Przywilej gospodarzenia w kolejnej, dwudziestej drugiej już edycji Figurkowego Karnawału Blogowego dostał się blogowi
barakvarr.pl, którego autor, Rafał, zaproponował temat "Święty Graal". I wyjaśnił, co właściwie miał na myśli (zacytuję):
Czym jest Graal?
Proszę pokaż co jest Twoim Graalem. Czy jest to może:
- unikatowa figurka, której zdobycie kosztowało Ciebie sporo wysiłku?
- metoda malarska/rzeźbiarska, która sprawiała sporo problemów, ale udało się ją opanować?
- poziom, który chcesz osiągnąć przy kolekcjonowaniu/graniu?
- coś bardziej prostszego w interpretacji… może po prostu pokaż Świętego Graala?
- coś co odkładasz „na później” z różnych przyczyn?
- coś zupełnie innego, co przychodzi Tobie na myśl… Twój cel, pragnienie, które właśnie spełnisz!?
Pomaluj, opisz dlaczego właśnie to… dorzuć część siebie w pracę. Pokaż duszę! Ciesz się ze swojego Graala w zasięgu ręki.
Myślałem dość długo i intensywnie, jakby tu do tematu podejść, aż w końcu wymyśliłem.
Lubię żelastwo. Broń, pancerze, metalowe elementy wyposażenia... Ma to wszystko jakiś taki urok, który wyjątkowo do mnie trafia. No i lubię malować na figurkach metaliczne kolory. NMM nie bardzo lubię. Owszem, podziwiam ludzi, którzy są dobrzy w malowaniu metalu bez metalicznych farb, ale samej techniki nie stosuję. Bo wolę metaliki.
Niestety, metaliczne pomalowanie metalu, które jakoś wygląda, nie zawsze jest łatwe. Jedną z przeszkód, które najbardziej psują mi zabawę stanowi fakt, że wiele spośród dostępnych farb jest kiepskich. Często bardzo słabo kryją, a jak kryją dobrze, to efekt niekoniecznie przypomina metal. Wiem, że każda potwora znajdzie swego amatora. Są twardziele, którzy malują metaliki farbami Pactry i to z niezłymi efektami. Niestety, nie na moje nerwy takie eksperymenta.
Dobrą farbką był ś.p. Boltgun Metal. Porządny, dobrze kryjący, ciemny, metaliczny kolor. A jak na nim się położyło Chainmail i Mithril Silver, efekty były naprawdę satysfakcjonujące. Ale Citadel wycofało starą paletę, a nowa to jednak nie to samo. Nie to, żeby było tragicznie - z nowych Citadelek farbki serii base wypadają w sumie nienajgorzej, Leadbelcher, na przykład, jest niezły, a Retributor Armour nawet bardzo dobry. Choć to już nie to, co Boltgun i Shining Gold. Z kolei layery są... słabe. O ile idea półprzejrzystych farb w przypadku normalnych kolorów działa fajnie, tak w przypadku metalików nie mogę się do niej przekonać. Maluje mi się tym jak smarkami, w których pływają drobinki metalu. Taki to ze mnie grymaśny człowiek ;)
Poszukując czegoś, czym będzie mi się dobrze malować metaliki, w końcu znalazłem. Vallejo Liquid Silver i Vallejo Liquid Gold. Farby rozcieńczalne alkoholem, które kryją jak rozpłodowe buhaje! I dają piękne, czyste kolory. Pędzelkiem nanosi się je cacy - dają bardzo równą, dobrze przylegającą do podłoża warstwę, znacznie cieńszą, niż w przypadku znanych mi akrylowych metalików.
Zrobiłem też próbę z malowaniem nimi za pomocą aerografu (rozcieńczałem spirytusem). I to była poezja:) Po pomalowaniu plastikowej figurki po całości Liquid Silverem z aero, zaczyna wyglądać jakby była z metalu:D Poniżej kilka zdjęć krasnoludzkiej armatki, którą testowo chlapnąłem na srebrno. Liquid Silver, aerograf, jedna warstwa.
Błyszczy się jak psu jajca, jest równiutkie, krycie 10/10. To zdecydowanie są droidy, których szukałem.
Gorsze strony? Życie to nie bajka, więc, niestety, też są. Po pierwsze, farbki na bazie alkoholu, jak wynika z moich dotychczasowych doświadczeń, marnie się sprawdzają przy drybrushowaniu. Alkohol odparowuje znacznie szybciej niż woda i metaliczny pigment przylepia się do włosia pędzla zamiast do figurki. Więc ewentualne rozjaśnienia robię edge highlightem. Efekt ok, ale czasochłonność mocno zwiększona. Po drugie, o ile odcieni złota Vallejo wypuściło chyba siedem, tak srebro jest, niestety, tylko jedno, w porywach do dwóch - niby jest jeszcze White Gold, które ma się kolorystycznie do Silver jak nikiel do chromu, czytaj jest ciut bardziej żółtawe, ale po zastanowieniu pozostaję przy wersji, że srebro jest tylko jedno. Piękne, jasne, błyszczące, srebrne, urywające dupę. Ale tylko jedno. Ech, gdyby tak były jeszcze ze dwa ciemniejsze odcienie... Albo nawet jeden, taki w stylu Boltgun Metal... To byłby mój Graal nad Graale. Ale marzenia marzeniami, a i tak jestem bardzo zadowolony z tego, co jest. Na tyle, że zdecydowałem się wskazać właśnie na alkoholowe metaliki Vallejo, jako na mojego prywatnego Graala.
Na zakończenie dodam, że póki co mam w swoim arsenale trzy farby z tej serii - Silver, Old gold i White gold. White goldem można rozjaśniać Old gold i nawet trzyma się to kupy. Jako uzupełnienie kolekcji planuję jeszcze dokupić Red gold, jako podstawowy kolor, na który dopiero będę nakładał old i white - to powinno dodać barwie złota trochę komiksowości i życia.
Oj, gdyby tak jeszcze wypuścili odpowiednik Boltguna...:)