Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Duardin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Duardin. Pokaż wszystkie posty

środa, maja 31, 2023

Figurkowy Karnawał Blogowy, edycja CV: CV

 

Kapitan Hak z bloga Hakostwo objął dowodzenie sto piątą edycją Figurkowego Karnawału Blogowego. A wyznaczony przez niego temat miesiąca to CV jak Curriculum Vitae. Sto pięć w rzymskim zapisie to CV, czyli wszystko się logicznie spina:)

Skoro piszemy o cefałkach stwierdziłem, że dobrze byłoby z tej okazji zaprezentować figurkę z bogatym życiorysem, szerokim doświadczeniem, kompetencjami, skillami i osiągnięciami. A ze świecą szukać śmiałka, który pod tym względem może konkurować z Gotrekiem. Zabójcą trolli, skavenów, demonów, smoków, gigantów, wampirów, bestii i w ogóle całego paskudnego tałatajstwa, które się po Starym Świecie pałętało. Ba, Gotreka nawet koniec świata nie zmógł i srogi ten chwat kontynuuje swoje dzieło zniszczenia. A jego nadludzko (nadkrasnoludzko) bogate CV pisze się dalej...






wtorek, października 31, 2017

Hellcannon - załoga

Jaki ja byłem szczęśliwy jak upolowałem na allegro załogantów do hellcannona. I to w jakiej cenie! 25 złotych plus przesyłka. Panie, jak za darmo! Wprawdzie nie był to pełen komplet trzech różnych ludków (na aukcji były dwa wzory z trzech, jeden z nich w dwóch egzemplarzach), ale i tak wypas! Paczka dotarła, otwieram z przejęciem - są kraśki Chaosu! Wprawdzie finecastowe i kilka mało istotnych kawałeczków się delikatnie ukruszyło w transporcie, ale co tam. Nie jest źle, jak dla mnie - pozytyw. I moje odczucia były zupełnie pozytywne, do momentu, jak wziąłem się za malowanie. W trakcie przygotowywania figurek do malowania przekonałem się osobiście, dlaczego ludzie na wczesne finecasty psioczyli. Jak o tym myślę, to mnie krew zalewa, więc może pominę szczegółową analizę jakości odlewów i poprzestanę na tym, że to nie są droidy, których szukam. Tzn. nie mam wcale żalu do sprzedawcy. Wcale nie dziwię się, że pozbył się tych potworków, ale, muszę przyznać, cena, po której wystawił modele była uczciwa. Więc szacun. Niestety, nie starczyło mi cierpliwości na dokończenie tych ludków. Cisnąłem je na kupkę wstydu (niech gniją!), a trzech amigos do obsługi hellcannona ulepiłem ze skullpassowych górników. Nie są to może najpiękniejsze figurki. Może mają dynamikę rodem z pomnika przyjaźni polsko-radzieckiej na placu Słowiańskim w Legnicy. Może wieją sandałem. Z masłem! Ale jak miło mi się ich malowało! Poezja! Nie to, co te żywiczne indywidua. Potraktujcie tych trzech koleżków jako wstęp do mojej konwersji hellcannona, który bynajmniej nie powstał na bazie tej pokracznej baryły na czterech kółkach, co to ją w GW proponowali. Poszedłem ciut bardziej po fluffie. W każdym razie harmata już następnym razem.

P.S. Dobra, może jednak słówko wyjaśnienia. Wciąż sądzę, że to, co kupiłem, to oryginalne, wczesne finecasty, a nie recastowane piraty. Problemy, jakie z nimi miałem, to, przede wszystkim, sposób odlania detali nieadekwatny do materiału (te modele musiały krzyczeć "odlej mnie w metalu!", gdy zalewano formę żywicą...), pomniejsze bąbelki w żywicy i kruchość mało podatnego na naprawy medium. W każdym razie wolę plastikowe ulepki na bazie górników.

I was so happy when I managed to buy three hellcannon crewmen. And how cheap! 25 Polish zlotys (plus postage) for three of them. Such a bargain! Well, I have to admit the auction included only two types of models (one piece of one type and two pcs. of another), but it was a good buy, nonetheless. The package came. Yay! Chaos dwarfs! Who cares it's finecast. Who cares some minor details got damaged during transport. It's not bad. Evaluation result: positive. And I was very positive about them until I started painting. Man, now I know why everyone cried so loud about early finecast releases. Thinking about it makes my blood boil, so lets just say these were not the droids I'd been looking for. Don't misunderstand me - I'm absolutely not upset about the seller, I believe the guy was perfectly honest selling them at this price. And I respect this. But I don't respect the models. I cast them to the pile of shame (let them rot!). And I made the crewmen out of three plastic dwarf skull pass miners. They may not be the most beautiful minis in town. They may have poses about as dynamic as post-soviet monuments. They may be lame. But how nice it was to paint them! Unlike these resin-made monstrosities. Please consider these three little guys as an introduction to my conversion of hellcannon. And please know, that I did not use the original hellcannon, that sorry barrel on four wheels as a base. I think my interpretation is a bit more fluff-accurate. The cannon is coming up next!

OK. Ultimatively I decided to add some short explanation. I still believe the models I bought are the genuine early finecast edition, not some home-made recasts. The problems I had with them were, mainly, inadequacy of the models' projects to the material they were made of, some bubbles in the resin and the fragility of the models. Anyway, I really like my plastic miner-based minis better.






czwartek, września 28, 2017

Figurkowy Karnawał Blogowy - ed. XXXVII - Ahoj marynarzu!

Co to byłby za miesiąc bez udziału w FKB? Niepełny jakiś! No to, żeby nie było wstydu, dzisiaj wpis w ramach kolejnej edycji.

 
Trzydziesta siódma odsłona FKB znalazła wodzireja w osobie Manieksa z Maniexite. Choć może lepiej zamiast "wodzireja" powinienem napisać "sternika", bo Maniek uderzył w tony marynistyczne. Wprawdzie mam dwa rozgrzebane projekty okrętowe, ale chcąc się wyrobić z drużyną na turniej Warheim zakończenie któregoś z nich nie wchodzi raczej w grę. Jeśli nie okręt w takim razie, to ktoś z załogi! I to nie byle kto, bo sam dowódca. I to nie byle jaki, bo admirał! Kharadroniasty opancerzony krasnal pływający po podniebnych akwenach :)

Jaki jest - każdy widzi. W związku z tym, że to jegomość ciężko opancerzony, zdecydowałem się na barwy metaliczne. W sumie rozważałem jeszcze opcję kościanobiałą, ale jakoś mi to nie grało. Do srebra i złota doszły akcenty morsko-niebieskie i żółto czarne przewody. Dla ożywienia całości podmieniłem mu głowę na jedną z żyrokopterowych. No i tyle. Nie mam jeszcze koncepcji podstawek dla moich steampunkowych kraśków, więc póki co Pan Admirał stoi sobie na ciemnoszarym, kamienistym gruncie. Możliwe, że to się jeszcze zmieni.


wtorek, maja 02, 2017

Unboxing - Arkanaut Frigate

Zgodnie z zapowiedzią, kontynuuję rozpakowywanie fruwających krasnomarines. Po piechocie i admirale zabieram się za średni stateczek czyli fregatę.

 
Tradycyjnie, na początek pudełko. Fregata mieści się w jednym z tych "dużych" - rozmiarami niemal odpowiada ono Start Collectingom czy Archaonowi (jest minimalnie - parę milimetrów na każdym wymiarze - mniejsze). Front pudełka to duże zdjęcie modelu (niestety, nie jest to skala 1:1, bardziej coś około 80%). Jest też kłamliwy napis, mówiący, że pudełko zawiera jedną figurkę - tymczasem jest w nim latający kuter i dwóch i pół załogantów:) Tył zawiera zdjęcie z drugiej burty (skala ta sama co w poprzednim przypadku) oraz mniejsze fotki ze zbliżeniami członków załogi, szczegółów wyposażenia i, last but not least, zestawienia sugerowanych zestawów farbek. Wewnątrz pudełka jest drugie, otwarte z góry pudełko, w którym poukładano to, co tam miano poukładać, czyli:
- dwie duże ramki
- kolorową instrukcję
- podstawkę i przezroczystą antenkę do umocowania latacza


 Instrukcja trzyma poziom ostatnio prezentowany przez GW. Jest przejrzysta, kolorowa i pokazuje wszystko krok po kroku, że naprawdę trudno się pomylić przy montażu. Klocki LEGO łamane przez IKEA. Na końcu zawarto wielojęzyczny warscroll i pełną listę sugerowanych farb. Widzę tylko jeden punkt, który mogliby poprawić - fajnie by było, gdyby przy rozpisce montażu dodali sugestie co do tego, które elementy zostawić niesklejone do malowania. W końcu nie każdy składacz ogląda Warhammer TV. Nie każdy ma dość wyobraźni przestrzennej, żeby to sobie samemu zaplanować. I, na koniec, nie każdy ma dość siły woli, żeby się powstrzymać przed jak najszybszym zmontowaniem figurki ;)
Podstawka w zestawie to duży owal 120x92. W duecie z antenką. Tacy, którzy już to wszystko poskładali (joł Maniex!) uprzejmie donieśli mi, że antenka nie zapewnia modelowi stabilności. Jeszcze sam nie sprawdziłem, ale na wszelki wypadek szykuję się na znalezienie rozwiązania zastępczego.


Dość o dodatkach, pora na istotę rzeczy, czyli sam model. Wygląda to bardzo, bardzo fajnie. Elementy są wykonane dokładnie i równiutko, bez jakichś strasznych nadlewek. Linie podziału formy są bardzo niewielkie, choć, jeśli ktoś należy do najambitniejszych szlifierzy, w niektórych miejscach może mieć kłopot z idealnym doczyszczeniem. Myślę tu, na przykład, o sterze kierunku, który ma z tyłu równoległe lamelki tworzące jakby radiator, przez którego środek w poprzek idzie linia. Dość kłopotliwe jest też doczyszczenie bomb, szczególnie tych "minowatych", z wystającymi wypustkami.
Podstawowe elementy stateczku, jak kadłub, pokład, czy balony, są duże. I bardzo dobrze, bo to się przekłada na mniej możliwości spieprzenia czegoś przy montażu. Kanaliki rozplanowano z głową - tam, gdzie to możliwe, występują na niewidocznych po sklejeniu powierzchniach elementów. Ale tutaj zachęcam do uwagi - to, co niewidoczne, to często powierzchnie klejone, więc pozostawienie kiepsko wyrównanych nadlewek może skutkować problemem w dokładnym spasowaniu elementów.
Załoga statku to trzech widocznych ludków. Kapitan i Endrinrigger mają sobie stać na pokładzie i wyglądać groźnie. Trzeci to pół ludka - nawigator, siedzący w bocianim gnieździe. Nie ma, nieborak, nóżek, bo wkleja się go w otwór. Wszyscy trzej fajni i ładnie zaprojektowani. Jeśli idzie o możliwości łatwych konwersji w celu zastosowania gdzie indziej, najbardziej podatny wydaje się rigger - to w zasadzie samodzielny model (w przeciwieństwie do półnawigatora i kapitana z dłonią zintegrowaną z kołem sterowym). Ale ci dwaj też nie są źli. Wszyscy mają osobne główki, plecaczko-akwalungi i rączki.
Nadmiarowość części - niestety minimalna. W zasadzie po złożeniu wszystkiego, zostaje nam tylko luźna jedna sztuka broni z dziobowej wieżyczki. Pozytyw jest taki, że jeśli złożymy stateczek w opcji z działkiem, to ostrze harpuna można wykorzystać w konwersji jakże pożądanego przez wielu skyhooka (bonusowo dorzucam zdjęcie zestawiające duży skyhook z małymi - jednym oryginalnym i jednym skonwertowanym)

I, na koniec, zdjęcia samych ramek:





piątek, kwietnia 28, 2017

Unboxing - Arkanaut Company + Arkanaut Admiral

Panie i Panowie, Dziewczęta i Chłopcy, mam dziś przyjemność zaprosić do lektury, uwaga, wpisu na czasie:D Rozpakowuję w nim ludki, które premierę miały niecały tydzień temu - nowych krasnoludzkich latających marynarzy! Na pierwszy ogień biorę dwa świeże zestawy - Arkanaut Company i Arkanaut Admiral. W drugim rzucie, który najprawdopodobniej już we wtorek, stateczek - Arkanaut Frigate (wszystkiego na raz byłoby, obawiam się, za dużo).
 
Arkanaut Company. Standardowe AoSowe pudełeczko, jasne i estetyczne. Na froncie - dziesięciu przysadzistych squatów w kombinezonach wymachujących dziarsko pałaszami, toporkami, pistoletami etc. Na zapleczu - zdjęcia bardziej indywidualne, wskazujące na różne niuanse, np. nazwy typów broni itd.


Co w środku? Dwie ramki "A5", instrukcja i 10 podstawek (okrągłe, 25mm). Sama instrukcja od początku zwróciła moją uwagę, gdyż jest wydrukowana w kolorze! Wszystko w niej schludnie i czytelnie pokazano (IKEA-level), więc montaż ludków nie powinien sprawiać problemów. Na końcu książeczki znajdziemy warscrolla, również w kolorze.


Pora na mięcho, czyli ramki. Jakościowo - rewelacja. Równiutki, gładziutki polistyren, wyjąwszy drobne wypukłości na linii łączenia formy zero wykwitów, grud, syfów i monstrualnych nadlewek. Kanaliki rozprowadzające tworzywo po formie rozmieszczono zmyślnie - większość punktów łączenia wypada w miejscach, które po sklejeniu będą niewidoczne. Główki - w przeciwieństwie do niektórych zestawów - mają w zdecydowanej większości jeden jedyny kanalik (wypadający w okolicy "ucha"), więc niezbędny stopień wygładzania i szlifowania jest minimalny. Poezja:)

A co na ramkach? Dziesięć kadłubków odlanych od razu z dwiema nogami, o ile się nie mylę, każdy inny. Do tego główki - w sumie 12 sztuk, w tym dwie "czempiońskie". Ręce. Najpierw może lewe: 10 szt. z toporkami, następne 10 - z pałaszami, 2 - z dwoma modelami pistoletów dla szefa, i trzy specjalne (o nich kilka słów za chwilę). Prawe - 10 z pistoletami, 2 wodzowskie (raz pałasz i raz kotwicotopór), trzy specjalne. O co chodzi z tymi specjalnymi - w pudełeczku mamy trzy sztuki broni specjalnych - miniguna, wyrzutnię harpunów i bosak. Niestety, nie ma tutaj żadnego naddatku, co w zestawieniu z faktem, że oddział może zawierać do trzech speców, każdy z dowolną z tych trzech opcji, jest smutną wieścią. Jeśli, na przykład, komuś któraś opcja się nie podoba (mnie osobiście mierzi ten cały bosak) może sobie zrobić zwyklasa z bronią ręczną i pistolecikiem albo jest skazany na kitbashe i konwersje. Inwentaryzując części trzeba wymienić jeszcze butloagregaty, które każdy z wojaków taszczy na plecach (po jednym na łebka) i, na koniec harpuny do przytroczenia harpunnikowi. Tyle.
 

 
Pora na kilka słów na temat Admirała. Ludek jest modelem pojedynczym i występuje w blistrze. Zestaw składa się z małej ramki i podstawki 32mm. 



Wmontowany w opakowanie papierek to w istocie malutka książeczka o czterech stronach. Strona 1 to "okładka" - jest na niej obrazek Pana Admirała opatrzony stosownym napisem i ostrzeżeniem o małych częściach. Strony 2 i 3 to instrukcja montażu, a strona ostatnia - zdjęcie złożonej i pomalowanej figurki z tyłu oraz proponowany dobór kolorów.


Ramka zawiera:
- Głowę
- Kadłubek (2 części)
- Plecak (3 części)
- Noga lewa
- Noga prawa
- Młot
- Pistolet (2 części)
- Pagórek :) 
 

Wszystko wygląda świetnie, jakość - podobnie jak w przypadku Kompanii - wysoka. Nie mam się do czego czepić. 

Ludków zdążyłem już po części poskładać, więc mogę zaświadczyć, że spasowanie części jest bez zarzutu. Admirał to kawał byśka w power armorze:) Piechota morska kojarzy mi się z nurkami albo wojakami X-Com z zabytkowego "Terror from the Deep". Jedna uwaga - ludkowie, jak na krasnoludów, są rośli. W porównaniu z wzorami z czasów czwartej czy piątej edycji chłopaki są o głowę wyżsi i dużo mniej baryłkowaci. Więksi po prostu. Krasnoludzki feel gdzieś tutaj jest, ale w innym wydaniu niż w starym WFB. Mnie się podobają, choć sądzę, że znajdą się i niezadowoleni.

Tyle na dziś. W najbliższej przyszłości - fregata :)