Marcowa edycja FKB kręci się wokół słów wyrażających zachwyt, ze "slay" na czele, a sprawcą tego stanu rzeczy jestem ja sam (o tutaj wpis inauguracyjny). Wobec powyższego wypadałoby podzielić się własną interpretacją tematu. Co niniejszym czynię.
Nie mogę powiedzieć, żeby był szczególnie oryginalny, ponieważ podszedłem do wzmiankowanego sleja dosłownie. I pomalowałem krasnoludzkiego zabójcę, czyli slayera. Ale nie jest to pierwszy lepszy slayer - to slayer pirat z bandy Long Dronga. Można to poznać niezawodnie po wyposażeniu - bowiem o ile flaszka typowemu krasnoludzkiemu zabójcy pasuje, tak kordelas jakby mniej, a pistolet to już całkiem nie teges. Ale piratowi wolno :)
Jak widać zmajstrowałem podstawkę udającą drewniany pokład. Bo, znów, o ile typowy slayer może sobie popylać po stałym lądzie, tak slayerowi-piratowi pasuje bardziej marynistyczna









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz