Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyposażenie warsztatu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyposażenie warsztatu. Pokaż wszystkie posty

środa, czerwca 30, 2021

Figurkowy Karnawał Blogowy - ed. LXXXII - (Za)pasy


 Osiemdziesiąta druga odsłona Figurkowego Karnawału Blogowego trafiła na łamy Danse Macabre - bloga sławnego Quidamcorvusa. Tematem jej zaś są (za)pasy - interpretowane jak się komu podoba.


 Mam w swoim warsztacie kilka artykułów, których używam na tyle dużo i na tyle często, że staram się utrzymywać zapas. Używam jednego - a kolejny nowiutki egzemplarz już czeka w kolejce. Są to przede wszystkim farby, kleje, ale też pędzle. Wpisująć się w temat FKB pokażę i opiszę kilka przykładów.


1. Vallejo Model Color - Black

Zaskoczenia tu chyba nie będzie - czarna farba to obowiązkowy element mojego zapasiku. Idzie tego zawsze dużo, nigdy nie wiadomo, kiedy się nagle skończy. Stan magazynowy - jedna buteleczka w użyciu, dwie nówki na półce.

2. Vallejo Model Color - White

 
Skoro był czarny, jest i biały. Białego używam nieco mniej niż czarnego, więc zapasik jest skromniejszy (jeden słoiczek w użyciu, drugi na półce), ale i tak zapas być musi.

3. Vallejo Liquid Silver - Silver i Vallejo Liquid Gold - Old gold

 

Listę najważniejszych farb, które trzymam w magazynku zamykają dwa kolory Vallejo Liquid Metal - Srebrny i Stare złoto. Dobre, solidne farby, lepiej więc, żeby znienacka się nie pokończyły. Mam po jednym słoiczku otwartym i po jednym zamkniętym.

4. Tacky glue

 

Kolejna kategoria chemii, która występuje w moim warsztaciku w większych ilościach to klej nazwijmy to introligatorski. Może to być Magik, może być BIC, a może być Tacky Glue, jak na obrazku. Sprawa zapasu tym ważniejsza, że żona używa do swoich hobbystycznych prac tych samych klejów i czasem znikają nie wiadomo kiedy:) Znalazłem trzy butelki Tacky'ego, ale podejrzewam, że jakbym dobrze poszukał znalazłbym jeszcze ze dwie trzy buteleczki czy tubki czegoś z tej samej rodziny. Wyrobem bliskoznacznym, choć jednak o innych parametrach, jest klej do drewna Wikol - też trzymam kilogramowe awaryjne wiaderko:)

5. Pędzelki z syntetycznym włosiem

Ostatnia pozycja na mojej liście to syntetyczne pędzelki. Używam ich do najbardziej niszczących włosie farb - tuszy, washy, contrastów, metalików. Pędzelki mocno dostają w kość to i zestaw następców musi być pod ręką. Jak widać nie stosuję jakichś syntetyków z Bóg wie jak wysokiej półki - ot, zwykłe Renesansy. W magazynie czeka świeży pęczek:)

czwartek, stycznia 30, 2020

Figurkowy Karnawał Blogowy - ed. LXV - Zakazany owoc


Sześćdziesiąta piąta edycja FKB jest sterowana z bloga Danse Macabre przez niestrudzonego budowniczego polskiej blogosfery figurkowej QuidamCorvusa. A temat to "Zakazany owoc".


Przy tej okazji popełniłem malutki, wręcz symboliczny projekcik, ale myślę, że wpasowany w motyw przewodni całkiem nieźle. Pomalowałem tarczę. Pochodzi z pudełka krucjatowej piechoty do Deus Vult. Mała rzecz (od góry do dołu 22 mm), ale naszpikowana eksperymentami.
Po pierwsze, do freehanda z jabłuszkiem skorzystałem z czegoś, co zawsze miałem za oszukaństwo -  cienkopisu Sakura Micron 003. Precyzja powala, podobnie jak łatwość zastosowania, więc, oszukaństwo czy nie, wchodzi do mojego arsenału.
Po drugie, pobawiłem się trochę brudzingiem. Przetestowałem nanoszenie maleńkich ilości farby contrast kawałkiem gąbki. Przerobiłem zacieki z kontrastów i washy. Dowaliłem sypkim pigmentem. I wyszło coś takiego.
A gdzie tu zakazany owoc? Do wyboru: a) wykorzystanie cienkopisu b) jabłuszko :)



środa, lipca 31, 2019

Figurkowy Karnawał Blogowy - ed. LIX - Mój warsztat



W tym miesiącu ciekawostka - Kamil (Zielony Skaven) zaproponował, by w ramach karnawału i w związku z ogórkowym sezonem pojawiła się powtórka tematu FKB sprzed lat. A tematem tym jest warsztat. Za pierwszym razem temat wywołał QuidamCorvus niemal 5 lat temu. Była to 3 edycja FKB i jeszcze nie dołączyłem do wygibasów. Czego nie zrobiłem wtedy - robię teraz. Prezentuję swój warsztat:)


Mój warsztat jest zbudowany naokoło biurka, na którym stoi stolik hobbyzone i drewniana nadstawka z wbudowanym pojemnikiem na większe flaszki specyfików, stanowiąca jednocześnie podstawę dla dwóch ledowych lamp z Lidla z regulacją barwy i natężenia światła. Niezależnie od nich mam jeszcze trzecią lampkę na przegubowym ramieniu z ciepłobiałą żarówką ledową. Układ tego, co na stoliku widać na zdjęciu. Pośrodku mata samogojąca A4, po lewej woda, po prawej paleta do mieszania farb i papierowy ręcznik do osuszania pędzli. Same pędzle trzymam w przegródkach stolika, podobnie jak inne potrzebne sprzęty: pilniki, nożyki, obcinaczki, wiertła, frezy, świdry, pensety, szczypce, mydło do pędzli, narzędzia rzeźbiarskie i dentystyczne, szczotki, dziurkacze, suwmiarkę, linijkę itd. Z bardziej złożonych narzędzi, które jednak są zmagazynowane wokoło biurka mogę wymienić aerograf (mam w sumie trzy różne, jeśli już coś maluję używam H&S Ultra), wiertarko-frezarkę Proxxona, elektrosadzarkę do trawy i myjkę ultradźwiękową. No i komputer, bo bez tego to dziś ani rusz.

Oprócz narzędzi warsztat zawiera, rzecz jasna, chemię. Przede wszystkim farby. Vallejo i Citadel. Kolory, washe, ostatnio też contrasty, kilka technicali. Korzystam też ze sprayów, pigmentów, czasem z pisaków sakura micron. Do tego dochodzą różne kleje, masy plastyczne, szpachlówki, rozpuszczalniki i inne specyfiki (opóźniacze, środki do kalkomanii itd).

Kolejna grupa artykułów w moim warsztacie to materiały i półprodukty. Deseczki, patyczki, arkusze i bryły tworzyw sztucznych, posypki, żwirki, trawka statyczna, korek, piasek, zmielona gąbka, porosty, druty, kabelki, kępki trawy, trybiki i inne różności.

Dużą grupę stanowią bitsy. Mam z nimi kilka pochowanych w szufladach pudełek, część trzymam w wypraskach, a część trzymam po prostu na biurku.

Bezpośredniu przy biurku mam jeszcze półkę z materiałami pomocniczymi - są tam różne podręczniki do gier bitewnych i fabularnych. Swoją reprezentacją mają m.in. WFRP, WHFB, Warzone, Chronopia, AOS, różne Savage Worlds, L5K, Dzikie Pola, Monastyr, Wolsung. Jest też trochę White Dwarfów i komiksów. Generalnie w pokoju jest masa książek - poza beletrystyką historia, militaria, filozofia, mitologia, religioznawstwo, heraldyka i weksylologia no i różne słowniki, atlasy i leksykony. Do tego literatura fachowo-zawodowa z kilku dziedzin. Nie mamy już gdzie tego trzymać powoli, ale zawsze jakieś źródełko inspiracji czy pomysłu gdzieś tu jest.

Na koniec figurki. Spośród tych pomalowanych część ma szczęście mieścić się w gablotce. Część czeka na lepsze czasy w pudełkach. Z braku miejsca raczej nie trzymam wielu makiet i dioram. No i na tym chyba koniec.

 warsztat za dnia...

 ...warsztat nocą...

...i gablotka

piątek, maja 31, 2019

Figurkowy Karnawał Blogowy - ed. LVII - Veni, vidi, vici!



Majowemu karnawałowi szefuje Viluir z bloga "Rzuć 90k6!". A hasło przewodnie brzmi to Veni, vidi, vici. Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem. No to siup!


Postanowiłem przy tej okazji pokazać moją realizację nie mojego pomysłu - zbudowałem sobie wysiewaczkę do trawy elektostatycznej. Makgajweryzm stosowany zawsze w cenie! Skorzystałem z jednego z tutoriali, których w sieci pełno (niestety nie pamiętam, z którego). Grunt, że znalazłem to gdzieś w internetach (veni), stwierdziłem, że fajne (vidi) i poskładałem do kupy. A że po tym wszystkim nawet jakoś działa, to i vici mogę odhaczyć:)

Moja elektromaszynka składa się z:
- plastikowego pojemniczka na jedzenie kupionego w Pepco za mniej niż 10 złotych,
- metalowego sitka (2,50 bodajże),
- układu przerabiającego napięcie 3V na kilka kV wyciągniętego z elektrycznej łapki na muchy (7 zeta na allegro),
- pojemnika na dwa paluszki z włącznikiem (z odzysku z jakiejś ozdóbki),
- plastikowego pudełeczka (też z odzysku, chyba po jakichś kostkach),
Do tego wszystkiego dodałem kilka przewodów i szpilkę z kulką na końcu.
Z pojemnika odciąłem dno, wstawiłem sitko z odcietą rączką, przez wywierconą w ściance dziurkę wprowadziłem przewód zasilający sitko, na drugim przewodzie zamontowałem szpilkę, polutowałem elektrykę, nieelektrykę pokleiłem klejem na ciepło i gotowe!


Sprzęcik następnie przetestowałem. Działa! Stawia trawkę na sztorc, najlepiej radzi sobie z trawką o długości do 6-7 mm. 12 milimetrowe źdźbła są już zdecydowanie za długie/za ciężkie. Czy można się tym kopnąć? Jak ktoś chce albo nie uważa, to można. Czy to niebezpieczne? Nie jakoś bardzo - wrażenie podobne jakby się zapalaczką do gazu potraktować. Muszę jeszcze dobrać klej, który odpowiednio szybko schnie i jest przezroczysty. To i będzie dobrze.

Tak wygląda sprzęt:


 
Tak wygląda na szybko ulepiona podstawka:



A tak wygląda eksperymentalna kępka trawy:







VENI, VIDI, VICI!

piątek, stycznia 19, 2018

Citadel Painting Handle - krótka recenzja


Dziś kilka słów o moim niedawnym nabytku. Otóż przy okazji zamówienia figurek stwierdziłem, że dołożę te dwadzieścia trzy bodaj złote i sprawię sobie cytadelkowy uchwyt do malowania. Jak pomyślałem, tak zrobiłem i teraz mogę się podzielić refleksjami.



Uchwyt jest wykonany z twardego czarnego plastiku,wygląda mi na ABS lub coś podobnego. U góry ma rozsuwane "szczęki" na sprężynach, u dołu - bulwiasty uchwyt. W ręku leży toto całkiem przyjemnie. Urządzonko nie jest ciężkie, ale też nie ma wrażenia, że trzyma się wydmuszkę jakąś. Jeśli idzie o wymiary, to całość jest wysoka na 72 mm. Część "szczękowa" ma wymiary 44x38mm, a bulwa w najszerszym miejscu ma przekrój dziesięciokąta o odległości między naprzeciwległymi bokami 45mm. Generalnie wygląda to wszystko dość masywnie i waży odpowiednio.


Przyjrzyjmy się samym szczękom. Mają dwa "poziomy" o różnych rozstawach o sfazowanych krawędziach odpowiadającym nachyleniem bocznym krawędziom podstawek GW.


Mogą posłużyć zarówno do złapania podstawek okrągłych (25, 32, 40mm), jak i prostokątnych (20x20, 25x25, 25x50, kwadrat 40x40 jest już niestety zbyt duży). Z owalnych da się złapać jedynie najmniejsze, tj. 60x35. Należy dodać, że w przypadku małych kwadratów 20mm z racji niewielkiej powierzchni styku podstawkę można w uchwycie dość lekko przesunąć, co może sprawiać przy malowaniu problemy. Sam rozstaw wewnętrznych szczęk wynosi 11mm między powierzchniami równoległymi i ok. 17mm w przypadku zaokrąglonych zagłębień pod okrąglaki.

Uchwyt vs. podstawka okrągła 25mm. Jest ok, choć rozbudowany uchwyt może utrudniać dostęp pędzlem do niektórych elementów niewielkiej figurki (w końcu na takich podstawkach to raczej olbrzymów się nie stawia).

Uchwyt vs. podstawka okrągła 32mm - ten rozmiar można złapać na obu poziomach szczęk i wszystko jest ok.

Uchwyt vs. podstawka okrągła 40mm. Wewnętrzne szczęki mają za mały rozstaw, więc fi40 ląduje na górny poziom.

Uchwyt vs. podstawka kwadratowa 20mm - ustawienie na skos mocniej napina sprężynę, przez co podstawka trzyma się nieco lepiej, co jednak nie zmienia faktu, że urządzonko przy tych małych kwadratach spisuje się najsłabiej.

Uchwyt vs. podstawka kwadratowa 25mm - w tym przypadku jest dużo lepiej. Wydaje mi się, że w ustawieniu skośnym podstawka trzyma się nawet sztywniej niż na równolegle (jednak i ustawiona "prosto" całkiem dobrze daje radę.

Uchwyt vs. podstawka kawaleryjska 25x50. Powierzchnia duża to i trzyma jak należy.

Uchwyt vs. owal 60x35. I w tym przypadku trzyma dobrze.

Uchwyt vs. okrąglak 30mm z zaokrąglonym rantem - myślałem, że niezgodność fazy z podstawką odbije się negatywnie na trzymaniu figurki w miejscu, ale, o dziwo, szczęki spisują się bez zarzutu.

Podoba mi się ten uchwyt. Trzyma się go wygodnie, podstawki trzymają się całkiem fajnie, cena też nie przyprawia o palpitacje serca. Jeśli chodzi o minusy, to jeśli pominąć to, że nie ma wersji dla większych podstawek, znajduję jeden - część "szczękowa" jest na tyle duża, że przy małych modelach, jak choćby goby czy krasnoludy, mogą pojawić się kłopoty z dojściem pędzlem do dolnej części niektórych detali. W tym przypadku zdecydowanie wygrywa tradycyjny korek z naklejonym plackiem kitu. W pozostałych - uchwyt daje sobie radę całkiem nieźle. Fajna rzecz:)

piątek, listopada 25, 2016

Wieszak na farby z HobbyZone

W związku z rosnącym ostatnio udziałem farb Vallejo w moim arsenale i powiązaną z tym w pewien sposób malejącą ilością wolnej przestrzeni w moim biurkowarsztacie zdecydowałem się na zagospodarowanie powierzchni pionowych. No, na początek jednej. Poprzez zainstalowanie tam wieszaka na farbki 26mm.
Unboxingu tym razem robić nie będę, ograniczę się do zaprezentowania złożonego już wieszaczka. A wygląda tak:

Mieści toto 55 farbek. Wykonane jest porządnie z mocno zbitej płyty wiórowej. Tak, jak w przypadku większości produktów HZ jest to zestaw do samodzielnego zmontowania. Nie mam żadnych uwag do spasowania elementów czy może projektu - wszystko ładnie pasuje. Do montażu potrzebny jest klej (wikol czy coś) i w zasadzie nic więcej. Sam proces jest banalnie prosty (powiedział gość, co ostatnio składając stojak na farby z HZ pokręcił kolejność deseczek, przez co drugi rząd farb zasłania trzeci). Ramka mieszcząca pochyłe półeczki ma wymiary 300x300 mm (u góry na dwa centymetry z hakiem wystaje deseczka z otworami do powieszenia. No i tyle. Dodam jeszcze tylko, że zawiśnie najpewniej po lewej stronie biurka i mam nadzieję, że pozwoli nieco ogarnąć bałagan w farbkach 26mm.

wtorek, października 18, 2016

Vallejo Plastic Putty

Robiłem ostatnio zakupy z zakresu chemii modelarskiej i jak już wybrałem wszystkie farbki, kleje i zajzajery, trochę na doczepkę dołożyłem do koszyka jeszcze jeden nieduży pojemniczek - Vallejo Plastic Putty, czyli akrylowa szpachlówka. Niezorientowanym uprzejmie donoszę, że jest to masa, która służy do łatania szczelin i dziur, dedykowana do figurek itp. Z zastosowań alternatywnych można sobie wyobrazić choćby wykorzystanie do tworzenia tekstur - wystarczy nanieść i podziubać silikonowym pędzelkiem albo czym tam komu wygodnie (próbowałem takiego numeru z jedną figurką i jestem dość zadowolony - prezentując ją na blogu zasygnalizuję, że to to).

Masa ma biały kolor. Z tego, co jestem w stanie powiedzieć, jest zupełnie jednolita - jeżeli występuje w niej jakaś ziarnistość, to bardzo drobna, ja nie zauważyłem żadnej. Nie zaobserwowałem także objawów rozwarstwiania się masy w pojemniczku, czy puszczania przez masę jakichś podejrzanych płynów. Kolejnym, co ją odróżnia od różnych szpachlówek uniwersalno-budowlano-drewnowypełniających, jest fakt, że po zastygnięciu nie pyli przy szlifowaniu czy skrobaniu - bardziej niż jak gips, zachowuje się jak tworzywo sztuczne, którym w końcu jest - na opakowaniu napisali 100% acrylic resin. Jakbym miał do czegoś porównać, to zastygnięta konsystencją i twardością przypomina stary dobry green stuff. Z tym, że kolor ma inny. Czas wysychania szpachli zależy od grubości warstwy - pojedyncze maźnięcie, ot, takie jak grubo nałożona farba, schnie kilka minut (w mojej minipróbie sprawdziłem stan po 10 minutach i było suche jak pieprz). Warstwa rzędu pół milimetra, czyli mniej-więcej tyle, ile niewielka, a upierdliwa szczelina w figurce - schnie paręnaście, do dwudziestu minut. Generalnie można przyjąć, że po zwykłym szpachlowaniu można wchodzić z malowaniem po upływie jakiejś pół godziny. No chyba, że wyjątkowo grubo paćkaliśmy, wtedy warto odczekać dłużej.

Słoiczek, który nabyłem ma rozmiary standardowej farbki Vallejo - mieści 17 ml. Kosztował mnie 9 złotych. Pojemnik ma znany z farbek Vallejo dozownik - z uwagi na większą gęstość specyfiku wyciśnięcie wymaga wprawdzie użycia nieco więcej siły niż przy farbach, ale nie sprawia żadnych problemów. Zajzajer dozuje się łatwo - za pierwszym razem dałem czadu i sporą kropę wycisnąłem, ale jak człowiek już wie, czego się spodziewać, to nie nabroi.

Pora podsumować. Sądzę, że bardzo fajnie im wyszła ta szpachlówka. Po rozczarowaniu, jakim był dla mnie Liquid Green Stuff jestem bardzo mile zaskoczony - gwoli wyjaśnienia, z tym moim LGSem to jest tak, że właściwie do dziś nie wiem, czy miałem jakiś przeterminowany słoik, czy może na którymś etapie dystrybucji na słońcu albo na mrozie stał, w każdym razie rozwarstwiał się jak jasna cholera, a i zasychać niespecjalnie mu się chciało. Dość rzec, że zraziłem się. A szpachla vallejo zachowuje się bezproblemowo.

Rzecz jasna w miarę używania będę prowadził dalsze testy, ale jestem do nich nastawiony raczej optymistycznie - pierwsze wrażenie, w każdym razie, jest bardzo dobre.


wtorek, lipca 26, 2016

Testowanie złota

Czołem! Odgrażałem się przy okazji zeszłej edycji FKB, zachwycony vallejo liquid metalami, że uzupełnię arsenał metalików. Jak powiedziałem, tak zrobiłem. A dzisiaj malutki test złotych farb w akcji.
Obiektem eksperymentu została krasnoludzka ikona. Prosta, wyrazista i wołająca w Khazalidzie o pomalowanie na złoto. Zapodkładowałem na czarno i przystąpiłem do prób.

Hello! In my last month's Miniature Blog Carnival post, truly enchanted by vallejo liquid metal paints I announced that I would enlarge my metallic paints' selection. And so I did. Today - a tiny test of painting gold.
The experimental subject was a dwarven icon. Simple, sharp and asking in Khazalid to paint it gold. I basecoated it black and initiated the test.



Krok 1/Step 1
Pierwszą warstwę złota pomalowałem Red Goldem. Efekt widać na zdjęciu. Farba ładnie kryje dając połyskliwy, czerwonawy, metaliczny kolor. Może nawet bardziej przypominający świeżo polerowaną miedź, niż czerwone złoto.

The first layer of gold was made with Red Gold. See the picture for the effect. The paint gives nice, even and solid coat, with shiny, reddish, metallic colour. It may even look more like freshly polished copped, than red gold.


Krok 2/Step 2
Druga warstwa to rozjaśnienie Old Goldem na wyeksponowanych i wypukłych powierzchniach. Złoto zaczęło wyglądać jak złoto. Farba podobnie ładnie kryje i błyszczy.

The second coat was Old Gold highlight on the prominent surfaces. The gold started look like gold. The paint coats and shines very well.


Krok 3/Step 3
Żeby dodać obiektowi trochę głębi zdecydowałem się na wash. Użyłem nowego Reikland Fleshshade GLOSS. Błyszczący wash świetnie współgra z mocno błyszczącymi farbami liquid metal nie robiąc efektu gwałtownego przejścia od połysku, do matu.

To add somedepth to the object I decided to use a wash - new Reikland Fleshshade GLOSS. Glossy wash corresponds really well with shiny liquid metal paints and does not make a sudden matt-gloss transition.


Krok 4/Step 4
Gdy wash wysechł poprawiłem nieco rozjaśnienie Old Goldem.

When the wash was dry I made another layer of highlight with Old Gold.

Krok 5/Step 5
Na końcu rozjasniłem same krawędzie White Goldem. White Gold jest najtrudniejszy w obsłudze ze wszystkich liquid metali jakie mam. Ma silne tendencje do rozwarstwiania się - medium i pigment się oddzielają i trzeba bardzo mocno i długo mieszać przed użyciem.

In the end I highlighted the edges with White Gold. White Gold is the most difficult to use from all the liquid metal paints I have. The medium and pigment have strong tendencies to separate from each other creating layers - it is necessary to give it really long and heavy shake before painting.



A tak wygląda efekt końcowy:
And this is what the final result looks like:

sobota, czerwca 25, 2016

Figurkowy Karnawał Blogowy - ed. XXII - Święty Graal

Przywilej gospodarzenia w kolejnej, dwudziestej drugiej już edycji Figurkowego Karnawału Blogowego dostał się blogowi barakvarr.pl, którego autor, Rafał, zaproponował temat "Święty Graal". I wyjaśnił, co właściwie miał na myśli (zacytuję):

Czym jest Graal?

Proszę pokaż co jest Twoim Graalem. Czy jest to może:
  1. unikatowa figurka, której zdobycie kosztowało Ciebie sporo wysiłku?
  2. metoda malarska/rzeźbiarska, która sprawiała sporo problemów, ale udało się ją opanować?
  3. poziom, który chcesz osiągnąć przy kolekcjonowaniu/graniu?
  4. coś bardziej prostszego w interpretacji… może po prostu pokaż Świętego Graala?
  5. coś co odkładasz „na później” z różnych przyczyn?
  6. coś zupełnie innego, co przychodzi Tobie na myśl… Twój cel, pragnienie, które właśnie spełnisz!?
Pomaluj, opisz dlaczego właśnie to… dorzuć część siebie w pracę. Pokaż duszę! Ciesz się ze swojego Graala w zasięgu ręki.
 Myślałem dość długo i intensywnie, jakby tu do tematu podejść, aż w końcu wymyśliłem.


Lubię żelastwo. Broń, pancerze, metalowe elementy wyposażenia... Ma to wszystko jakiś taki urok, który wyjątkowo do mnie trafia. No i lubię malować na figurkach metaliczne kolory. NMM nie bardzo lubię. Owszem, podziwiam ludzi, którzy są dobrzy w malowaniu metalu bez metalicznych farb, ale samej techniki nie stosuję. Bo wolę metaliki.

Niestety, metaliczne pomalowanie metalu, które jakoś wygląda, nie zawsze jest łatwe. Jedną z przeszkód, które najbardziej psują mi zabawę stanowi fakt, że wiele spośród dostępnych farb jest kiepskich. Często bardzo słabo kryją, a jak kryją dobrze, to efekt niekoniecznie przypomina metal. Wiem, że każda potwora znajdzie swego amatora. Są twardziele, którzy malują metaliki farbami Pactry i to z niezłymi efektami. Niestety, nie na moje nerwy takie eksperymenta.

Dobrą farbką był ś.p. Boltgun Metal. Porządny, dobrze kryjący, ciemny, metaliczny kolor. A jak na nim się położyło Chainmail i Mithril Silver, efekty były naprawdę satysfakcjonujące. Ale Citadel wycofało starą paletę, a nowa to jednak nie to samo. Nie to, żeby było tragicznie - z nowych Citadelek farbki serii base wypadają w sumie nienajgorzej, Leadbelcher, na przykład, jest niezły, a Retributor Armour nawet bardzo dobry. Choć to już nie to, co Boltgun i Shining Gold. Z kolei layery są... słabe. O ile idea półprzejrzystych farb w przypadku normalnych kolorów działa fajnie, tak w przypadku metalików nie mogę się do niej przekonać. Maluje mi się tym jak smarkami, w których pływają drobinki metalu. Taki to ze mnie grymaśny człowiek ;)

Poszukując czegoś, czym będzie mi się dobrze malować metaliki, w końcu znalazłem. Vallejo Liquid Silver i Vallejo Liquid Gold. Farby rozcieńczalne alkoholem, które kryją jak rozpłodowe buhaje! I dają piękne, czyste kolory. Pędzelkiem nanosi się je cacy - dają bardzo równą, dobrze przylegającą do podłoża warstwę, znacznie cieńszą, niż w przypadku znanych mi akrylowych metalików.

 
Zrobiłem też próbę z malowaniem nimi za pomocą aerografu (rozcieńczałem spirytusem). I to była poezja:) Po pomalowaniu plastikowej figurki po całości Liquid Silverem z aero, zaczyna wyglądać jakby była z metalu:D Poniżej kilka zdjęć krasnoludzkiej armatki, którą testowo chlapnąłem na srebrno. Liquid Silver, aerograf, jedna warstwa.




Błyszczy się jak psu jajca, jest równiutkie, krycie 10/10. To zdecydowanie są droidy, których szukałem.

Gorsze strony? Życie to nie bajka, więc, niestety, też są. Po pierwsze, farbki na bazie alkoholu, jak wynika z moich dotychczasowych doświadczeń, marnie się sprawdzają przy drybrushowaniu. Alkohol odparowuje znacznie szybciej niż woda i metaliczny pigment przylepia się do włosia pędzla zamiast do figurki. Więc ewentualne rozjaśnienia robię edge highlightem. Efekt ok, ale czasochłonność mocno zwiększona. Po drugie, o ile odcieni złota Vallejo wypuściło chyba siedem, tak srebro jest, niestety, tylko jedno, w porywach do dwóch - niby jest jeszcze White Gold, które ma się kolorystycznie do Silver jak nikiel do chromu, czytaj jest ciut bardziej żółtawe, ale po zastanowieniu pozostaję przy wersji, że srebro jest tylko jedno. Piękne, jasne, błyszczące, srebrne, urywające dupę. Ale tylko jedno. Ech, gdyby tak były jeszcze ze dwa ciemniejsze odcienie... Albo nawet jeden, taki w stylu Boltgun Metal... To byłby mój Graal nad Graale. Ale marzenia marzeniami, a i tak jestem bardzo zadowolony z tego, co jest. Na tyle, że zdecydowałem się wskazać właśnie na alkoholowe metaliki Vallejo, jako na mojego prywatnego Graala.

Na zakończenie dodam, że póki co mam w swoim arsenale trzy farby z tej serii - Silver, Old gold i White gold. White goldem można rozjaśniać Old gold i nawet trzyma się to kupy. Jako uzupełnienie kolekcji planuję jeszcze dokupić Red gold, jako podstawowy kolor, na który dopiero będę nakładał old i white - to powinno dodać barwie złota trochę komiksowości i życia.

Oj, gdyby tak jeszcze wypuścili odpowiednik Boltguna...:)