenie i pomalowanie ludków wybrałem Maggoth Lorda. Taki okaz zdrowia - inaczej:)
Ze względu na własne widzimisię złożyłem go w wersji Orghotts Daemonspew z jednym odstępstwem - podmieniłem cienki i prawdopodobnie kruchy język paskudy, na której to imć Orghotts siedzi wierzchem, na bardziej masywny. Do malowania użyłem wyłącznie pędzla, choć kusiło mnie, by do zrobienia przejść między poszczególnymi kolorami użyć aerografu - ostatecznie upał i związana z nim duża szybkość wysychania farby odwiodły mnie od tego. Efekty na zdjęciach poniżej.
Lipiec dobiega końca, wypada więc domknąć temat Figurkowego Karnawału pod egidą Pepe. Przypomnę, że w tym miesiącu każdy z uczestników przedstawił 5 propozycji, spośród których inny karnawałowicz wybierał jedną. Tutaj więcej o tym.
W moim przypadku wybrańcem został krasnoludzki opój. Model klasyk, więc i kolorystyka raczej klasyczna - wesoła i jaskrawa. Krasnal jest uzbrojony w młotek i solidny blaszany kufelek z wysokooktanową zawartością - to ostatnie można wywnioskować z rumieńców i rozanielonego wyrazu twarzy ;)
59 edycja Figurkowego Karnawału Blogowego została szczwanie przechwycona przez Potsiata, znanego Gangstera z Mordheim. Szczwaność pomysłu objawia się w tym, że zamiast dopasowywać figurkę do tematu, dopasował sobie temat do figurki (tutaj można zobaczyć, w czym rzecz). Ale nie mam pretensji, bo i mnie, tym razem, leitmotiv zagrał. Ale zanim przejdę do sedna, wstęp w postaci odpowiedniej melodyjki:
Dawno, dawno temu, gdzieś około 1997 roku, w domu moim rodzinnym pojawił się pecet, detronizując starą komodę C64 z roli maszyny do wszystkiego, z grami na czele. A wśród gier, które na nim miałem znalazł się Duke Nukem 3D. To była giera! To były wrażenia! To były czasy! Ale gra zestarzała się wyjątkowo paskudnie. Sprajty 2D dzisiaj kłują w oczy okropnie. Kłuje też sporo innych rzeczy. Grać się już w to prawie nie da, choć rok czy dwa temu przeszedłem sobie DN3D jeszcze raz, ale bardziej z nostalgii niż z jakiegokolwiek innego powodu. Z żalem informuję, że na dziś ta gra to już zimny trup, niestety.
Dwadzieścia kilka lat po pięknych czasach, gdy Duke KRÓLOWAŁ (słowo-klucz) wpadła w moje ręce figurka, która bardzo mocno skojarzyła mi się z rzeczonym Diukiem. Chyba głównie za sprawą okularków i muskulatury:) Postanowiłem ją zatem pomalować w sposób zainspirowany starym, dobrym Diukiem. Dżinsy, resztki czerwonego podkoszulka, blond kudły...
Podsumowując: była śmierć, jest odrodzenie. Diukowi do króla kilka leveli w hierarchii służbowej niby brakuje, ale uwzględniając jeden z tekstów, którymi bohater gry hojnie rzucał, "Hail to the king, baby!", sądzę, że należy go uznać minimum za uzurpatora-samozwańca. Czyli jest i król.
A co do formy, w jakiej doszło do odrodzenia... Cóż. Mamy akurat na świecie zarazę, więc maleńka, wręcz symboliczna ingerencja Dziadka Nurgla jest chyba jak najbardziej na miejscu:)
Z uwagi na to, że unikam tworzenia makiet, terenów i durnostojek (z braku miejsca na ich przechowywanie) zdecydowanie odrzuciłem możliwość skonstruowania czegoś, co wrota posiada. Zrobienie samych wrót bez kontekstu też jakoś mnie nie pociągało. Zostały mi więc wrota metaforyczne. Co wygląda jak duże drzwi i pasuje do ludków? Pawęże! No to sprawiłem sobie miniaturową wprawkową pawęż w kształcie wrót, z namalowanymi wrotami i ozdobioną cytatem zawierającym wrota (100 pkt. dla tego, kto ów cytat rozczyta, bo o ile zrobiłem postępy w czytelności mininapisów, tak, przyznaję, w tym przypadku, odcyfrowanie napisu jest naprawdę trudne). Bonusowo wczesny WIP dwóch kolejnych pawęży nad jakim właśnie pracuję.
Sześćdziesiąta siódma edycja FKB rozpętała się na blogu Rzuć 90k6 autorstwa Viluir. A hasłem tego miesiąca jest Przygoda! Lubię tematy, które można zinterpretować na 100 sposobów, więc ten mi podpasował. Do rzeczy!
Tak sobie myślę, że istotą przygody w erpegowo-fantastycznym znaczeniu jest akcja. Wartka, szybka, nie pozwalająca nawet na chwilę nudy. Jak w Indianie Jonesie albo Gwiezdnych Wojnach. Ciągle coś się dzieje! A akcji nie ma bez wyrazistego bohatera lub bohaterów. Szczęśliwie ostatnio o charakterne postaci w figurkowym światku nietrudno. Za przykład takowych mam ludki do Warcry - patrzy człowiek na taką figurkę i od razu wie, że to nie byle cherlawe chuchro, raczej chwat i chojrak, który kroczy od przygody do przygody, i nie daje sobą pomiatać wichrowi wydarzeń. Przed Państwem groźny fan podrobów - Heart-Eater, herszt drużyny Untamed Beasts!
Czołem. W związku z zarazą znalazłem w końcu czas na ogarnięcie projektu miniaturowych Świętych Jaśków. Prezentuję dziś pierwszą dwunastkę w całości. Kolejni czekają w kolejce:)