piątek, 30 września 2016

Wrzesień 2016 - podsumowanie

Szaleństwo i klęska urodzaju - trzeci wpis w jednym dniu! Ale co poradzić - godzi się podsumować aktywności blogowe w mijającym miesiącu. Tym bardziej, że podsumować wypada także kończącą się dzisiaj akcję wyzwaniową. Ad rem.


Wrzesień zaowocował absolutnie rekordową ilością postów, a wszystko przez QC i Maniexa i ich pomysł - 30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Licząc ten, osiągnąłem nierealny poziom 40 wpisów w 30 dni. Większość z nich realizuje tematy wyzwania, więc o tym najpierw:

  1. Jak zacząłeś grać w gry bitewne lub jak zacząłeś malować modele?
  2. Ulubiona gra bitewna?
  3. Twoje ulubione uniwersum?
  4. Ulubiony film lub książka związana lub pasująca klimatem do uniwersum?
  5. Twoja ulubiona kraina lub lokacja osadzona w uniwersum?
  6. Ulubiony zestaw kości lub ulubiona kostka?
  7. Twój największy sukces w grze bitewnej lub największe osiągnięcie modelarskie?
  8. Ulubiona edycja/wersja/modyfikacja oficjalna lub fanowska gry bitewnej?
  9. Największy model jaki pomalowałeś lub którym dowodziłeś?
  10. Ulubiona frakcja, którą dowodziłeś lub którą pomalowałeś?
  11. Twoja ulubiona muzyka do grania lub malowania?
  12. Sytuacja, której nigdy nie zapomnisz, a która przytrafiła się podczas bitwy lub w trakcie malowania?
  13. Największa porażka w grze bitewnej lub niepowodzenie modelarskie?
  14. Ulubiony rodzaj pola bitwy, element terenu lub makieta?
  15. Najmniejszy model jaki pomalowałeś lub którym dowodziłeś?
  16. Ulubiona taktyka, czyli atak czy obrona?
  17. Twój ulubiony schemat kolorystyczny armii lub ulubione kolory farb?
  18. Ulubiony Bohater Niezależny z uniwersum?
  19. Twój ulubiony model bohatera?
  20. Ulubiony model piechoty lub ciężkiej piechoty?
  21. Twój ulubiony model kawalerii (także powietrznej lub pancernej)?
  22. Ulubiony oddział elitarny?
  23. Twój ulubiony model potwora lub maszyny?
  24. Ulubiona Dziedzina Magii lub Technologii?
  25. Najciekawszy przedmiot magiczny lub technologiczny z uniwersum?
  26. Frakcja którą chciałbyś dowodzić lub kolekcjonować?
  27. Frakcja którą nie chciałbyś dowodzić lub kolekcjonować?
  28. Lubisz grać przeciwko… lub lubisz malować?
  29. Nie lubisz grać przeciwko… lub nie lubisz malować?
  30. Najlepszy przeciwnik jakiego miałeś?
Ufff. Było tego trochę. I, prawdę mówiąc, teraz, kiedy już skończyłem pisać te 30 postów, szkoda mi, że to już koniec. Zadanie wykonane, 30/30, ale jakaś taka pustka teraz... Powrót do leniwego tempa ma swoje plusy, ale będzie mi brakowało codziennej dawki tych kilkunastu krótkich tekstów i kilkunastu zupełnie różnych punktów widzenia na te same zagadnienia. Chłopakom, co to wymyślili, należy się solidna pochwała. Więc niniejszym solidnie pochwalam! Czujcie się solidnie pochwaleni, bo pomysł był przedni i grzechem byłoby nie obtrąbić jego sukcesu. No i dzięki dla wszystkich uczestników - w pierwszy dzień byłem zawiedziony małą liczbą wpisów (bo z publikowanie o umówionej ósmej rano to u większości tak sobie jednak było), ale towarzystwo nadgoniło i moje obawy się rozwiały. Naprawdę dobre to było! Dzięki wszystkim:)

Wpisy pozostałe, które opublikowałem:
Wrzesień rozpocząłem dwoma postami dotyczącymi Daemon Princa. Najpierw zamieściłem krótką relację z prac nad nim (bo nie zdążyłem skończyć na czas), a następnie, już po zakończeniu prac, kilka słów opisu i kilka zdjęć gotowego ludka.
Daemon Prince - jednak WIP 
Daemon Prince - wreszcie gotów 

Następnie przybliżyłem Czytelnikom modele maszkar i monstrów z Chronopii. Co ciekawe, w przeciwieństwie do mnie, niektórym prezentowane figurki wcale nie wydały się takie szpetne - co potwierdza powiedzenie, że każda potwora znajdzie swego amatora ;)
Galeria grozy i osobliwości - Chronopia

Kolejna pozycja na blogu pojawiła się zaraz po tym, jak dotarły do mnie moje wrześniowe figurkowe zakupy - zestaw Start Collecting frakcji Daemons of Nurgle. No to przejrzałem i opisałem, co tam słychać w pudełku:
Unboxing - Start Collecting! Daemons of Nurgle

Wracając do dziwactw i szkaradzieństw - pomalowałem i pochwaliłem się na shadow grey dziełem tego samego producenta co Chronopia - Hellfire Cartem ze starego Warzone'a:
Hellfire Cart #1 
Hellfire Cart #2 
Hellfire Cart - całość

W ostatnim tygodniu zaprezentowałem publiczności moją cegiełkę w XXV edycji Figurkowego Karnawału Blogowego, czyli Obrońcę w postaci Brutalnego Hoplity O Cielsku Ogra ;)
Figurkowy Karnawał Blogowy - ed. XXV - Obrońca

Na sam koniec miesiąca, bo dzisiaj, na blogu zagościł ostatni z trzech modeli Reapera do Savage Worlds/Deadlands, które trafiły do mnie do pomalowanie:
Dr Darius Hellstromme

No i tyle. Wrzesień  przyniósł w sumie 7 nowo pomalowanych i zaprezentowanych modeli:
1x Daemon Prince
3x Dzieci Ilian
1x Pomiot Ilian
1x Ogrzy Hoplita Chaosu
1x Szalony Naukowiec

Do tego jedna recenzja, jedna prezentacja dziwów Chronopii i 30 wpisów wyzwaniowych. Raczej dobry miesiąc:)

Dzięki za czytanie, lajkowanie, szerowanie i komentowanie. I do zobaczenia w październiku!

Dr Darius Hellstromme

Dzisiaj trzecia i ostatnia figurka z Deadlandsów, która wpadła mi w ręce. Tym razem, po rewolwerowcu na usługach Śmierci i strażniku na usługach Texasu jest to niebezpieczny, wręcz szalony naukowiec, dr Darius Hellstromme - archetypowy złowrogi mastermind, zimny i kalkulujący. Ucieleśnienie nauki wolnej od moralnych rozterek i nie oglądającej się na nic i na nikogo, byle osiągnąć swoje cele. A z pozoru taki elegancki gentleman...





30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Dzień 30


Dzień 30: Najlepszy przeciwnik, jakiego miałeś

Najlepszy przeciwnik, z jakim się zetknąłem przez lata siedzenia w hobby, to właściwie przeciwnik kolektywny - myślę tu o naszej drużynie Mordheimowców, o której w ramach Wyzwania nieraz wspominałem. Sobotnie gry w Mordheima, jak na to dzisiaj patrzę, ukształtowały mój pogląd na granie w bitewniaki w ogóle. Bez napinki, na spokojnie, bez wielkiego parcia na zwycięstwo, za to z wczuciem się w to, czym się gra.

Potsiat, Maciek, Bodzjo - stała ekipo moja - dzięki za wielokrotne wspólne buszowanie po ulicach Miasta Przeklętych. Dzięki za nader nietrwałe sojusze i wszystkie noże, które sobie nawzajem powbijaliśmy w plecy. Dzięki za wspólne picie coli z biedronki i zagryzanie równie biedronkowymi chipsami. Za znoszenie ostrzału skaveńskich proc. Za house rulesy. Za rzucanie k66 jedenastoma kośćmi. Za wspólne rechotanie z serialu "Wiedźmin". Za motywację do konwertowania, malowania. Za wszystko.

Może kiedyś, jak już dzieci trochę podrosną, a żony nie będą miały nic przeciwko, uda nam się jeszcze spotkać przy biedronkoli i czipsach i wrócić, choć na kilka godzin, do Mordheim i do starych, dobrych czasów.

Heh, łza mi się w oku zakręciła :)

czwartek, 29 września 2016

30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Dzień 29


Dzień 29: Nie lubisz grać przeciwko lub nie lubisz malować...

Pytanie podobnie rozbudowane jak wczorajsze, więc spróbuję sformułować odpowiedź podobnie, jak wczoraj.

1. Nie znoszę grać przeciw tzw. graczom turniejowym, w złym tego słowa znaczeniu. Bo jest i dobre - jeśli tacy sportowcy grają ze sobą w ramach turnieju i piszą się na rozgrywkę sportową - nie ma sprawy. Ale jak ktoś z towarzyskiej gry o pietruszkę robi walkę o życie? Nie, dziękuję. Wykłócanie się o 2 mm przy mierzeniu odległości albo budowanie armii tak, by były jak najmocniejsze, nieraz wykorzystując luki w przepisach, ale nie patrząc zupełnie na tło fabularne - to dla mnie recepta na spieprzenie zabawy.
Sądzę, że biorąc pod uwagę tak wczorajsze, jak i dzisiejsze odpowiedzi, mogę się określić jako kogoś, kto bitwy próbuje rozgrywać w trybie cooperative, a nie PvP. "Opowiedzmy razem coś ciekawego!", "Sprawdźmy, co się stanie!", a nie, "Zobaczmy, czyje kung-fu jest lepsze". To nie jest kung-fu. Gdyby było - wszyscy, co by grali, graliby zapewne takim samym zestawem, zapewniającym największe prawdopodobieństwo zwycięstwa. A ja bym nie grał w ogóle.

2. Nie lubię grać przeciw niepomalowanym figurkom i proxom. Drażni mnie to mocno. Jasne, jeśli gra ma polegać na przetestowaniu jakiegoś mechanizmu, reguł czy oddziału, w porządku. Wtedy złego słowa nie powiem, bo umawiamy się na "grę techniczną". Ale przy rozgrywaniu bitew, czy potyczek, które wpisują się w jakąś fabułę, istotna jest dla mnie cała oprawa, którą wspólnie z przeciwnikiem kreujemy. Wystawianie pomalowanych i dopracowanych figurek uważam za ważny element grzeczności i szacunku wobec przeciwnika, który wkłada wysiłek w to, żeby samemu wystawić figurki, które cieszą oko, a nie Klan Szarego Plastiku.
Nieco mniej mnie razi kwestia pola bitwy zrobionego ad hoc - pewno, najfajniej, jak tło jest wypieszczone i piękne, ale, mimo wszystko, tło pozostaje tłem. Jest to dla mnie kwestia istotna, ale drugorzędna w porównaniu z samymi armiami.

3. Nie lubię malować wielkich serii identycznych ludków. Męczy mnie to i nudzi. Wyjątek - krasnoludy-baryłki. Są tak przeurocze, że można malować i malować :D

4. Nie lubię malować lizardmenów. Dlatego, że nie lubię imidżu warhammerowych lizardmenów:) Zresztą, pisałem już o tym.

środa, 28 września 2016

30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Dzień 28


Dzień 28: Lubisz grać przeciwko lub lubisz malować...

Pytanie jest dość szerokie, więc odpowiem na raty.

1. Lubię grać przeciwko klimaciarzom. Nie ważne, jaką armią taki ktoś dowodzi. Ważne, że gra zgodnie z jej duchem, wczuwa się i czerpie z tego przyjemność, a sam wynik jest drugorzędny. Takie drobne elementy roleplayingu u dowódców to to, co lubię najbardziej. 

2. Lubię grać przeciw pomalowanym armiom. Im piękniej pomalowana, im fajniejszy pomysł, im ciekawsze konwersje, tym większa przyjemność. A jak jeszcze stół jest ładny i wszystko razem do kupy ładnie się prezentuje? Pełna satysfakcja.

3. Lubię malować figurki ciekawe, takie, które występują na stole pojedynczo i się czymś wyróżniają, a nie są klonami, które występują dziesiątkami i setkami.

wtorek, 27 września 2016

Figurkowy Karnawał Blogowy - ed. XXV - Obrońca

Dwudziesta piąta edycja FKB obraca się wokół tematu "Obrońca", zaproponowanego na blogu DustBrothers, który jest, w pewnym stopniu, odpowiedzią na temat poprzedni - "Złoczyńca". I w sumie, po złowrogim Jasperze Stone, z zeszłego miesiąca, planowałem w ramach swojej interpretacji wrzucić jakiegoś ludka o szlachetnej aparycji i czujnej pozie, który wygląda jakby bronił i chronił (myślałem o konkretnym modelu - Venusian Marshallu Bauhausu). Ale ostatecznie koncepcja się zmieniła.


Formacją wojskową, która przez stulecia była niemal nie do przełamania i pozwalała, jeśli dowódca nic nie spierniczył, na zadanie wrogom wysokich strat przy bardzo niewielkich stratach własnych, była falanga. Wynalazek greków, w późniejszym czasie rozpowszechniony po wszystkich hellenistycznych krajach, a nawet występujący poza nimi. Ciężkozbrojni hoplici ustawieni w linie, z wielkimi, okrągłymi tarczami, które na siebie nachodziły chroniąc jednocześnie tego, kto daną tarczę trzymał i sąsiada po lewej, do tego długie piki, które z czasem były jeszcze wydłużane. Formacja oczywiście miała też wady - była mało mobilna, narażona na oskrzydlenie, słaba na flankach i z tyłu, wymagała równego pola, ale nie przeszkodziło to wodzom, jak Aleksander Wielki, dokonywać przy jej wykorzystaniu na polach bitwy prawdziwych cudów. Że Persowie w Termopilach zapewne odbijaliby się od spartańskich hoplitów i odbijali, gdyby nie zdrajca Efialtes, co pokazał wrogom kozią ścieżkę, wiedzą zresztą wszyscy;)
Po tym wstępie chyba nikogo nie zdziwi, że bohaterem mojego wpisu karnawałowego jest hoplita. Ale nie taki do końca zwykły. Pamiętacie Brutali Chaosu? Otóż dzisiaj przed Państwem brutal w wydaniu hoplickim :)

Brutal Chaosu - Hoplita!

Co jeszcze mogę dodać... Do ulepienia tego ludka wykorzystałem części z Irongutsów, jednego z ogrzych jeźdźców i parę innych elementów z zestawu Thundertusk/Stonehorn, a także głowę wojownika Chaosu, plus trochę green stuffu. Zapraszam do obejrzenia!





30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Dzień 27


Dzień 27: Frakcja, którą nie chciałbyś dowodzić lub kolekcjonować

Frakcja, która mnie odrzucała, odrzuca i chyba raczej odrzucać nie przestanie to Jaszczuroludzie. Nieważne, czy nazwie się ich Lizardmen czy Seraphon, zupełnie nie trafia to w mój gust. Nie mam nic do gadowatości u figurek. Bo niby czemu nie. Ale jak dojdziemy do tego, że gadami rządzą płazy, zapala się lampka ostrzegająca przed czymś nie teges. A jak na dokładkę dodamy, że całe to tałatajstwo nie wiedzieć czemu podlane jest aztecko-majowsko-inkaskim sosem, dopełnimy tym obrazu absurdu. Każda z tych cech z osobna jest do przełknięcia (gadowatość, płazowatość, południowoamerykańskaindiańskość). Wszystko razem do kupy tworzy koktail, który mi się wydaje bardzo ciężkostrawny, jeśli nie niejadalny.

Na pewno nigdy nie przekonam się też do Tomb Kingsów. To nie są droidy, których szukam. Klimaty starożytnego Egiptu to raczej nie moje klimaty i tyle - jakoś mi to wizualnie i estetycznie nie gra. Chociaż u Necronów nie jest tak źle... Ale wracając do fantasy - imho jest tutaj lepiej, niż w przypadku jaszczurek i niektóre modele są ok, a nawet bardzo ok. Ale całościowo - nie kupuję tego. 

Inne wojska, które mi się nie podobają, to choćby warzonowa Mishima - moje informacje są zapewnie nieaktualne, bo pochodzą z czasów 2 edycji, ale wtedy było to kaszaniasty, superjaskrawy potworek, który na siłę udawał, że nawiązuje do feudalnej Japonii. Plus to, że rozbijają się kabrioletem w kształcie chińskiego smoka. Przy całej mojej sympatii do kultury i historii Japonii, Mishima jest dla mnie fuuuu.

Z braku figurek z nielubianych przeze mnie frakcji, nawet nie mam czym zilustrować tego, co tu napisałem. Zresztą, może to i lepiej ;)

poniedziałek, 26 września 2016

30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Dzień 26


Dzień 26: Frakcja, którą chciałbyś dowodzić lub kolekcjonować

Podobają mi się przede wszystkim frakcje, które już zbieram, lub zbierałem. A czasem nawet dowodziłem:
1. Niekwestionowane pierwsze miejsce zajmują krasnoludy, czyli moja główna armia od lat.
2. Wojownicy Chaosu, czyli druga armia, którą zdołałem doprowadzić do jako takich kształtów.
3. Blood Angels - armia, którą od lat po kawałku zbieram, ale jakoś nie mogę ruszyć do przodu z malowaniem.
4. Bauhaus, moja armia z epoki Warzone 2ed. Co nimi pograłem, to moje.
5. Nurgle Daemons - ostatnia fanaberia, która zrodziła się po tym, jak pomalowałem nurglową głowę Dorghara i mi się spodobało.

Z armii, których nie mam i nie miałem, ale może kiedyś się zdarzy: 
1. Daemons of Tzeentch - jakby mieli zestaw Start Collecting, to bym już dawno składał. Ale nie majo:(
2. Grey Knights - kolorystycznie i fluffowo bardzo mi podchodzą. Może kiedyś złożę jakąś armijkę. Może z lepszą skutecznością i szybkością, niż Blut Engels:)

I armie, które podobają mi się, ale raczej się nie szarpnę, bo Forge World:
1. Chaos Dwarfs
2. Death Korps of Krieg

niedziela, 25 września 2016

30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Dzień 25


Dzień 25: Najciekawszy przedmiot magiczny lub technologiczny z uniwersum

Skoro skupiłem się na pisaniu o uniwersum Warhammera, w tym miejscu powinienem chyba wymienić tego konkretnego warhammera, czyli Ghal Maraz. Potężną, runiczną broń, którą Sigmar, pierwszy imperator, dostał w dowód wdzięczności i przymierza od króla krasnoludów, i która stała się insygnium władzy jego i wszystkich jego następców. Znakiem ciągłości władzy. Mało tego! Po tym, jak Sigmar odszedł i został bogiem, jego broń stała się też najcenniejszą relikwią i symbolem jego kultu. No i symbolem całego warhammera - tak battla, jak i erpega.

Nawet po upadku Starego Świata, w Erze Sigmara jego młot jest obecny i stanowi jedno z połączeń między przeszłością, a teraźniejszością.

 Prawie jak Ghal Maraz ;)

sobota, 24 września 2016

30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Dzień 24



Dzień 24: Ulubiona dziedzina magii lub technologii

Ciężkie pytanie - nie bardzo wiem, co odpowiedzieć. Może to, że odnośnie magii w bitewniakach, mam sporo sentymentu dla krasnoludzkich run. Bo taką magię, to ja rozumiem, a nie jakieśtam błyski i dymy;) Zamiast wybierania magicznych przedmiotów z listy, nawet z uwzględnieniem Warhammer Magic jednak dość mało zróżnicowanej, runy dawały krasnalom możliwość tworzenia spersonalizowanych przedmiotów, które mogły posłużyć do realizowania konkretnych celów w bitwach.

W takiej piątej edycji WFB, jak ktoś chciał i mógł zainwestować odpowiednio dużo punktów, mógł zrobić sobie z bohaterów niezłe potwory, w miarę potrzeb. Przykładowy krasnal-czołg mógłby wyglądać tak:

Bierzemy krasnoluda - lorda. Ma następujące parametry:
M3 WS7 BS6 S4 T5 W3 I5 A4 Ld10  Koszt: 160

Oprócz broni do walki wręcz (darmowej), wyposażamy go w heavy armour (gromrilowego jeszcze w 5 ed. nie było), tarczę i, niech będzie, że pistolet. Kosztuje to dalsze 3+1+2 = 6 pkt.

Teraz pora umagicznić to i owo.

Na pancerzu wypalamy Master Rune of Gromril. Zwiększamy tym samym Toughness naszego krasnala do maksa, czyli 10. Koszt: 150

Teraz coś, co doda nieco możliwości działania w ataku. Żeby było uniwersalnie, tzn. i na potwory, i pojazdy, i kawalerię, i piechotę, wyposażymy broń, powiedzmy, że topór, w trzy runy:
Skalf Blackhammer's Master rune - jak broń już trafi, automatycznie rani (75 pkt)
Rune of Smithing - kiedy broń rani, to rana nie wchodzi raz, tylko k6 razy (70 pkt)
Na koniec, skromny Rune of Cutting - -1 do save'a przeciwnika (10 pkt)

Dla zwieńczenia dzieła dodamy krasnalowi amulet, także z trzema runami:
Master Rune of Spite - jak ktoś zrani naszego wojaka w walce wręcz, rzucamy k6. Na 4+ oponent zamiast zadać obrażenia krasnoludowi rani sam siebie. (50 pkt)
Rune of Luck (dwa razy) - każda runa daje jednorazowy przerzut dowolnej kości (2x10=20 pkt)

W efekcie otrzymujemy potwora, który ma T10, więc większość wrogów nawet nie jest w stanie go ruszyć, który atakuje 4 razy na turę i każdy trafiony atak automatycznie powoduje k6 obrażeń. Uwzględniając siłę postaci i bonus runiczny testy pancerza wróg modyfikuje o -2. A jak nawet ktoś go zrani, to na 4+ zamiast tego zrani samego siebie. Wszystkie ataki topora są oczywiście magiczne, czyli mogą ruszyć eterycznych wrogów (w 5 ed. wraithy latały całymi stadami). Nasz lord do tego wszystkiego jeszcze z pistoletu może strzelić, jak będzie potrzeba. A kosztuje nas to wszystko jedyne 541 punktów, czyli, powiedzmy, że 1/4 kosztu całej armii (żeby wystawić lorda minimum to 2000 pkt). Oczywiście o ile gdzieś się nie pomyliłem w rachunkach. Niezły zbój, no nie?




"Więc powiadasz, chłopcze, że jesteś chłopakiem mojej córki?"

piątek, 23 września 2016

Hellfire Cart - całość

Pora kończyć tę nierówną walkę. Dzisiaj potworki z poprzedniej epoki w całej, grupowej, okazałości. Jeśli kiedyś wpadnie Wam w ręce jakiś naprawdę brzydki model, przypomnijcie sobie o samobieżnym inwalidzkim miotaczu granatów z kominem i trzema asystentami - jak brzydki ten Wasz model by nie był, wyładnieje w oczach :)




30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Dzień 23



Dzień 23: Ulubiony model potwora lub maszyny

Mógłbym wymienić sporo potwornych i maszynowatych modeli, które lubię, ale jeśli mam wybrać jeden, to trudno mi wskazać coś innego niż Archaon w wersji półboskiej, wierzchem na trójgłowym demonosmoku Dorgharze. Figurka jest wielka, epicka i naprawdę dobrze wyrzeźbiona. Aktualnie jest symbolem AoSowego Chaosu, a po części całego Age of Sigmar. Pomalowanie jej jest czasochłonne i pracochłonne, ale warto - już się przekonałem, że pomimo, iż jeszcze trochę pracy przy nim mi zostało, przyciąga wzrok każdego, kto spojrzy na moją gablotkę. Zresztą nie dziwota, bo Archaon zajmuje niemal tyle miejsca, co niewielka armia np. krasnoludów. Spodziewam się, że na polu bitwy to rzeźnik nad rzeźniki i, jednocześnie, magnes na wszystko co strzela, czaruje i, generalnie, pozwala na wyrządzenie krzywdy na odległość. No ale co robić. To prawdziwy potwór, więc trzeba się z tym liczyć.

Nie planowałem właściwie wrzucania więcej zdjęć modelu przed jego ostatecznym skończeniem, ale przy okazji dzisiejszego wyzwaniowego pytania zrobię wyjątek i nie odmówię sobie małego sneak peeka (zdjęcie robione brukselką przy świetle ryby głębinowej) :)



czwartek, 22 września 2016

30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Dzień 22




Dzień 22: Ulubiony oddział elitarny

Mógłbym w sumie skopiować tutaj wczorajszego posta, ale postaram się napisać coś nowego. Do głosu doszedł bowiem mój wewnętrzny krasnolud.

Krasnoludy, odkąd sięgam pamięcią, czyli gdzieś tak od 4 edycji, miały trzy formacje elitarne. Longbeardów - krasnoludów zasłużonych i wielce szacownych z racji wieku i doświadczenia, a także z powodu będących odzwierciedleniem wymienionych wyżej cech epickich bród. Hammerersów - osobistych ochroniarzy krasnoludzkich królów, wyposażonych w bogate pancerze i ciężkie młoty. I, wreszcie, Iron Breakersów. Gości zakutych w najlepsze pancerze, w jakie można być zakutym, którzy ochraniają siedziby krasnoludów od zła, które czai się w mroku pod górami... I to właśnie są moi faworyci. Koledzy od najcięższych walk, jakie tylko można wymyślić. Pogromcy orków, goblinów, skavenów i nienazwanych stworów, które pełzają gdzieś pod światem. Toczący boje kilometry pod powierzchnią ziemi. Często po omacku. Niekiedy na wstrzymanym oddechu (cholerni skaveni). Ostatni, ale i najlepszy z murów, jakie stoją między krasnoludzkimi twierdzami, a wszelkimi wrogami. A pamiętajmy, że mówimy tu o krasnoludzkich murach, a nie jakichśtam człeczych podpierdółkach...

Gdzieś przy okazji 8 edycji GW dodało Ironbreakersom wsparcie w postaci Irondrakesów. To samo plus ciężkie miotacze alchemicznego ognia. Też nieźle, ale prawdziwy krasnolud patrzy z nieufnością na takie nowomodne ekstrawagancje. Może za 500 lat zmienię więc zdanie, ale, póki co, Ironbreakersi to jest dla mnie elita elit.

Żeby trochę zejść z tego patosu, stare zdjęcie (robione kalafiorem, w świetle rzucanym przez podziemne grzyby jaskiniowe), starego malowania moich Ironbreakersów. W wersji z policyjnymi tarczami do tłumienia zamieszek :)


środa, 21 września 2016

30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Dzień 21




Dzień 21: Ulubiony model kawalerii (także powietrznej lub pancernej)?

Bardzo szeroka kategoria, ale mam tu faworytów - stosunkowo niedawno wydane modele Varanguardów do Age of Sigmar zamiatają wszystko, co można zamieść. Zachwycałem się nimi od jakiegoś czasu, co ostatecznie zaowocowało nabyciem pudełka, a było to w lipcu (o tutaj o tym pisałem) od tamtego czasu zdążyłem ich złożyć i przygotować do malowania. Wrażenia?

- przy składaniu wszystko pasuje jak ulał. Mam obecnie na warsztacie trochę figurek, m.in. Varanguardów, Slaughterpriesta, zestaw Start Collecting: Daemons of Nurgle, trochę staroci, giganta itd. Do jakości najnowszych produktów GW, w tym do Ruinujących Rycerzy, nic się nie umywa. O ile przy starych jest trochę łatania dziur i luk, tak przy nowych - bajka. Można złożyć i malować.

- wzory tych modeli, przepraszam za łacinę, urywają dupę przy samej dupie. Dynamika, bogactwo i dokładność wykonania zdobień, moc, która od nich bije... Czegoś takiego nie widziałem jeszcze nigdzie.

To są figurki, które reprezentują kolesi, którzy wrogów wciągają nosem, papierosy odpalają od płonących kontynentów, a jak mają ochotę na miód, to żują ule. Jeźdźcy apokalipsy i wcielony Chaos. A nawet jeśli to nie jest najlepsza kawaleria, to na najlepszą wygląda:)

wtorek, 20 września 2016

Hellfire Cart #2

W piątek przedstawiłem dwóch pierwszych pyzolców, dzisiaj pora na trzeciego i szefa całej tej pyzatej ferajny, czyli Cart Mastera. Widzieliśmy już nosiciela lunety (Spottera) i nosiciela miecza (Swordbearera). Ostatni cudak nosi narzędzia (Mechanic), żeby naprawiać w razie potrzeby straszną machinę destrukcji zwaną Hellfire Cartem. Zresztą, co ja będę pisał. Zobaczcie sami. Pięknoty, no nie?














30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Dzień 20




Dzień 20: Ulubiony model piechoty lub ciężkiej piechoty.

Tak sobie myślę, że muszę tu wskazać na Putrid Blightkingsów. Jeszcze ich sobie nie zdobyłem, więc praktyka może zweryfikować negatywnie moje nastawienie, ale, póki co, jestem pod wielkim wrażeniem tego oddziałku. Zestaw pozwala na złożenie pięciu brzydali w bardzo licznych konfiguracjach.

Był kiedyś czas, gdy armie do warhammera składały się z klonów. 20 czy 30 identycznych ludków, plus ewentualny command group. Era klonów się skończyła i po niej nastał czas Trójpolówki - piszę "Trójpolówki", bo takie mam wrażenie, że najczęściej ludki występowały w trzech wersjach, z których można było złożyć coś w miarę różnorodnego. Potem przyszedł czas składaków - osobno nóżki, osobno główki, osobno korpusiki, rączki itd. Wielka dowolność i, wreszcie, różnorodne wojska. Blightkingi to coś o level dalej. Można z tego złożyć pięciu zupełnie różnych kolesi, a każdy o aparycji nurglowego herosa! Liczba bitsów, którą szacuję na podstawie wersji figurek, które krążą po sieci, jest naprawdę duża i pozwala na odrobinę modelarskiego szaleństwa.

Nie wiem jeszcze kiedy, ale postanowiłem, że sobie takich nabędę i pomaluję. O!

poniedziałek, 19 września 2016

30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Dzień 19



Dzień 19: Twój ulubiony model bohatera?

Ot, i kolejna zagwozdka. Trudno mi określić jednego faworyta, ale sądzę, że wypada, żebym uhonorował w ten sposób pierwszy model jakiego zdjęcia opublikowałem na shadow grey. Ba! Model, z którego byłem na tyle zadowolony, że zdecydowałem się w ogóle zacząć prowadzenie bloga! Jest to nie kto inny a Liczmistrz Heinrich Kemmler. Figurka tak klasyczna, że niemal stanowiąc wzorzec klasyczności. Mimo swego wieku wcale nie zdziadział - wciąż może robić i robi wrażenie. Przyznam, że trochę się zestarzały ciuchy i sprzęt Henia - może trochę je czuć kulkami na mole, bo są na maksa takie, jak to w latach 80 ubiegłego wieku bywało. Ale jakoś mnie to nie razi.
Dość gadania. Pozwólcie, że przypomnę kilka starodawnych zdjęć:




niedziela, 18 września 2016

30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Dzień 18




Dzień 18: Ulubiony bohater niezależny z uniwersum

Stary Warhammer był kopalnią sympatycznych bohaterów. Choćby, najbliższe mi, postacie rodem z podręczników do krasnoludów. Król Kazador z Karak Azul, Gotrek, Josef Bugman, Burlok Damminson... Każdy miał swoją historię i charakter.

Spośród nie-krasnoludów, fajną postacią jest Karl Franz. Właściwy człowiek, na właściwym miejscu. Gdyby nie on, koniec świata nastąpiłby pewnie kilka lat wcześniej. Jego współpracownik Kurt Helborg też sroce spod ogona nie wypadł.

Wielu ciekawych bohaterów ma Chaos. Be'lakor - książę chaosu niepodzielnego, przez dowcip bogów skazany na wieczne poszukiwanie i koronowanie kolejnych wybrańców. W międzyczasie, pod zmienionym nazwiskiem, rezydent krateru pośrodku Mordheim. Archaon - jeden z tych wybrańców, chyba najskuteczniejszy, jaki się trafił. Niebiescy Skrybowie - dwa horrory Tzeentcha, z których jeden umie pisać, a drugi czytać, a którzy zostali posłani, by zgromadzić wszystkie zaklęcia jakie istnieją, co ma przywrócić Tzeentcha do jego minionej chwały najpotężniejszego boga Chaosu...

Nawet więcej ciekawych postaci siedzi w WH40k. Gdzieś na czele stawki jest Horus - największy frajer wszechczasów, który dał się sprowokować agentom Chaosu do rozkręcenia Herezji! A po co to zrobił? By zapobiec wydarzeniom, których by nie było, gdyby nie ta cała Herezja (czyli zmiany ustroju wszechświata na teokratyczno-komunistyczny). Z ludków mniejszego kalibru, lecz nie mniejszego klimatu, wymienię, na przykład, Last Chancers - Parszywa Dwunastka w wersji warhammerowej.

Nie mam jednego faworyta, więc wskażę po kilku, z podziałem na systemy:

WFB/Stary Świat:

Krasnoludzcy bohaterowie specjalni - za to, że każdy z nich naprawdę miał swój charakter, w tym specjalne wyróżnienie dla Gotreka Gurnissona - za totalną epickość w zupełnie nieepickim świecie
Karl Franz - za to, że był właściwym człowiekiem na właściwym miejscu we właściwym czasie
Kurt Helborg - za legendarne wąsiska, które po upadku Starego Świata przekonały mnie do AoS (zachęcam do sprawdzenia w warscrollu Kurta H. co w nich fajnego)  :D
Be'lakor - daemon prince, któremu w życiu nie poszło. I po części za to, a po części, że siedział pośrodku Mordheim pod zmienionym nazwiskiem, gromadził kamyki i siał grozę ;)

AoS:
Archaon - za to, że jest zaczątkiem jakiegokolwiek fluffu w tym wciąż niedopracowanym systemie.

WH40K:
Horus - leszcz, którego Chaos przerobił na łosia
Ahriman - czarnoksiężnik, który spieprzył zaklęcie naprawdę koncertowo
Kaldor Draigo - największy badass wśród największych badassów w najbardziej badassowej okolicy
Pułkownik Schaeffer i jego Last Chancers - parszywa dwunastka w wersji 40k - ocieka klimatem jak Guilliman zajebistością ;)

Z tego wszystkiego kilku ludków zdarzyło mi się malować. Na przykład daaawno temu zresztą, bo ze 12 lat będzie chyba, malowałem dla znajomego Kurta Helborga. Wyglądał tak (zdjęcia robione kartoflem przy świecach):






Inny przykład to Król Kazador z Karak Azul (który kiedyś już gościł na shadow grey):