czwartek, 5 maja 2016

Age of Sigmar - nieco inaczej. Część trzecia (z trzech).

Dzisiaj trzecia, ostatnia część moich przemyśleń o Age of Sigmar. Jeśli ktoś nie widział pierwszej i drugiej, to proponuję zacząć od nich: Część I, Część II .
 


 ADRESAT NIEZNANY,
czyli gracza docelowego opisanie.

Były plusy i minusy. Starałem się je wypisać możliwie uczciwie, a przy ich wyliczaniu odejść od porównywania AoS z WFB. Ale wady i zalety to jedno, a poza nimi jest jeszcze coś, czego istnienie już nieśmiało sygnalizowałem. Mnie osobiście się to nie podoba, ale nie chcę wpisywać tego na listę minusów z uwagi na subiektywizm mojej oceny. Odnoszę otóż wrażenie, że niektóre cechy AoS stanowią poszlaki co do targetu - ludzi, do których AoS jako produkt jest skierowany. Jako pierwszą i najważniejszą grupę docelową obstawiam młodszą młodzież. Co za tym przemawia:
- wspomniana ramowa historia świata. Chciałem napisać "naiwna", ale napiszę "komiksowa",
- patetyczne, MEGAWYPAŚNE i miejscami absolutnie kiczowate nazewnictwo (rozpisałem się na ten temat, może pobieżnie, ale chyba czytelnie w artykule Krewmiecz i Grozawłócznia),
- wycięcie tymczasowe usunięcie Slaanesha z pola widzenia (tfu! Plugastwo i zgorszenie!) i związana z tym redukcja ucyckowienia rzeczywistości (tutaj już porównuję z WFB), (zedytowałem w związku z słusznymi uwagami oburzonych Slaaneshytów;) - rzeczywiście, Slaanesh jest, tylko Sigmar go schował i mniej go eksponują)
- jaskrawość i krzykliwość schematów kolorystycznych eksponowanych w materiałach promocyjnych (przykładem są tu choćby najnowsze żółto opancerzone orruki), odejście od grimdarkowego pararealizmu na rzecz (znowu) komiksowości,
- "zabawkowy" design niektórych modeli (moje skojarzenie: transformers kontra dinozaury), 
- i, na koniec, chęć, a nawet konieczność, zdobycia nowych, przyszłościowych i niezrażonych do działań firmy klientów.

Żeby było weselej, są też przesłanki sugerujące coś dokładnie przeciwnego! Zaliczyłbym do nich przede wszystkim, fakt, że od graczy, przynajmniej w dotychczasowym trybie gry, wymagana jest pewna dojrzałość (umiejętność osiągania kompromisów, czerpanie przyjemności z samej gry, bardziej niż ze współzawodnictwa), a to jest cecha, której, z definicji, nabywa się z wiekiem. Nie twierdzę, że nie ma nastolatków, którzy tę cechę posiedli - ale czy to nie właśnie o takich powiada się, że są nad wiek dojrzali?
Widzę tu pewną niespójność zatem - czas pokaże, w którą stronę system pójdzie.
 
W kogo jeszcze mogli celować ludzie, którzy to wszytko wymyślali? Może w graczy WH40K. Kolorowe schematy kolorystyczne wpisują się i w tamten system. Widać liczne podobieństwa w designie - o tym, że na Stormcastów mówi się Sigmarines powszechnie wiadomo. Najnowsze figurki do AoS czyli orruki także mają w sobie sporą dawkę "czterdziestkowości" (jeśli wierzyć zapowiedziom, niektórzy szykują się na jedną orkowoorrukową watahę do gry w obydwu systemach). Inne podobieństwo to "skirmishowość", czyli coś, co obok innych podstawek zawsze stanowiło najbardziej widoczną różnicę miedzy WH40K i WFB.

Na ile system jest adresowany do weteranów WFB? Ha. Myślę, że w raczej niewielkim stopniu, na zasadzie "fajnie, jakby kupowali, ale wielu patrzy na nas spod byka, więc raczej szukajmy nowych klientów". Warto jednak zauważyć, że w AoS ukłony w stronę starszych graczy są - wspomniany już support dawnych armii,  śmieszne zasady specjalne na niektórych warscrollach - tzn. śmieszne tylko dla tych, co znają i lubią staroświatowy fluff i mają trochę dystansu do siebie, bo dla pozostałej części ludzkości te zasady są żenujące i durne. 

Reasumując, wyobrażam sobie, że spece od sprzedaży wymyślili sobie coś takiego.
"Słuchajcie. Trzeba załatać lukę po warhammerze na rynku, ale z głową.
Zróbmy system, który będzie skierowany do młodszej młodzieży, takich ludków od 12 lat powiedzmy, bo, póki co, to wyniki sprzedaży w tej grupie wiekowej są słabe. Co do starszych - dane pokazują, że idą w 40k i mała część w ogóle się interesuje fantasy. Jasne, są ci, co w WFB grali, ale sporo z nich strzeliło focha, że ubiliśmy warhammera, tak, jakby to była nasza wina, a nie sprzedaży... No nic. Jak ktoś będzie chętny, to ok, ale nie liczmy na nich za bardzo (jakieś tam oczko tu i tam do nich puśćmy, ale nic ponadto na chwilę obecną zaoferować nie możemy, bo za duża loteria). Jeszcze starsi potencjalni klienci, czyli już-nie-młodzież? Hmmm. Niekoniecznie będą chętni do wejścia w zupełnie nowy system - jak już ktoś, powiedzmy, w wieku czterdziestu kilku lat gra, to dość konserwatywny już może być. Zresztą, oni raczej w historyki idą.
System niech będzie skirmiszowy, na niewielkie raczej wojska, żeby samą podstawką można już było pograć. Zasady uprośćmy.
Co do punktów, to zróbmy może eksperyment. Wypuśćmy system bez punktów - w ten sposób jakoś wystartujemy, sprzedaż jakośtam ruszy (choć pewnie różowo na początku nie będzie), ludzie pokupują to, co im się spodoba, a nie to, co dobre na stole. Co istotne, unikniemy posądzeń o brak balansu (na czterdziestkę ostatnio psioczą za to mocno, a i WFB od kilku edycji wstecz dostawał za to regularne baty). A potem punkty możemy wprowadzić, dysponując wynikami playtestów zrobionych przez dużą liczbę graczy. Ba, zachęćmy graczy, żeby wymyślali własne reguły! Za rok pozbieramy najlepsze, i wciągniemy na oficjalną listę! To się może udać! Gracze przeprowadzą próby sami i zrobią tę robotę za nas, może nawet lepiej niż my.
Co jeszcze możemy zrobić? Zapuśćmy takie różne wabiki w prawo i lewo, może ktoś się złapie. Trochę komiksowości, trochę mitologiowatości, trochę podobieństw do WH40k... O, wiem! Jeszcze kilka megawielkich figurek, takich w stylu Forge World, pod kolekcjonerów!
Co z nazwą? Kurde, nie ma opcji, musi być Warhammer: Cośtam-Cośtam. Za dużo kasy już poszło na promocję marki, a nazwa jest zbyt nośna, żeby ją odrzucić.
Jest zgoda? OK, to tak robimy."

I tak zrobili.
 
TO JEST JUŻ KONIEC,
czyli nie ma już nic ;)

Poszalałem trochę z tym tekstem. Rozrósł się do potężnych rozmiarów, a i tak nie wyczerpuje tematu. Za to wyczerpał mnie - w wielu miejscach chciałbym coś dodać, ale to by tylko spotęgowało chaos, który już w tym momencie bije miejscami po oczach. Może więc jakieś wnioski.

Czy AoS to jest dobry system? Ciężkie pytanie, na które bardzo trudno odpowiedzieć, szczególnie mając w perspektywie szykowane przez GW do wprowadzenia latem trzy tryby gry.
 
AoS ma wady i zalety, jak każdy system.
Minusem naczelnym jest w oczach wielu wynik tego, czego z premedytacją starałem się w tym artykule unikać, to jest zestawiania z WFB. W starciu z legendą AoS ma marne szanse, ale z uwagi na emocje, jakie budzi temat, nie jest to uczciwa walka (no bo gdzie temu nowemu dziadostwu do Starego Świata?). Zresztą, co tu dużo gadać - gdyby nigdy nie było czegoś takiego jak WFB, sam pewnie nawet bym nie spojrzał w stronę AoS. Wówczas pewnie w ogóle bym nie trafił na bitewniaki... Dobra, dość. Co do innych minusów, starałem się je wyliczyć powyżej. Czy wymieniłem wszystkie? A w życiu!
Dla równowagi dodam, że nie wymieniłem też wszystkich zalet. Ale co chciałbym podkreślić, to to, że na pewno bardzo na korzyść AoS działa widoczna gołym okiem ewolucja zasad i pewna elastyczność producenta, którą widzę w zastosowaniu mechanizmów sprzężenia zwrotnego i pytania społeczności graczy o zdanie.
Cieszy mnie też, co podkreślałem kilka razy, że GW, duża, znana firma, prawdziwy weteran branży, nie położyła krzyżyka na fantasy.

Jeszcze raz zatem, czy AoS to jest dobry system? Wciąż ma szanse takim być. Póki co - nie jest zły.

***

Jeśli ktoś dał radę przebrnąć przez wszystkie trzy części i dotrzeć aż do tego momentu, to niniejszym składam wyrazy uznania za wytrwałość i jednocześnie za nią dziękuję.
Cieszę się, że mogłem zabrać głos w dyskusji na temat AoS i przedstawić swoje przemyślenia. Oczywiście stanowią one jedynie moje własne zdanie i nie ma musu się z nimi zgadzać. Wszystkich, a w szczególności tych, co widzą rzecz inacze, serdecznie zapraszam do komentowania i polemiki.

8 komentarzy:

  1. Trudno się nie zgodzić z tym co piszesz. Tak swoją drogą ciekawe czy ta wydmuszka fluffowa przypadłaby nam do gustu te kilkanaście lat temu... Tak jeszcze gwoli uproszczania wszystkiego co dookoła nas to kolega zapalony gracz komputerowy cały czas marudzi na nowe gry rpg, że prosta fabuła, gra prowadzi za rączkę, nic złożonego się nie dzieje itp. itd. Ciekawe czy dzisiejsza młodzież jest taka, że AoS jest dla niej stworzony... Gratuluję tak czy siak bardzo udanego cyklu artykułów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyłączam się do gratulacji i podpisuje się pod tezami artykułu. Choć swoją drogą, jak ostatnio wróciłem z sentymentu do lektury pierwszych MiM i tekstów o WFRP w nich publikowanych to nie mogę się oprzeć wrażeniu że bardzo często były takie ... infantylne. Może za 25 lat gracze będą z nostalgią wspominać czasy gdy rodził się ten wspaniały fluff AoS? Ja z figurkami na okrągłych podstawkach którym daje szanse zostanę już jednak raczej w Starym Świecie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Może być i tak, jak piszesz. Czas pokaże.

      Usuń
  3. Dzisiaj przeczytałam wszystkie trzy części. W sumie trudno mi dyskutować, bo właśnie te wszystkie przemyślenia czytane w sieci sprawiają, że dopiero poznaję AoS od strony tych, którzy w niego grali i nie obrazili się na niego na wstępie ;) Ciekawie się to czyta, przestaję się powoli dziwić, że istnieją fani tej gry. Nie mogę powiedzieć, że przekonałam się do AoS, bo w najważniejszych dla mnie kryteriach nie trafia mi po prostu w gust, ale przekonałam się do tego, że GW tak całkiem nie zwariowało ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz:)
      Ja tam czekam na parowe krasnoludy - jak tego nie spierniczą i będzie to fajnie wyglądać, to może się przekonam do AoS całkowicie :D

      Usuń
  4. Poczytane syskie cy. Przyłączam sie do gratulacji przedmówców :)

    Nie znam się i pewnie się nie poznam, ale zaciekawiło mnie kilka tropów:
    1) Czy Warhammer od początku był mroczny?
    2) Czy głównym targetem komiksów Marvela i Blizzarda (u Ciebie chyba nie było o WoWowatości Orruków, ale chodzą już teksty) rzeczywiście jest młodzież podstawówkowo-gimnazjalna?

    Może jest po prostu tak, że GW przy kosztach swojej doskonałej technologii musi wyjsć z mrocznej niszy do jaskrawego mainstreamu? Może w kwestii przetrwania figurowego fantasy stawiają wszystko na kartę klienta masowego, bo a) nic innego nie ma sensu b) i tak do stracenia były tylko straty?

    No, ale niezależnie: dzięki za cykl. Czytało się miło. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Jak patrzę na stare publikacje (Slaves to Darkness), to kiedyś Warhammer był nawet mroczniejszy. Czy tak było od samego samiuśkiego początku - nie wiem. Obstawiam, że tak, ale mogę się mylić.
      2. Do WoWa nie porównuję, bo nie grywam i nie wiem. Z Warcraftem 2 mogę porównać, bo w niego grałem - są pewne podobieństwa ;)
      Kto jest targetem Marvela.. Kiedyś odpowiedź była prosta, a teraz? Chyba nerdzi w każdym wieku:)
      Rozumiem Twoją wątpliwość, jednak prócz cech marvelowskich w aosie są też mattelowskie ;)

      Mainstream to na pewno cel, o który warto zawalczyć. Może po prostu to mainstream jest teraz zdziecinniały...

      Usuń