Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Narzędzia i sprzęt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Narzędzia i sprzęt. Pokaż wszystkie posty

piątek, maja 31, 2019

Figurkowy Karnawał Blogowy - ed. LVII - Veni, vidi, vici!



Majowemu karnawałowi szefuje Viluir z bloga "Rzuć 90k6!". A hasło przewodnie brzmi to Veni, vidi, vici. Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem. No to siup!


Postanowiłem przy tej okazji pokazać moją realizację nie mojego pomysłu - zbudowałem sobie wysiewaczkę do trawy elektostatycznej. Makgajweryzm stosowany zawsze w cenie! Skorzystałem z jednego z tutoriali, których w sieci pełno (niestety nie pamiętam, z którego). Grunt, że znalazłem to gdzieś w internetach (veni), stwierdziłem, że fajne (vidi) i poskładałem do kupy. A że po tym wszystkim nawet jakoś działa, to i vici mogę odhaczyć:)

Moja elektromaszynka składa się z:
- plastikowego pojemniczka na jedzenie kupionego w Pepco za mniej niż 10 złotych,
- metalowego sitka (2,50 bodajże),
- układu przerabiającego napięcie 3V na kilka kV wyciągniętego z elektrycznej łapki na muchy (7 zeta na allegro),
- pojemnika na dwa paluszki z włącznikiem (z odzysku z jakiejś ozdóbki),
- plastikowego pudełeczka (też z odzysku, chyba po jakichś kostkach),
Do tego wszystkiego dodałem kilka przewodów i szpilkę z kulką na końcu.
Z pojemnika odciąłem dno, wstawiłem sitko z odcietą rączką, przez wywierconą w ściance dziurkę wprowadziłem przewód zasilający sitko, na drugim przewodzie zamontowałem szpilkę, polutowałem elektrykę, nieelektrykę pokleiłem klejem na ciepło i gotowe!


Sprzęcik następnie przetestowałem. Działa! Stawia trawkę na sztorc, najlepiej radzi sobie z trawką o długości do 6-7 mm. 12 milimetrowe źdźbła są już zdecydowanie za długie/za ciężkie. Czy można się tym kopnąć? Jak ktoś chce albo nie uważa, to można. Czy to niebezpieczne? Nie jakoś bardzo - wrażenie podobne jakby się zapalaczką do gazu potraktować. Muszę jeszcze dobrać klej, który odpowiednio szybko schnie i jest przezroczysty. To i będzie dobrze.

Tak wygląda sprzęt:


 
Tak wygląda na szybko ulepiona podstawka:



A tak wygląda eksperymentalna kępka trawy:







VENI, VIDI, VICI!

piątek, stycznia 19, 2018

Citadel Painting Handle - krótka recenzja


Dziś kilka słów o moim niedawnym nabytku. Otóż przy okazji zamówienia figurek stwierdziłem, że dołożę te dwadzieścia trzy bodaj złote i sprawię sobie cytadelkowy uchwyt do malowania. Jak pomyślałem, tak zrobiłem i teraz mogę się podzielić refleksjami.



Uchwyt jest wykonany z twardego czarnego plastiku,wygląda mi na ABS lub coś podobnego. U góry ma rozsuwane "szczęki" na sprężynach, u dołu - bulwiasty uchwyt. W ręku leży toto całkiem przyjemnie. Urządzonko nie jest ciężkie, ale też nie ma wrażenia, że trzyma się wydmuszkę jakąś. Jeśli idzie o wymiary, to całość jest wysoka na 72 mm. Część "szczękowa" ma wymiary 44x38mm, a bulwa w najszerszym miejscu ma przekrój dziesięciokąta o odległości między naprzeciwległymi bokami 45mm. Generalnie wygląda to wszystko dość masywnie i waży odpowiednio.


Przyjrzyjmy się samym szczękom. Mają dwa "poziomy" o różnych rozstawach o sfazowanych krawędziach odpowiadającym nachyleniem bocznym krawędziom podstawek GW.


Mogą posłużyć zarówno do złapania podstawek okrągłych (25, 32, 40mm), jak i prostokątnych (20x20, 25x25, 25x50, kwadrat 40x40 jest już niestety zbyt duży). Z owalnych da się złapać jedynie najmniejsze, tj. 60x35. Należy dodać, że w przypadku małych kwadratów 20mm z racji niewielkiej powierzchni styku podstawkę można w uchwycie dość lekko przesunąć, co może sprawiać przy malowaniu problemy. Sam rozstaw wewnętrznych szczęk wynosi 11mm między powierzchniami równoległymi i ok. 17mm w przypadku zaokrąglonych zagłębień pod okrąglaki.

Uchwyt vs. podstawka okrągła 25mm. Jest ok, choć rozbudowany uchwyt może utrudniać dostęp pędzlem do niektórych elementów niewielkiej figurki (w końcu na takich podstawkach to raczej olbrzymów się nie stawia).

Uchwyt vs. podstawka okrągła 32mm - ten rozmiar można złapać na obu poziomach szczęk i wszystko jest ok.

Uchwyt vs. podstawka okrągła 40mm. Wewnętrzne szczęki mają za mały rozstaw, więc fi40 ląduje na górny poziom.

Uchwyt vs. podstawka kwadratowa 20mm - ustawienie na skos mocniej napina sprężynę, przez co podstawka trzyma się nieco lepiej, co jednak nie zmienia faktu, że urządzonko przy tych małych kwadratach spisuje się najsłabiej.

Uchwyt vs. podstawka kwadratowa 25mm - w tym przypadku jest dużo lepiej. Wydaje mi się, że w ustawieniu skośnym podstawka trzyma się nawet sztywniej niż na równolegle (jednak i ustawiona "prosto" całkiem dobrze daje radę.

Uchwyt vs. podstawka kawaleryjska 25x50. Powierzchnia duża to i trzyma jak należy.

Uchwyt vs. owal 60x35. I w tym przypadku trzyma dobrze.

Uchwyt vs. okrąglak 30mm z zaokrąglonym rantem - myślałem, że niezgodność fazy z podstawką odbije się negatywnie na trzymaniu figurki w miejscu, ale, o dziwo, szczęki spisują się bez zarzutu.

Podoba mi się ten uchwyt. Trzyma się go wygodnie, podstawki trzymają się całkiem fajnie, cena też nie przyprawia o palpitacje serca. Jeśli chodzi o minusy, to jeśli pominąć to, że nie ma wersji dla większych podstawek, znajduję jeden - część "szczękowa" jest na tyle duża, że przy małych modelach, jak choćby goby czy krasnoludy, mogą pojawić się kłopoty z dojściem pędzlem do dolnej części niektórych detali. W tym przypadku zdecydowanie wygrywa tradycyjny korek z naklejonym plackiem kitu. W pozostałych - uchwyt daje sobie radę całkiem nieźle. Fajna rzecz:)

piątek, listopada 25, 2016

Wieszak na farby z HobbyZone

W związku z rosnącym ostatnio udziałem farb Vallejo w moim arsenale i powiązaną z tym w pewien sposób malejącą ilością wolnej przestrzeni w moim biurkowarsztacie zdecydowałem się na zagospodarowanie powierzchni pionowych. No, na początek jednej. Poprzez zainstalowanie tam wieszaka na farbki 26mm.
Unboxingu tym razem robić nie będę, ograniczę się do zaprezentowania złożonego już wieszaczka. A wygląda tak:

Mieści toto 55 farbek. Wykonane jest porządnie z mocno zbitej płyty wiórowej. Tak, jak w przypadku większości produktów HZ jest to zestaw do samodzielnego zmontowania. Nie mam żadnych uwag do spasowania elementów czy może projektu - wszystko ładnie pasuje. Do montażu potrzebny jest klej (wikol czy coś) i w zasadzie nic więcej. Sam proces jest banalnie prosty (powiedział gość, co ostatnio składając stojak na farby z HZ pokręcił kolejność deseczek, przez co drugi rząd farb zasłania trzeci). Ramka mieszcząca pochyłe półeczki ma wymiary 300x300 mm (u góry na dwa centymetry z hakiem wystaje deseczka z otworami do powieszenia. No i tyle. Dodam jeszcze tylko, że zawiśnie najpewniej po lewej stronie biurka i mam nadzieję, że pozwoli nieco ogarnąć bałagan w farbkach 26mm.

sobota, lipca 09, 2016

Figurkowa Walizka Transportowa

W ostatnią sobotę, w związku z bitwą z Maniexem, stanąłem przed koniecznością przewiezienia swoich figurek do innej lokalizacji. W związku z tym pojawił się problem - jak przetransportować wojsko przy minimalizacji kosztów, wysiłku i ryzyka połamania? Na przykład przygotowując walizkę do transportu ludków:)

Samą aluminiową walizkę kupiłem w Castoramie. Właściwie kupiłem trzy walizki, jedna w drugiej, bo były w zestawie za 108 złotych, a i tak, tzn. niezależnie od figurek, miałem na coś takiego zapotrzebowanie (w Leroyu też mają aluminiowe walizki, ale większe i po 80 zł za sztukę). Z trzech walizek na figurki wziąłem największą.

Do wnętrza walizki wstawiłem przegródki, które wyciąłem ze spienionego PCV. Rozmiar dobrałem pod figurki. Część półek wewnątrz pokrywy okleiłem matami magnetycznymi, żeby móc tam umieścić figurki z magnetycznymi podstawkami. Jako wypełnienia użyłem dwóch wyciętych na wymiar kawałków gąbki (takiej jak do wygłuszania drzwi).

Voila!

Koszt:
1. trzy walizki - 108 zł (Castorama)
2. arkusz spienionego PCV 3mm - około 25 zł (Castorama)
3. kawałek maty magnetycznej - chyba 6 zł za arkusz (Allegro.pl)
4. trochę gąbki - nie wiem (miałem w piwnicy)
W sumie 140-150 zł za k3 walizek :)

Last Saturday I met a 'how to safely transport my minis to another town' challenge. To find a solution to the problem of moving my army, with minimal cost, effort and risk I decided to prepare a custom transport case.

I bought an aluminium case in Castorama - DIY/building market. Actually I bought a set of three cases hidden in one another - I took the biggest one for the minis, the smaller ones will be used for something else.

Inside the case I put some walls of PCV creating compartments. The sizes and configuration was designed to fit the minis. I covered the shelves in the case lid with magnetic sheet to keep the minis with magnetized bases in place. In the end I used some cut to the case size foam sheets to fill the gaps and provide some protection for the minis.

Voila!

Costs:
1. three cases' set - 108 zł (Castorama)
2. 3mm PCV sheet - about 25 zł (Castorama)
3. magnetic mat - 6 zł for a A4 sheet, as far as I remember (Allegro.pl)
4. some foam - I don't know (had some in my basement)
That makes about 140-150 zł for d3 cases :)







sobota, lutego 20, 2016

Instalacja pneumatyczna - rozbudowa

Zeszły rok był dla mnie mocno innowacyjny, jeśli chodzi o stosowane przy malowaniu techniki, środki i narzędzia. Największą zmianą było chyba wprowadzenie do arsenału aerografu.

Jak można było przeczytać TUTAJ, do samego aerografu i prostego kompresora dorobiłem sobie instalację zasilania w powietrze wyposażoną w zbiornik wyrównawczy. Działało nieźle, ale mogło lepiej. Po okresie testowania dokonałem więc szeregu poprawek i ulepszeń.

Od razu chciałbym zaznaczyć jedno, co może nie dość mocno zaakcentowałem w podlinkowanym powyżej czerwcowym poście. Sprężone powietrze może być niebezpieczne jak jasna cholera. Napompowana ponad miarę i niezabezpieczona odpowiednio instalacja może przy skrajnym pechu zadziałać jak bomba, tzn. wybuchnąć sypiąc naokoło metalowymi elementami. Przy pechu nieco mniejszym - jak wiatrówka, wystrzeliwując losowy element w losowym kierunku ze znaczną energią.
Lepiej się tym nie bawić, jeśli się nie wie, co się robi. Ja zabrałem się do tego projektu Zrób-To-Sam, żeby się czegoś nauczyć i sprawdzić teorię w praktyce, ale, co ważne, jakieś pojęcie o teorii (i drobne o praktyce) przystępując do roboty już miałem. Co więcej, miałem możliwość skonsultowania wszelkich wątpliwości z ludźmi, którzy na mechanice i pneumatyce zęby zjedli. To tak, jak z elektrycznością - jest fajnie i bezpiecznie, dopóki człowiek  trzyma się pewnych reguł. Ale ryzyko jest.
No to postraszyłem. Może lekko przesadzam, ale wolę tak, niż jakby ktoś się zapalił do majstrowania, czegoś nie dopatrzył, o czymś zapomniał i wystrzelił się na orbitę.

Tyle trucia, teraz do rzeczy: obecny układ wygląda następująco:




Jak widać (albo i nie), zaraz za kompresorem dodałem zawór zwrotny (ta srebrzysta tulejka). Mówiąc najprościej, jest to urządzonko, które puszcza powietrze tylko w jedną stronę. W środku ma otworek, do którego za pomocą sprężynki jest dociskana kulka - jak powietrze leci we właściwą stronę, trafia na zaślepiony otworek i odsuwa kulkę ze swojej drogi. Jak przestaje lecieć, albo próbuje lecieć odwrotnie niż powinno - kulka tkwi w otworku. Proste, ale cwane. Ktoś mógłby zapytać po co to? Zamysł był taki, żeby nieco odciążyć kompresor, poprzez zapobieżenie cofaniu się powietrza ze zbiornika. I chyba się udało.

Na wyjściu z zaworu podłączyłem wąż, którym powietrze dociera do czwórnika. Stąd, oprócz wlotu, mamy trzy wyloty. Jeden, do góry, na zawór bezpieczeństwa. Drugi, w dół, do zbiornika. I trzeci, do przodu, na reduktor. Jak już przy reduktorze jesteśmy - jak można zobaczyć na starszych zdjęciach, wcześniej był on umocowany bezpośrednio do kompresora, tam, gdzie teraz zawór zwrotny. Przeniesienie go w nowe miejsce to z pewnością najpoważniejsza zmiana, jaką wprowadziłem, przede wszystkim dlatego, że spowodowała wzrost ciśnienia w zbiorniku, które dopiero później jest obniżane do wartości roboczej. Żeby wiedzieć, jak się sprawy mają, przed reduktorem dodałem manometr. Teraz na jednym zegarku mogę odczytać ciśnienie w zbiorniku, a na drugim ciśnienie za reduktorem (czyli to, co trafia na aerograf).
Co mi to wszystko dało? Sporo. Teraz cały ten układ w końcu działa tak, jak trzeba. Sprężarka pracuje aż w zbiorniku ciśnienie wzrośnie do 3,4 bara, potem presostat wyłącza pompę. Następnie można korzystać z powietrza ze zbiornika, a kompresor sobie odpoczywa, aż do momentu, gdy ciśnienie spadnie do 2,6 bara - wtedy sprężanie znów się włącza i znów dobija do 3,4 bara.
Przychodzi mi do głowy jedna wada tego układu - pochłaniacz wilgoci z powietrza jest za, a nie przed zbiornikiem, czyli pewnie co jakiś czas trzeba będzie wypuszczać z baniaka wodę.. Innych wad póki co nie widzę:)

Ostatnia rzecz, którą dołożyłem to szybkozłączka na 1/8 cala do przyłączania aerografu do węża. Tutaj widzę same zalety i zero wad:) Przyłączenie i odłączenie aerografu to kwestia jednego stuknięcia, co więcej zaworek działa trochę jak wentyl w kole w samochodzie i sam z siebie powietrza nie puszcza - tym samym rozłączenie układu, np. żeby umyć aerograf, nie powoduje konieczności wyzerowania ciśnienia w zbiorniku :)

poniedziałek, grudnia 14, 2015

Bezcieniowe pudło

Właściwe doświetlenie fotografowanych figurek od zawsze sprawiało mi kłopot. Próbowałem przeróżnych metod. Ustawiania dokoła fotografowanego obiektu kilku lamp, rozmaitych rozpraszających i odbijających światło teł, dziwnych ustawień aparatu, ale efekty były takie sobie. Sądzę, że najlepiej wychodziły zdjęcia w pełnym dziennym świetle, przy ładnym słoneczku. Ale że jesienno-zimowa pora słoneczku nie sprzyja wymyśliłem sobie specjalne pudło oświetlające. Wiem, że są specjalne namioty, mniej lub bardziej profesjonalne konstrukcje z parasolkami i blendami, ale ja wolałem pomajsterkować we własnym zakresie:)

Bazą ustrojstwa jest plastikowy pojemnik. Jego rozmiar należy dobrać z uwzględnieniem wielkości fotografowanych obiektów - ja zastosowałem pudło o wymiarach 40x34x34 cm. Ścianki są z mniej-więcej przezroczystego tworzywa - u mnie są lekko mleczne, wskutek czego przepuszczone przez nie światło trochę się rozprasza. Źródłem światła są ledowe taśmy - zużyłem całą resztkę, jaka mi została z rolki po akcji podświetlania witrynki na figurki, a było tego około 3 m. Zrobiłem z tego trzy paski po około metrze, które przykleiłem do płyt z białego polistyrenu i obudowałem nimi pudełko (po bokach i z góry). Zasilanie zapewnia zasilacz do ledowych źródeł światła (12V, 15W), uruchamiany włącznikiem na kablu zasilającym. Ostatni element to biały papier przyklejony do dwóch ścianek (dolnej i tylnej) bez zaginania krawędzi. Wygląda to tak:



Po załączeniu zasilania zapalają się diody (zdjęcia zrobiłem na bardzo dużej przysłonie i krótkiej migawce):



 Poniżej na przykładzie Kubusia Puchatka można ocenić działanie sprzętu. Po lewej miś bez doświetlenia, po prawej z doświetleniem. Pomijając różnicę koloru (oba zdjęcia zrobiłem przy tych samych ustawieniach balansu bieli), podstawowa różnica to układ cieni, druga - widoczność detali.
 

Muszę się jeszcze z tym wszystkim oswoić i poeksperymentować z ustawieniami aparatu, ale wstępnie jestem z wynalazku zadowolony. I polecam:) Aha, pierwsze efekty zastosowania sprzętu można zobaczyć przy ostatnich dwóch wpisach - krasnoludzkie armaty fotografowałem właśnie w pudle.

środa, czerwca 17, 2015

Unboxing - stolik Hobbyzone

Jeden wpis dotyczący narzędzi i wyposażenia warsztatu już w tym tygodniu był, ale tak się składa, że nie mam wyboru i muszę zamieścić drugi:)

Listonosz przyniósł wczoraj paczkę, a w paczce prezent - jeden z zestawów zrób-to-sam od Hobbyzone. Geneza tego jest taka, że moja lepsza połówka zarządziła w domu rewolucyjne porządki, włącznie z przemeblowaniem i takimi tam sprawami. W ramach tychże spraw zostało uchwalone, że moje farbki, kleje, pędzelki i nożyki za bardzo się walają, a biurko wygląda niepoludzku zawalone tym wszystkim i wstyd-hańba kogokolwiek zaprosić itede. W związku z tym trzeba było to wszystko jakoś zgrupować, najlepiej tak, żeby można je było łatwo przenosić z miejsca pracy do miejsca magazynowania i z powrotem. I tutaj pojawia się stolik od HZ - formalnie prezent za sobotnie wiercenie w ścianach, przewieszanie szafek i składanie regału, nieoficjalnie metoda na spacyfikowanie mojego twórczego bałaganu;) W związku z powyższym dziś odpakowywanie i krótka wstępna recenzja - nie powstrzyma mnie przed tym nawet popularność tego ustrojstwa - a nuż ktoś jakimś cudem jeszcze o tym nie usłyszał i będzie miał pożytek.

Paczka, w której przyszedł stolik wygląda następująco:


Ot, duże, płaskie pudełko. A w pudełku coś takiego:


Po odwinięciu kilku metrów bieżących folii odstresowującej ukazuje się wreszcie właściwa zawartość paczki:

Stolik jest wykonany ze sztywnej dykty, polakierowanej na biało z jednej strony. Do złożenia tego wszystkiego jest potrzebny wikol i jakiś ostry nożyk do powycinania trzech elementów zaślepiających długie otwory na pojemniczki z farbami.
Pół godziny lepienia i półtorej godziny suszenia później (przywaliłem na ten czas stoliczek kilkoma grubymi książkami - nie pamiętam u kogo na blogu już się pojawił ten patent) stolik był gotów.

Wymiary tego modelu to 60x40 cm. Jest to największy z trzech rozmiarów stanowisk, które robi HZ. Po bokach ma jeszcze otwory na wciskane skrzydełka-półeczki, ale nie zdecydowałem się na ich zamontowanie.
Po przełożeniu nań najczęściej używanego sprzętu i farbek stolik prezentuje się następująco:

Niewątpliwym plusem są uchwyty po bokach - stolik można łatwo przenosić, a że sprzęty siedzą w niszach i zagłębieniach, ryzyko wysypania się jest ograniczone. Część robocza jest, jak dla mnie, wystarczająco duża - na zdjęciu widać, jak się weń wkomponowuje mata do cięcia w formacie A4. Wnęki na farby mieszczą 50 farbek w słoiczkach 36 mm (są jeszcze 2 oddzielne otwory, w które wejdą dwie kolejne). Jest też sporo miejsca na pędzelki, skalpele, pilniki i narzędzia dentystyczne;) No i tak w skrócie się sprawy mają:)

Na koniec jeszcze link do strony producenta: http://www.hobbyzone.pl/pl/

EDIT: Ha! Już wiem, u kogo widziałem patent z książkami:) Pozdro dla Dziada z Lasu

poniedziałek, czerwca 15, 2015

Aerograf + osprzęt

Idąc za przykładem kolegi Maniexa, także i ja rozszerzyłem swój malowniczy arsenał o aerograf. Sam przyrząd nabyłem w zasadzie identyczny, ale fabrycznie zaopatrzony w dwie dysze, 0,2 i 0,3 mm. Choć to sprzęt produkcji dalekowschodniej, sprawia dość dobre wrażenie. Design ładny, wszystko równiutkie, błyszczące i chromowane - prawie jak amerykański pierwowzór. Coś mi się wydaje, że przemysłowi szpiedzy zrobili dobrą robotę. Wygląda to tak:


Żeby zapewnić aerografowi dopływ "aero" zaopatrzyłem się również w niewielką sprężarkę. W tej kwestii posunąłem się nieco dalej od Maniexa, nabyłem bowiem maszynę o jakieś dwa numery większą - wprawdzie tłokową, ale wyposażoną od razu w zawór redukcyjny z manometrem i odwilgotniaczem. Pozwala na wytworzenie dwudziestu kilku litrów sprężonego (do maks. 4 barów) powietrza na minutę. Podobnie jak powietrzopędzel, także i kompresor ma metkę "zdiełano w Kitaje".


Mógłbym właściwie na tym poprzestać, ale nie - w tym momencie włączył się mój wewnętrzny szalony wynalazca:) Sprzęcior dotarł, nawet go wstępnie przetestowałem (spodobało mi się), ale stwierdziłem, że dołożę do maszyny zbiornik wyrównawczy, żeby żadne tętnienia ciśnienia powstające przy okazji pracy tłoka nie wpływały na pracę aerografu. Wymyśliłem to opierając się w zasadzie wyłącznie na tym, co na jutubie doświadczeni aerografowicze mówili, bo mi osobiście podczas prób się żadne tętnienia w oczy nie rzuciły:)
Znalazłem stary baniak po gaśnicy (dość spory, bo 6 kg) i dorobiłem do niego odpowiednią dużą nakrętkę z gwintowanym otworem, w którą wkręciłem czwórnik pozwalający na połączenie zbiornika, węża wlotowego, węża wylotowego i zaworka bezpieczeństwa, który w razie, jakby się coś w sprężarce zacięło ma zapobiec spontanicznej przemianie zbiornika w bombę.


Nie jest to może projekt najwyższych lotów, ale budując to miałem sporo zabawy. Jak się uprę, to może zrobię jeszcze jakiś myk z wymianą presostatu (większa histereza pozwoliłaby na dłuższą pracę bez potrzeby dobijania zbiornika) i lekką rekonfiguracją całości. Ale na razie się nie upieram, bo fajnie działa:)

Jeżeli idzie o samo korzystanie ze sprzętu - jestem bardzo zadowolony, choć jeszcze nie opanowałem w satysfakcjonującym stopniu techniki malowania. Jeszcze nie do końca czuję zależności między konsystencją farby, odległością dyszy od malowanego obiektu i sposobie osadzania się na nim farby. Jak na razie maluję aerografem głównie podstawowe kolory i najbardziej zgrubne rozjaśnienia, ale kto wie, może za jakiś czas uda mi się rozszerzyć zastosowanie tego narzędzia o kolejne elementy. Generalnie jest fajnie :)