poniedziałek, 29 lutego 2016

Luty 2016 - podsumowanie

Jak się powie "a", trzeba powiedzieć "b". Skoro w ostatni dzień stycznia podsumowałem miesiąc na shadow grey, chcąc być konsekwentnym, dziś w ostatni dzień lutego również krótkie podsumowanie.

W lutym na blogu pojawiło się 12 nowych postów (plus niniejsze podsumowanie). Niby mniej, niż w styczniu, ale i miesiąc był krótszy - udało mi się zrealizować cel utrzymania tempa trzech postów na tydzień (wtorek-czwartek-sobota).
Po mocno krasnoludzkim styczniu luty był raczej chaotyczny. Wprawdzie kilka krasnoludzkich postów się pojawiło:

Górnicy #4
Krasnoludzki wózek

Górnicy - cały oddział

... jednak prym wiodły modele, które w przyszłości wejdą w skład hordy Archaona:

Wojownicy Chaosu, cz. 1
Czarnoksiężnik Chaosu
Wojownicy Chaosu, cz. 2
Wojownicy Chaosu, cz. 3
Chaotyczny Dyrektor

Frakcje inne niż krasnoludy i chaos były również reprezentowane, przez Trolla, z drużyny zielonoskórych, a także przez Mantikorę, którą zaprezentowałem w ramach lutowej edycji Figurkowego Karnawału Blogowego (hasło przewodnie: Pupil), a która, biorąc pod uwagę orientację polityczną właściciela (Dietera Hellsnichta), nominalnie łapie się do nieumarłych.

Na blogu pojawiły się także dwa posty techniczno-narzędziowe:

O super kleju historia krótka
Instalacja pneumatyczna - rozbudowa

W sumie, przez blog w lutym przedefilowało:
- pięciu krasnoludzkich górników (dopełniających oddział do pełnej 20),
- dziesięciu wojowników Chaosu
- jeden czarnoksiężnik
- jeden chaotyczny lord na demonicznym rumaku
- jeden troll
- jedna mantikora
- jeden konik ciągnący wózek
Razem dwadzieścia modeli, czyli całkiem nieźle.

Na zakończenie plany na marzec:
- powrót do Talismana - Magii i miecza,
- coś z Reapera,
- coś krasnoludzkiego i/lub chaotycznego, w zależności od postępów prac (może nawet z Archaonem się wyrobię),
- być może jacyś Blood Angels.

Dziękuję czytelnikom i zapraszam w kolejnym miesiącu:)










sobota, 27 lutego 2016

Chaotyczny Dyrektor

Dowodzenie hordą Chaosu to niełatwe zadanie, wymagające obok niepospolitych przymiotów ciała i umysłu, nielichych umiejętności managerskich. Wszak przy tak zdywersyfikowanym i multidyscyplinarnym zespole o tarcia i nieporozumienia nietrudno. I tak, codzienne życie wodza to wieczne kłopoty z wyznawcami Nurgle'a, obejmujące ich notoryczne ignorowanie wytycznych Sanepidu i przepisów BHP, że o badaniach okresowych nie wspomnę. To wysłuchiwanie ciągłych oskarżeń o napastowanie i nieprzestrzeganie dress code'u wysuwanych wobec Slaaneshytów. To radzenie sobie z niechęcią zwolenników Tzeentcha do dopasowania się do obowiązujących procedur (ciągle by tylko wszystko zmieniali). To wreszcie radzenie sobie z agresywnym zachowaniem wyznawców Khorne'a wobec współpracowników, a nawet przedstawicieli firm zewnętrznych.

Z tych wszystkich powodów Archaon, jako skuteczny manager, deleguje część zadań i powierza je kierownikom niższego szczebla. Dziś na blogu właśnie jeden z takich dyrektorów pionu, albo, jeśli ktoś woli, zaufanych poruczników Wielkiego Marszałka Apokalipsy ;)

Na zakończenie dwie uwagi:
1. To jest naprawdę ciężka figurka - zarówno koń jak jeździec są metalowi. Kilo żelaztwa po prostu:)
2. Ten model ma jedną cechę, która w moich oczach jest wadą - lewa ręka Pana Chaotycznego jest zmutowana i zredukowana do macki trzymającej tarczę. Strasznie mi się to nie podoba, bo co to za lord, który ma jakąś tam mackę zamiast użytecznej ręki! Więc mackę wyciąłem i zrobiłem rękę.
Tyle. Pozdrawiam i zapraszam do obejrzenia modelu:







czwartek, 25 lutego 2016

Figurkowy Karnawał Blogowy - ed. XVIII - Pupil


Gospodarzenie osiemnastej edycji FKB przypadło w udziale komitetowi w składzie Neph&Bird, czyli autorom blogu Tabletop Bastards. Blog wprawdzie działa od dość niedawna, ale nie przeszkodziło to jego twórcom w zaproponowaniu na ten miesiąc ciekawego tematu. Koncentrujemy się na modelach stworów-potworów i innych zwierzaków, które mogą być określone słowem "pupil". Temat szeroki i przyjemny, bo pasujących doń świetnych figurek jest zatrzęsienie. Grzechem byłoby więc nie znaleźć czegoś pod tak wdzięczny temat! Przejrzałem zatem zawartość szuflad i znalazłem coś odpowiedniego. Moja propozycja to...

Klasyczna mantikora

Figurkę udało mi się lata temu nabyć w okazyjnej cenie z drugiej czy nawet trzeciej ręki. Niestety jakiś okrutnik rozdzielił zwierzątko od jeźdźca - Dietera Hellsnichta - i nabyłem mantikorę solo. Kto to Dieter Hellsnicht? Czarownik, rodem z Middenheim, który usłyszał zew Nagasha i zszedł na złą drogę, a następnie dorobił się złowrogiego tytułu The Doomlord. Wszystko to w pradawnych dziś czasach V edycji. Doomlord miał śmiały plan! Zamyślał przeprowadzenie rytuału powołującego do nie-życia nieboszczyków z miejskich Middenheimskich cmentarzy i zapanowanie z ich pomocą nad miastem. Buahahahaha! Niestety, a może stety, Wysoki Kapłan Ulryka z ekipą Rycerzy Białego Wilka wpadli na jego trop i Hellsnicht musiał salwować się ucieczką (na grzbiecie mantikory). Dodam jeszcze, że gracze-warhammerowicze mogli w jego imieniu zemścić się na Middenheimczykach - nekromanta i jego nieumarła horda stanęli przed szansą pogromienia Imperialistów w bitwie, której scenariusz był zamieszczony jako przykład w undeadowym army booku.
Tyle o Dieterze, teraz trochę o jego wierzchowcu. Mantikora, jak twierdzą stare inkunabuły, na przykład Warhammer Battle Book (V ed.), należała do najbardziej dzikich i nieprzewidywalnych stworów, jakie można było napotkać na piątoedycyjnych warhammerowych stołach. Wzbudzało toto terror, latało, i było tak wściekłe i rozszalałe, że obecność w armii mantikory wykluczała obecność jakiegokolwiek innego stwora-monstera, którego wredna mantikora z automatu by zaatakowała. Mało tego! Jeśli się już wystawiło mantikorę, to konieczne było przeprowadzanie dodatkowych testów Ld, a w przypadku ich niepowodzenia - sprawdzenie w specjalnej tabelce co się dzieje. Przy skrajnym pechu potwór mógł się zbuntować i odlecieć w szeroki świat unosząc ewentualnego jeźdźca.

Swoją mantikorę pomalowałem w kolory będące pewnego rodzaju hołdem dla wersji znanej z podręcznika Undeadów z V edycji. Skóra jest więc żółta. Grzywa i futro - czerwonawe. Nie przekonałem się jedynie do czarnych skrzydeł i ogona - stwór w barwach flagi Niemiec wyglądałby dziwnie. Bez Dietera na grzbiecie maszkara wyglądała jakoś tak chudo, więc uzupełniłem braki w grzywie solidną porcją green stuffu. I to by było tyle. Przed Państwem straszna mantikora Dietera H.







wtorek, 23 lutego 2016

Wojownicy Chaosu, cz. 3

Dzisiaj zamykamy pierwszą dziesiątkę chaośników. Ostatnia trzyosobowa grupka składa się z dwóch zwyklasów i championa, którego od szeregowców odróżnia złoty i bardziej rogaty hełm i nieco wyższa skałka, na której stoi.



sobota, 20 lutego 2016

Instalacja pneumatyczna - rozbudowa

Zeszły rok był dla mnie mocno innowacyjny, jeśli chodzi o stosowane przy malowaniu techniki, środki i narzędzia. Największą zmianą było chyba wprowadzenie do arsenału aerografu.

Jak można było przeczytać TUTAJ, do samego aerografu i prostego kompresora dorobiłem sobie instalację zasilania w powietrze wyposażoną w zbiornik wyrównawczy. Działało nieźle, ale mogło lepiej. Po okresie testowania dokonałem więc szeregu poprawek i ulepszeń.

Od razu chciałbym zaznaczyć jedno, co może nie dość mocno zaakcentowałem w podlinkowanym powyżej czerwcowym poście. Sprężone powietrze może być niebezpieczne jak jasna cholera. Napompowana ponad miarę i niezabezpieczona odpowiednio instalacja może przy skrajnym pechu zadziałać jak bomba, tzn. wybuchnąć sypiąc naokoło metalowymi elementami. Przy pechu nieco mniejszym - jak wiatrówka, wystrzeliwując losowy element w losowym kierunku ze znaczną energią.
Lepiej się tym nie bawić, jeśli się nie wie, co się robi. Ja zabrałem się do tego projektu Zrób-To-Sam, żeby się czegoś nauczyć i sprawdzić teorię w praktyce, ale, co ważne, jakieś pojęcie o teorii (i drobne o praktyce) przystępując do roboty już miałem. Co więcej, miałem możliwość skonsultowania wszelkich wątpliwości z ludźmi, którzy na mechanice i pneumatyce zęby zjedli. To tak, jak z elektrycznością - jest fajnie i bezpiecznie, dopóki człowiek  trzyma się pewnych reguł. Ale ryzyko jest.
No to postraszyłem. Może lekko przesadzam, ale wolę tak, niż jakby ktoś się zapalił do majstrowania, czegoś nie dopatrzył, o czymś zapomniał i wystrzelił się na orbitę.

Tyle trucia, teraz do rzeczy: obecny układ wygląda następująco:




Jak widać (albo i nie), zaraz za kompresorem dodałem zawór zwrotny (ta srebrzysta tulejka). Mówiąc najprościej, jest to urządzonko, które puszcza powietrze tylko w jedną stronę. W środku ma otworek, do którego za pomocą sprężynki jest dociskana kulka - jak powietrze leci we właściwą stronę, trafia na zaślepiony otworek i odsuwa kulkę ze swojej drogi. Jak przestaje lecieć, albo próbuje lecieć odwrotnie niż powinno - kulka tkwi w otworku. Proste, ale cwane. Ktoś mógłby zapytać po co to? Zamysł był taki, żeby nieco odciążyć kompresor, poprzez zapobieżenie cofaniu się powietrza ze zbiornika. I chyba się udało.

Na wyjściu z zaworu podłączyłem wąż, którym powietrze dociera do czwórnika. Stąd, oprócz wlotu, mamy trzy wyloty. Jeden, do góry, na zawór bezpieczeństwa. Drugi, w dół, do zbiornika. I trzeci, do przodu, na reduktor. Jak już przy reduktorze jesteśmy - jak można zobaczyć na starszych zdjęciach, wcześniej był on umocowany bezpośrednio do kompresora, tam, gdzie teraz zawór zwrotny. Przeniesienie go w nowe miejsce to z pewnością najpoważniejsza zmiana, jaką wprowadziłem, przede wszystkim dlatego, że spowodowała wzrost ciśnienia w zbiorniku, które dopiero później jest obniżane do wartości roboczej. Żeby wiedzieć, jak się sprawy mają, przed reduktorem dodałem manometr. Teraz na jednym zegarku mogę odczytać ciśnienie w zbiorniku, a na drugim ciśnienie za reduktorem (czyli to, co trafia na aerograf).
Co mi to wszystko dało? Sporo. Teraz cały ten układ w końcu działa tak, jak trzeba. Sprężarka pracuje aż w zbiorniku ciśnienie wzrośnie do 3,4 bara, potem presostat wyłącza pompę. Następnie można korzystać z powietrza ze zbiornika, a kompresor sobie odpoczywa, aż do momentu, gdy ciśnienie spadnie do 2,6 bara - wtedy sprężanie znów się włącza i znów dobija do 3,4 bara.
Przychodzi mi do głowy jedna wada tego układu - pochłaniacz wilgoci z powietrza jest za, a nie przed zbiornikiem, czyli pewnie co jakiś czas trzeba będzie wypuszczać z baniaka wodę.. Innych wad póki co nie widzę:)

Ostatnia rzecz, którą dołożyłem to szybkozłączka na 1/8 cala do przyłączania aerografu do węża. Tutaj widzę same zalety i zero wad:) Przyłączenie i odłączenie aerografu to kwestia jednego stuknięcia, co więcej zaworek działa trochę jak wentyl w kole w samochodzie i sam z siebie powietrza nie puszcza - tym samym rozłączenie układu, np. żeby umyć aerograf, nie powoduje konieczności wyzerowania ciśnienia w zbiorniku :)

czwartek, 18 lutego 2016

Troll

Nie wiem, jakim cudem, ale uchował mi się troll z BoSP, którego jeszcze tu nie prezentowałem. No to dzisiaj prezentuję. Malowany dawno temu, ale wygląda (chyba) dość ładnie.






wtorek, 16 lutego 2016

Wojownicy Chaosu, cz. 2

Dzisiaj kolejna partia wojaków chaosu - tym razem czterech, a wśród nich muzykant z rogiem.
Przy tej okazji słowo o podstawkach. Zastosowałem trochę nietypowe w mojej opinii zestawienie kolorów, które chyba jednak się sprawdza. Podstawki oklejone kawałkami korka i piaskiem pomalowałem na Ratskin flesh. Na to poszedł wash Agrax earthshade. Gdy wysechł - drybrush Karak stone po całości. Na koniec pigment w kolorze szaro-brązowego pyłu (trochę przypomina kolorem stary Graveyard earth), którym utytłałem też buty, tarcze i płaszcze wojaków. Na koniec - kępki trawy Middenland tufts. Ja tam jestem zadowolony z efektu:)


sobota, 13 lutego 2016

Czarnoksiężnik Chaosu

W ramach tworzenia orszaku godnego Archaona zaopatrzyłem się, między innymi, w plastikowego Chaos Sorcerer Lorda.
Bardzo przypadła mi do gustu ta figurka - jest wyjątkowo przyjazna w malowaniu, a i prezentuje się dość fajnie. W sieci sporo widziałem naprawdę mistrzowsko pomalowanych. Mój mistrzowski nie jest, ale sądzę, że prezentuje się przyzwoicie. Taki tabletop+ ;)
Czarownik dostał tak samo wykończoną podstawkę i te same kolory co Wojownicy, których pierwszą grupkę można już było obejrzeć. Srebrno-złoty pancerz, tekstylia w kolorze pożółkłej kościanej bieli, elementy skórzane - w brązach. Dla urozmaicenia kombinacji motyw oka pomalowałem na około turkusowo.






czwartek, 11 lutego 2016

Górnicy - cały oddział

Krasnogórnicy gościli na shadow grey przez cztery wtorki, przegląd szczegółowy uznaję więc za odhaczony:) Dzisiaj, w ramach posta czwartkowego, podsumowujące temat fotki grupowe.

Jak widać poniżej, po ustawieniu oddziału w całości, rzuca się w oczy lekki atak klonów. O ile zazwyczaj nie lubię tego efektu, tak w przypadku zdyscyplinowanych krasnoludzkich oddziałów ma to swój urok. Podobnie, jak w przypadku wojowników, umieściłem całą dwudziestkę na oddziałowej podstawce. Każdy jeden brodacz dostał też pod stopami magnesik, który go na wspomnianej podstawce przytrzymuje.

Nie przedłużając - przed Państwem krasnoludzcy górnicy w komplecie.



wtorek, 9 lutego 2016

Wojownicy Chaosu, cz. 1

Po wieeelu wtorkach krasnoludzkich przyszła pora na odrobinę chaosu:)

Żeby Archaonowi nie było smutno samemu zacząłem szykować mu obstawę. Na początek - dziesięciu wojowników chaosu w niepodzielnym aspekcie (Chaos Undivided). Może ostatecznie dorobię jeszcze dwóch do pełnego tuzina, ale póki co - dycha.

Plan był taki, żeby zrobić ich trochę na modłę Iron Warriorsów z WH40K. Z żółto-czarnych pasów zrezygnowałem (z bólem), bo nijak mi do fantasy nie pasowały. Płaszcze i sztandar pomalowałem na kościaną biel. Futra i elementy skórzane - brązowe. Wypróbowałem na pancerzach Vallejo Liquid Silver i jest to najlepsza srebrna farba, jaką do tej pory testowałem. Świetnie kryje, ładnie błyszczy. Jedyny mankament taki, że obok zwyczajowo obecnej na biurku wody, trzeba dostawić pojemnik z alkoholem. Ale skoro i tak jest potrzebny do pigmentów, tym bardziej warto miejsce nań wygospodarować.

Tyle opowieści na dziś. Przed Państwem trzech pierwszych wojaków - w tym chorąży (żeby nie było za nudno wymyśliłem sobie podzielić dziesiątkę na trzy raty i w każdej z nich upchnąć kogoś z command group).





sobota, 6 lutego 2016

Krasnoludzki wózek

Zestaw Battle of Skull Pass poza figurkami zawierał też nieco ciekawych dodatków. Jednym z nich był krasnoludzki wózek ciągnięty przez wyjątkowo sympatycznego kucyka. Na wózku piętrzą się różne flaszki, koce, jest jakaś tarcza, pistolet, prócz tego sama konstrukcja wygląda na mocno pancerną - aż szkoda tego małego konika.
W ramach akcji podstawkowania wszystkiego, co się da zapodstawkować, zainstalowałem wózek na podstawce motocyklowej z WH40K - zwykła konna była za krótka, a na taką ładnie się wszystko zmieściło.

Dodam jeszcze, że pracuję nad konwersją na bazie drugiego takiego wózka. Paka będzie nieco odchudzona, ale za to na wózku planuję umieścić krasnoludzkiego woźnicę :)






czwartek, 4 lutego 2016

O super kleju historia krótka.

Chciałem dzisiaj wrzucić fotki grupowe górników, ale przypadkiem trafiłem na lepszy temat, więc górnicy będą za tydzień, a tymczasem parę słów na temat kleju.

Klej cyjanoakrylowy przy składaniu figurek bardzo potrzebny jest. Kropka. Można sobie bez niego jakoś poradzić przy plastikach, ale i tak się przydaje. Natomiast w przypadku klejenia żywicy czy metalu trudno by było mi się bez jakiejś wariacji super glue. Niestety, szeroko dostępne wersje klejów tego typu występujące w tubkach mają szereg wad. Na przykład:
1. Klej często wyciska się z tubki w takiej ilości, w jakiej mu się spodoba, więc nanoszenie go bezpośrednio na to, co chcemy skleić to marny pomysł, chyba, że chcemy zalać wszystko w cholerę i na dokładkę posklejać sobie palce. Oczywiście można wyciskać na jakąś podkładkę i nanosić szpilką czy inną wykałaczką, ale to komplikuje i wydłuża proces klejenia oraz generuje niepotrzebne straty niewykorzystanego kleju.
2. Czubek tubki często się zakleja i zatyka, a zatyczka/zakrętka lubi się do niego przylepić.
3. Sama blaszana tubka lubi czasem pęknąć, a jej zawartość potrafi szybko zaschnąć.

Pewną alternatywą jest super klej w żelu, pozbawiony części powyższych wad - nie rozlewa się, łatwiej go kontrolować. Ale nie jest to jedyna opcja, o czym przekonałem się ostatnio robiąc zakupy w Carrefourze. Na regale z chemią (kleje, rozpuszczalniki itd.) znalazłem super glue Pattex S.O.S. Super Klej w buteleczce 5g z pędzelkiem. Nabyłem drogą kupna (zapłaciłem coś koło 13 złotych) i stwierdzam po wstępnych testach, że warto było. Nanoszenie kleju jest dużo prostsze i bezpieczniejsze niż wyciskanie z tubki. Pędzelek jest sztywniejszy i twardszy niż te, które można znaleźć w niektórych wersjach klejów polistyrenowych, ale robi, co do niego należy. Nakrętka jest ciekawa i specyficzna - w celu zamknięcia, nakłada się ją na buteleczkę i przekręca dość nieznacznie (mniej niż 90 stopni), a ona "zaskakuje" i trzyma się. Wot, technika. Dodatkowo rzeczona nakrętka ma po bokach "uszy", które zapewne mogą pomóc w odkręcaniu, gdyby się przykleiła do szyjki butelki, choć póki co w przypadku mojego nabytku nic nie wskazuje, żeby się coś tam miało do czegoś przykleić. Ale czas pokaże, jak to wszystko się będzie spisywać. Buteleczka wygląda tak:




Kwestie ekonomiczne. Przy cenie 13 zł za buteleczkę wychodzi 2,60 zł za gram kleju. Widziałem, że w Leroy Merlin (wg ich strony) cena za buteleczkę jest niższa - 9,60, czyli mniej niż 2 zł za gram. Tak czy siak, jest drożej niż za byle jaki klej w tubce (najtańszego no-name'a można kupić za niecałe 1,50 za 2 czy nawet 3 gramy). Porównywalnie pewnie zapłacilibyśmy za jakiś porządniejszy. Ale kupując tubkę, trzeba się tylko liczyć z tym, że wracamy do stanu rzeczy, który opisałem na wstępie, a który, moim zdaniem, jest wysoce upierdliwy. Co kto woli.

Jeśli podczas użytkowania ujawnią się jakieś wady, albo nagle odkryję nowe zalety - zrobię uaktualnienie. A gdyby ktoś miał lepszą receptę na problemy z super klejem stanowczo zachęcam do podzielenia się :)

wtorek, 2 lutego 2016

Górnicy #4

W temacie górników dziś w końcu jakaś odmiana - ostatnia piątka zawiera command group. Mamy championa-sztygara z latarnią w ręku, chorążego z latarnią zwisającą z niesionego weksylium i muzyka z mechanicznym ustrojstwem przypominającym skrzyżowanie akordeonu, tuby i katarynki. Niestety bez latarni:)