czwartek, 28 maja 2015

Krasnolud - Slayer (#1)

Jedną ze sztandarowych jednostek warhammerowych krasnali są zabójcy. Rudo farbowane grzywy i brody, oszczędna garderoba i maniakalny wyraz twarzy nieomylnie wskazują nieustraszonego osobnika zdeterminowanego do zmycia z siebie jakiejś hańby przez krasnoludzką wersję sepuku, czyli poszukiwanie śmierci w bezpośredniej walce z możliwie jak najpotężniejszym wrogiem. Aż do skutku. W czasach, gdy zdarzało mi się grać w battle'a, praktyka była nieco inna - nieopancerzeni i nigdy nie uciekający zabójcy byli w miarę możliwości zdejmowani zmasowanym ostrzałem tchórzliwych wrogów nie wiedzących co to honor.
Ale jak by nie było, figurki z nich świetne - charakterystyczne, jaskrawe i klimatyczne. Dzisiaj na blogu pierwszy z serii slayerów. Ilu będzie w sumie - jeszcze nie wiem. Na pewno minimum pięciu. Zapraszam do oglądania :)

 



niedziela, 24 maja 2015

Unboxing - Chaos/Gorebeast Chariot

Dawno nie było rozpakowywania czegoś uprzednio zapakowanego. Żeby coś z tym zrobić, dziś zapraszam do przyjrzenia się zestawowi z chaotycznym rydwanem do WFB. Wyprodukowanemu oczywiście przez Games Workshop.



Box, jaki jest, każdy widzi. Żadnych ekstrawagancji jeśli chodzi o rozmiar, formę czy kolory tu nie ma. Wszystko po staremu. Zgodnie z informacjami na pudełku jego zawartością jest pojedynczy model, co jest w zasadzie prawdą, ale nie do końca, bo jedną z dostępnych opcji jest złożenie dwóch osobnych modeli, tj. pieszego bohatera na kwadratowej podstawce 25mm i samego rydwanu. Ale niech im będzie.

Wewnątrz pudełka znajdziemy coś takiego:

Tradycyjnie, jest ulotka-instrukcja, są ramki z częściami (plastikowe, ma się rozumieć), sztuk trzy, oraz dwie podstawki - rydwanowa prostokątna ~100x50 mm i wspomniana wyżej kwadratowa 25 mm.

Przed szerszym omówieniem elementów wchodzących w skład zestawu prononuję rzut okiem na ramki. Są, jak wspomniałem trzy, na poniższych zdjęciach pokazane z obu stron.
 





Części na spruesach jest sporo, jednak nadmiar bitsów jest dość niewielki, z jednym wyjątkiem - ponieważ zestaw umożliwia złożenie rydwanu albo ciągniętego przez dwa koniki albo przez zmutowanego stwora, po złożeniu zostanie nam niewykorzystana opcja. Koniki są dość ładne, trochę zbliżone do wierzchowców marauderów, jednak nieco ciężej opancerzone, z grubymi karczychami i rogami - robią wrażenie "napakowanych". Mają coś jakby siodła, więc można z powodzeniem kogoś na nich pousadzać. Gorebeast z kolei trochę przypomina hybrydę warana z komodo z gorylem - ciężkie, sękate, opancerzone cielsko, niby czteronożne, ale przednie kończyny przypominają trochę małpie łapy. Jest w tym modelu coś w stylu starych figurek do Chronopii, choć jakością odlewu i samej rzeźby przebija je o kilka rzędów wielkości. Każda z "opcji napędu" ma przypisane odpowiednie lejce - sznurkowe dla koni i łańcuchowe dla warana.

O samym rydwanie słów kilka - można zbudować wersję lżejszą lub cięższą, bo mamy do wyboru dwie przednie płyty - ażurową i pełną. Obie dość sympatycznie się prezentują. Spod podwozia sterczą rogi czy kły jakiegoś wielkiego stwora (zestaw zawiera dwie różne pary do wyboru). Kolejna kwestia wymagająca decyzji to wykończenie sterczących w górę "antenek" - można ponadziewać na nie czaszki albo założyć na każdą chaotyczną gwiazdę. Właściwie to czaszek nie sposób uniknąć, bo gwiazdy też są ponadziewane czaszkami:P

Załoga rydwanu składa się z dwóch złowrogich jegomościów. Woźnica - półnagie, na kartoflach (i sterydach) chowane wielkie chłopisko z batem w jednej ręce i lejcami w drugiej, to raz. Ciężkozbrojny i opancerzony pasażer to dwa. Tutaj znowu czekają nas decyzje - dla woźnicy mamy dwie różne głowy (dość dziwne hełmy, z "dziobem" z tyłu, ale wyglądają ok). Dla pasażera głów aż sześć, z tego dwie w hełmach (w stronę Chaos Undivided) a cztery odkryte, po jednej pod każdego z czterech bogów. Generalnie z tego zbrojnego to kawał zbója. Spokojnie się nadaje na pieszego bohatera, nawet lorda, bo prezencję to ma nienaganną. Można mieć kaprys i narzucić mu na zbroję rozwianą pelerynę - w klocku piechoty wprawdzie nieustawna zupełnie, ale na rydwanie może wyglądać bardzo ciekawie. W kwestii broni wyboru wielkiego nie ma - jest halabarda, flail albo wielki topór (jeden trzonek, wymienne końcówki).

Całość robi dobre wrażenie. Jakość odlewów jest wysoka - linie podziału formy są, o ile można to ocenić przed powycinaniem, w łatwo dostępnych, a co za tym idzie, prostych do wyrównania miejscach. Kanaliki doprowadzające tworzywo do elementów raczej cienkie, wyglądają na nieupierdliwe, więc raczej nie przewiduję mordęgi z wycinaniem. Opcji złożenia jest sporo, choć (z wyjątkiem głowy dla wojaka) obejmują po dwie alternatywy i koniec. Po wszystkim na pewno trochę bitsów zostanie, ale szału i żniw pod kątem przyszłych konwersji raczej nie ma, szczególnie w kontekście praktycznie zerowego nadmiaru broni. Duży plus to niewątpliwie nadliczbowe zwierzaki.
Reasumując - naprawdę dobry zestaw dla składacza, mniej dla fana części do konwersji.

piątek, 22 maja 2015

O "chaosie" słów kilka

Ostatnimi czasy wiele się w świecie Warhammera dzieje. Wszystko szlag trafia, bohaterowie padają jak u Martina, nieumarli swoje, skaveni w natarciu, zieloni się burzą, a od północy (i zapewne także południa) idzie to co zwykle w trudnych czasach, czyli chaos. Straszny, niepojęty chaos. Przy tej okazji wzięło mnie na refleksje, a za refleksjami poszły wnioski.


Warhammerowy chaos, to nie chaos! Ci, co to wymyślili nadali szumną nazwę czemuś, czemu do chaosu bardzo wiele brakuje. Bałagan, anarchia, alternatywny porządek, zgoda. Ale chaos? Litości.
O chaosie, a raczej Chaosie pisał Parandowski w "Mitologii". Na pomysł wpadli starożytni Grecy. I wymyślili wielkie niewiadomoco, wymieszane idee i pomysły, materia bez formy, poza czasem, bo jak był Chaos, to czasu jeszcze nie było. Nieskończone możliwości, potencjał, moc. Trudne do ogarnięcia ludzkim umysłem. Ciekawa konstrukcja myślowa, paradoks na paradoksie. Moim skromnym zdaniem elegancko sobie to goście w białych prześcieradłach wykoncypowali.

A warhammerowy chaos? Przede wszystkim jest to twór wybitnie uporządkowany i usystematyzowany. Generalnie do ogarnięcia. Są cztery (w porywach do pięciu jeśli ktoś pamięta Malala, albo sześciu, jeśli Chaos Niepodzielny uznać za osobną kategorię) pięknie scharakteryzowane główne aspekty, każdy ma przypisaną z góry ikonografię i heraldykę, określone kolory, symbole, zady i walety, etc. Chaos w WH jest dziwnie antropomorficzny i nie chodzi mi tylko o to, że Bloodlettersi, Plaguebearersi, Demonetki czy nawet Horrory mają (w większości) łatwe do wskazania rączki i nóżki, u góry kadłubka jest zazwyczaj zatknięta głowokształtna głowa. Khorne, Nurgle et constortes, jak się zastanowić, nie wykraczają zbyt daleko poza szablon personifikacji mniej lub bardziej przyjemnych cech ludzi. Nie bardzo trafia do mojego przekonania fakt, że chaos równa się mieszanina złości, seksu, kupy i magii mieszkająca w innym wymiarze. Dupa, nie chaos, powiadam. To jest chaos pokonany, już porządek właściwie.

Dlaczego jest jak jest? Może dlatego, że idea chaosu bezkształtnego, nieforemnego i bezczasowego jest mało sensowna ekonomicznie? W końcu jak zrobić figurkę czegoś, co istnieje poza czasem i przestrzenią, o ile w ogóle słowo "istnieje" jest właściwe, bo skoro jesteśmy przy czymś, do czego nie można zastosować koncepcji czasu i przestrzeni to ludzki słownik się wykłada równo. Nie wiadomo jeszcze do końca, co będzie po końcu świata. Może chaos się bardziej uchaotyzuje? Bąble rzeczywistości w czymś muszą pływać - a nuż będzie to prawdziwy Chaos? Pożyjemy, zobaczymy.

Kończąc dodam, że ma dotychczasowy warhammerowy "chaos" swój urok. Ja osobiście szczególnie do wojowników chaosu mam sentyment. Kojarzą mi się z jeźdźcami Thulsa Dooma z "Conana Barbarzyńcy". Poza tym jako armia są ekonomiczni - kilku na krzyż i jest wojsko. Do tego przyjemnie się ich maluje. Powyższe przemyślenia obudziły we mnie chęć odświeżenia i poszerzenia swojej hordy chaosu-niechaosu. Bo może to nie jest chaos, ale klimat ma:) I na blogu postaram się dać temu wyraz:)

Na zakończenie-zakończenie - jak ktoś chce poczytać o Chaosie przez wielkie C, to polecam książkę "Inne pieśni" J. Dukaja. Tam to mamy chaos z prawdziwego zdarzenia! Bezkształtny, nieforemny czysty rozkład. A walka z nim polega na próbie narzucenia mu zdefiniowanej formy. Mniam:)

wtorek, 19 maja 2015

Generał High Elfów na gryfie

Dzisiejszy model to zdecydowanie najdłużej malowana figurka w mojej karierze. Zacząłem malowanie w czasach, gdy Island of Blood był jeszcze względnie młodym zestawem, czyli gdzieś w pierwszej połowie 2011 roku. Zacząłem i nie skończyłem, bo się jakoś nie złożyło. Biedny gryf czekał 4 lata na dopracowanie. Czekał, czekał, aż w końcu się doczekał - pomalowałem go do końca i dorobiłem podstawkę na początku bieżącego roku. Chciałem od razu po pomalowaniu wrzucić go na bloga, ale pojawił się problem ze zrobieniem zdjęć, bo ten skubaniec ma strasznie wielką rozpiętość (nie pomaga mu także wysoka podstawka) i nie mieścił mi się na moim białym tle z kartki A4. Na szczęście istnieją też kartki A3, o czym przypomniałem sobie jakoś w zeszłym tygodniu przy okazji wizyty w sklepie:)
Jakby ktoś był ciekaw, to suche wiechcie na podstawce są zrobione z suchej trawy:) Kończąc prace nad modelem zauważyłe, że podstawka nudą wieje, a ja nie mam pod ręką nic ciekawego, żeby coś z tym zrobić. Poszedłem więc na łąkę i znalazłem odpowiednie suche zielsko. Plus lutego jest taki, że wszystko na łące jest wyschnięte. Niestety minus jest taki, że wcześnie robi się ciemno - szukałem durnych badyli długo i upaprałem się błockiem. Generalnie zalecam prowadzenie poszukiwań odpowiednich badyli na łące w dzień:)








Na koniec zdjęcia podstawki:


niedziela, 17 maja 2015

Chaos warhounds - cz. 1

Prace przewidziane na ten miesiąc powoli idą do przodu. Po pierwszej części Cadian i Hellbrucie przyszła pora na pierwszą piątkę ogarów chaosu.
Pieski stanowią forpocztę mojej hordy chaosu (hordy skromnych rozmiarów ale za to bitnej i srogiej), za którą w najbliższym czasie planuję się wziąć.  Jak pisałem pod koniec kwietnia pieski mają się od siebie różnić. Szczęśliwie złożenie 10 różnych stworów jest całkiem wykonalne, choć niektóre części (ogony i rogi) są na tyle charakterystyczne, że ciężko będzie je mocno zróżnicować samym malowaniem. Ale ten problem to dopiero kwestia drugiej piątki. A na razie ta pierwsza:











czwartek, 14 maja 2015

Warhammerowe antyki - Krasnolud z lontem

Dzisiejszy zabytek to jeden z operatorów starodawnych organków z 1988 roku - ten jegomość mógłby być ojcem krasnoluda-tragarza z organków z początków 6 ed., który pojawił się na blogu w kwietniu ;) Uwadze czytelników polecam ciekawe nakrycie głowy - kapalin z pióropuszem to coś,  czego w nowoczesnych figurkach już się nie uświadczy. Ponieważ figurka jest klasyczna, pomalowałem ją bez nowomodnych ekstrawagancji, no chyba, żeby za takową uznać delikatny efekt poświaty od tlącego się lontu. Ale na tym koniec:)








wtorek, 12 maja 2015

Figurkowy Karnawał Blogowy - ed. IX - Kontrast! (Hellbrute)

Czołem wszystkim! Witam we wpisie karnawałowym podwójnie - jako gospodarz majowej edycji FKB i jako uczestnik:) Witam i przedstawiam moją propozycję realizacji aktualnego tematu, którym jest, przypomnę, kontrast. A jest to Hellbrute z zestawu "Dark Vengeance" pomalowany nieco niestandardowo - zamiast kolorów Crimson Slaughter zdecydowałem się na barwy Iron Warriors. Kurtyna!


Iron Warriors Hellbrute

Hellbrute to figurka groteskowa, czemu trudno się dziwić, bo niby jakie miałoby być połączenie góry zmutowanego mięcha ze stertą żelastwa, broni i dziwacznych mechanizmów? Maleńka główka, olbrzymie słoniowate kończyny i kręgosłup na wierzchu. Skoro tematem jest kontrast, uznałem to za dobry start. Żeby zaś na dobrym starcie się nie skończyło dodałem w malowaniu kontrasty kolorystyczne. Jestem zdania, i pewnie nie ja jeden, że malując figurki nierealistyczne powinno się stosować kontrastujące kolory. Tą właśnie drogą starałem się pójść. I zanim przejdę do zdjęć całego modelu kilka zajawek pokazujących zastosowaną przeze mnie kolorystykę.


1. Barwy Iron Warriorsów to pierwszy poziom kontrastów. Zestawienia czarny-srebrny w kontekście Chaosu reklamować nie trzeba, natomiast żółty-czarny to jedna z moich ulubionych kombinacji.

2. Żeby pójść dalej niż pancerze w kolorkach BHP wprowadziłem zestawienie jasna zieleń - jaskrawy fiolet na skórę mutanta i wystające z niej rury i przewody. Taki jakiś miałem pomysł, żeby trupiozielony był ten ludek. No i jest. Wyszło, moim zdaniem, naprawdę dobrze.

3. Zwieńczeniem całości jest podstawka - ciemna, żeby jasnozielone cielsko się od niej odcinało i dodatkowo poznaczona łatami suchej, pożółkłej trawy.

Jeszcze tylko kilka uwag. Hellbrute jest nadspodziewanie skomplikowaną figurką, jak na coś, co jest przeznaczone dla początkujących. Plan był taki, żeby opublikować tego posta w niedzielę, czyli dwa dni temu. Ale nie zdążyłem, bo za skomplikowaniem poszła czasochłonność (w sumie ładne kilkanaście godzin pracy). Ale jestem zadowolony z efektu - potencjał drzemiący w tym stworze jest olbrzymi i mam nadzieję, że przynajmniej w części udało mi się ten potencjał wykorzystać.







sobota, 9 maja 2015

Cadian shock troops - cz. 1

Jak można było zobaczyć w jednym z ostatnich wpisów na warsztat trafiła u mnie między innymi dziesiątka cadiańskich zuchów. Dzisiaj prezentacja pierwszych pięciu z nich.

Prawdę mówiąc, jestem z wyniku średnio zadowolony. Tzn. nie wyglądają jakoś tragicznie źle, ale fatum jakieś wisi nad moim malowaniem tych ludków.
W celu usunięcia śladów łączeń formy z figurek napiłowałem się nożykiem, a nawet pilnikiem koszmarnie. A i tak po złożeniu do kupy i nałożeniu podstawowych kolorów ujawnił się mniej-więcej milion przeoczonych jakimś cudem kresek i garbów. Mam też wrażenie, że dość kiepsko rozplanowano na formie kanaliki, którymi plastik wpływa do odlewanych elementów - były dość masywne i w wielu przypadkach baaaardzo ciężko było równo je pousuwać. I stąd kolejny milion szram i nierówności. Dodatkowo (tutaj to już tylko mea culpa) popełniłem potężny błąd taktyczny i skleiłem figurki przed pomalowaniem. Niecierpliwość nie popłaca - ten genialny pomysł spowodował wielkie utrudnienia w dostępności do części ludków i poskutkował wydłużeniem czasu malowania jakiś milion razy (no dobra, może nie milion, ale za dwa razy to na 100%). Po prostu pechowi jacyś są dla mnie ci nieszczęśni gwardziści.
Na koniec dodam, że już robiąc zdjęcia zauważyłem, że  jednemu z piątki gdzieś wyparował symbol bramy z naramiennika. Głowę bym dał, że nalepiłem insygnia na wszystkich, a tu niespodzianka. Naprawię to przy następnej piątce.
Uff, ciężko było:)