wtorek, 31 marca 2015

Bretoński wojak - poszukiwacz przygód

Niekiedy, przeglądając listę wyposażenia, jakie noszą ze sobą postacie w erpagach czy innych, mniej fabularnych, a bardziej przygodowych typach gier, można dojść do wniosku, że wiele z tych postaci, sądząc po stopniu obładowania, to znacznie więksi siłacze niż by to wynikało ze statsów. Ba! Siłacze, a do tego geniusze pakowania! Dzisiejszy bohater to wojak (bretoński man-at-arms) przemierzający ulice Mordheim, którego ulepiłem właśnie z taką myślą. Człowiek gotów na każdą ewentualność i odpowiednio do tego wyposażony: w solidnego messera, nóż, sakwę i kufelek, kuszę wraz z zapasem bełtów, latarnię, hełm, kolczugę, koc i różne drobiazgi, których na pierwszy rzut oka nie widać, bo siedzą w plecaku.





niedziela, 29 marca 2015

Warhammerowe antyki - Krasnoludzki kucharz

Jak wspominałem przy okazji wpisu o zabytkowym krasnalu siedzącym na schwytanym goblinie, oprócz niego mam w kolekcji jeszcze jednego artylerzystę-goblobberzystę, mianowicie krasnoluda-kucharza o imieniu Bert. Jak wiadomo krasnoludy lubią dobrze zjeść i wypić, więc taki kucharz to nie byle kto i od niego w znacznym stopniu zależy utrzymanie wysokiego morale w oddziale. Wysoka czapa i fartuch pozwalają od razu stwierdzić z kim mamy do czynienia. Dodatkowo nogę wsparł na solidnym saganie. W zestawie z goblobberem kucharz obracał rożen z pieczącym się nad ogniem prosiakiem, niestety mój rożna nie posiada - a żeby wyciągnięta w poszukiwaniu korbki ręka nie wyglądała dziwnie dokleiłem doń zgrabną lagę.





czwartek, 26 marca 2015

Król Kazador z Karak Azul

Król Kazador to krasnolud szacowny i dostojny, a także dość wiekowy, choć nie tak, by go zaliczyć do Warhammerowych Antyków. Ale old school to to jest. A przy tym jeden z moich ulubionych krasnali. Zgodnie z opisem w krasnoludzkim podręczniku do V ed. król to wielki mocarz i groźny wojownik, a przy tym postać mocno tragiczna - swego czasu orkowie z Black Crag pod wodzą niesławnego Gorfanga przeprowadzili na Karak Azul rajd. Zdołali zinfiltrować twierdzę docierając do samej sali tronowej. Wielu mieszkańców, w tym królewskich krewnych poległo, wielu zostało uprowadzonych w niewolę. Straszny los spotkał królewskiego syna, Kazrika - orkowie zgolili mu brodę i przygwoździli do ojcowskiego tronu. Od czasu tych wydarzeń na twarzy Kazadora nie gościł uśmiech (czemu, nawiasem mówiąc, trudno się dziwić). Król, szukając zemsty, prowadził swoich wiernych wojowników przeciw wrogom ich ludu wciąż mając nadzieję, że dopadnie i usiecze znienawidzonego Gorfanga.
Jako ciekawostkę dodam, że w pełni wyposażony, tzn. zbrojny w runiczny młot, opancerzony w królewską zbroję i dodatkowo zaopatrzony w magiczny róg, w czasach V ed. był wart makabryczne 494 punkty. Czyli więcej niż 40 szeregowych dwarfowych wojów. Albo dwudziestu kilku Iron Breakersów. To były trochę inne czasy :)
A tak w ogóle, to chyba pierwsza figurka, którą pomalowałem, i z której byłem naprawdę zadowolony :D




wtorek, 24 marca 2015

Gretchin #5

Kolejny gretchińsko-gobliński pirat charakteryzuje się imponującym wyszczerzem paszczy, wielkokalibrowym rewolwerem w łapie, trzonkowym granatem przy pasku i czerwonym pióropuszem na głowie. Prawdziwy słodziak ;)




niedziela, 22 marca 2015

Warhammerowe antyki - Krasnolud(ek)

Pora na kolejny warhammerowo-krasnoludzki zabytek, tym razem prawdziwy rarytas - jeden z załogantów krasnoludzkiej machiny miotającej strzelającej goblinami.
Zestaw, z którego pochodzi figurka to Dwarf Goblobber z 1987 roku, składający się z katapulty i sześciu krasnoludów. Mam szczęście mieć w swojej kolekcji dwóch z nich, i to chyba tych najciekawszych. Pierwszy z nich to krasnolud-kucharz, w fartuchu i wysokiej czapce (niedługo się tu pojawi). Drugi - bohater dzisiejszego wpisu - to koleżka o aparycji krasnala ogrodowego, kurzący fajkę i siedzący na spętanym siecią goblinie. Mniam :D






piątek, 20 marca 2015

Figurkowy Karnawał Blogowy - VII - Ars Moriendi

W kolejnej, siódmej już edycji Karnawałowi szefuje Michał, autor bloga DwarfCrypt. A tematem jest motyw śmierci i potępienia oraz postaci, którym nie jest pisane wieczne odpoczywanie.


Przed wiekami, w czasach trzeciej edycji Talismana był Wysokim Kapłanem. Świątobliwym człowiekiem o nieugiętej woli, niewzruszonej wierze i żelaznych zasadach, którego kręgosłup moralny nie nosił najmniejszych nawet śladów kifozy czy skoliozy. Niestety, któregoś razu podczas eksploracji dalekich krain kapryśni bogowie dzierżący kostki, od których zależą losy świata, postawili go przed próbą, która okazała się być ponad jego siły. Szlachetny mąż pomimo wszystkich swych cnót padł z rąk nikczemnych wrogów. A gdy padał w uszach jego brzmiał szyderczy głos: "eee, ten cały kapłan jest do dupy, losuję inną postać". Znał dobrze ten głos, bowiem całe życie go nasłuchiwał i ze wszystkich sił starał się by jego nakazom stało się zadość.
Pogardliwe słowa brzmiały, rezonowały i przenikały jaźń umierającego kapłana. Aż obudziły gniew, który ulatującego już ducha na nowo złączył z ciałem. Złowrogim płomieniem wściekłości zapłonęły oczy, w których chwilę wcześniej zgasło życie. Gniew wypełnił i przywrócił doczesnemu światu tego, który kiedyś był kapłanem. Upadły i zdradzony poprzysiągł zemstę niewdzięcznym bogom.
Do dziś krąży po talizmanicznym świecie, polując na wypełniających, jak on sam niegdyś, wolę bogów i losu poszukiwaczy przygód. I biada tym, których dopadnie.

 






Szczegóły dotyczące tej edycji Karnawału oraz linki do pozostałych karnawałowych wpisów można znaleźć tutaj. Tutaj zaś można znaleźć i prześledzić wcześniejsze edycje.

wtorek, 17 marca 2015

Gretchin #4

Kolejny gretchin wygląda nieco mniej piracko, za to nadawałby się na bandziora z Dzikiego Zachodu. Jakby mu dodać kapelusz, znaczy się.
Jak, być może, widać po kolejnych zielońcach, nie trzymałem się jednego koloru skóry - doszedłem do wniosku, że skoro ludzie mogą mieć skórę w różnych odcieniach, to dlaczego goby mają być gorsze? Dwaj pierwsi zielońcy, których wrzuciłem na bloga, należą do grupki pomalowanej dawno i inspirowanej tematyką somalijsko-piracką, stąd odcień ich skóry wskazujący na długotrwałe nasłonecznianie. Kapitan, ze względu na konieczność kontrastowania z facjaty z ciemnym kapeluszem na ich tle wypada dośc blado (rozjaśniany na jaskrawo, aż do żółtego). Dzisiejszy bohater ma kolor skóry, który trzebaby umieścić gdzieś pośrodku całej zgrai. Za to dla podkolorowania rzeczywistości dodałem mu czerwone uszy i nos.
W sumie cała grupka jest dziewięcioosobowa, z czego na dokończenie czeka jeszcze trzech (na razie są mocno bladzi, mało jaskrawi i nie mam jeszcze pomysłu na ostateczną kolorystykę).




niedziela, 15 marca 2015

Gretchin #3 - Kapitan Tężec

Kiedy zacząłem na blogu temat gretchinów-piratów, co wiązało się ze spojrzeniem krytycznym okiem na całą tą hałastrę, dotarło do mnie, że mojej paczce zielonych paskudników brakuje jakiejś centralnej postaci, herszta czy może nawet kapitana.
Tak się jakoś złożyło, że jeden z niepomalowanych dotąd zielońców postradał gdzieś był dłoń - nie pamiętam czy się ułamała, czy sam ją w jakimś celu obciąłem, w każdym razie wcięło ją. Popatrzyłem na tego nieboraczka i mnie olśniło: skoro rękę wcięło, to trzeba ją czymś zastąpić. A czy może być bardziej piracko-kapitański substytut dłoni niż hak? Nie może! No to gobos dostał awans na kapitana w komplecie z hakiem. Pojawił się jeszcze problem odpowiedniej głowy - najbardziej pasująca główka (z przepaską na jedno oko) miała mankament w postaci zintegrowanej brzydkiej bejsbolówki. Cóż było robić - oberżnąłem czapkę i ulepiłem z green stuffu trihorna, do którego wczepiłem na dokładkę zawadiackie pióro. A co:)
Przed Państwem efekt dzisiejszych prac, gretchiński nadszyszkownik, ze względu na brud i rdzę na haku nazwany przeze mnie Kapitanem Tężcem (w mowie Angielczyków Capt'n Lockjaw) ;)





Przy okazji pozdrawiam Kapitana Haka ;)


sobota, 14 marca 2015

Gretchin #2

Dzisiaj kolejny z gretchinów-piratów. Jego pirackość podkreśla piracka chustka na głowie. Co podkreśla jego gretchińskość chyba nie trzeba pisać ;)






czwartek, 12 marca 2015

Gretchin #1

Gretchiny to jeden z wielu wesołych dodatków do kosmicznych orków - rozwrzeszczana i malownicza zgraja pokręconych, upapranych cholera wie czym, złośliwych konusów, karykaturująca i tak już karykaturalnych większych kuzynów. Z tego powodu jestem zdania, że każdy figurkomalarz powinien mieć kilku takich zapodkładowanych na podorędziu - trudno o lepszy od takiego jegomościa (czy dwóch) przerywnik między malowaniem trzydziestego piątego i trzydziestego szóstego identycznie umundurowanego wojaka.
Pierwszy z moich kosmicznych gobów został pomalowany ładny kawałek czasu temu - w czasie, gdy media trąbiły o somalijskich piratach, co na tratwach i pontonach, uzbrojeni w co popadnie, napadali na statki nieopodal wybrzeża Afryki. Temat poważny, choć głośno było też o różnych śmiesznych historiach, np. jak to niezbyt ogarnięta technicznie piracka załoga dokonała abordażu na okręt wojenny, który akurat na takich jak oni polował - jak już weszli na pokład, to niekoniecznie mogli zrobić coś innego niż się poddać oczekującym w pełnej gotowości komandosom. Aparycja takich biednych piratów dzisiejszych czasów (każdy ciuch w innym (byle jaskrawym) kolorze, broń od sasa do lasa, itd.) posłużyła za inspirację pierwszej grupki moich gretchinów, z dzisiejszym bohaterem włącznie.




wtorek, 10 marca 2015

Warhammerowe antyki - Krasnolud-hipnotyzer

Czołem! Po starodawnym imperialnym wojaku pora na jeszcze bardziej starodawnego krasnala. Najdawniejsze wzmianki o dzisiejszym bohaterze pochodzą prawdopodobnie z 1987 roku, kiedy to, wraz z kolegami, służył w krasnoludzkiej artylerii, konkretnie w załodze przeciwpancernej balisty. Później dawni towarzysze gdzieś przepadli, steraną balistę diabli wzięli, a samotny artylerzysta w końcu trafił do moich wojsk. Zadomowił się w nowym miejscu i znalazł wielu kolegów, wśród których, ze względu na nietypową pozycję pełni zaszczytną funkcję oddziałowego hipnotyzera  ;)







sobota, 7 marca 2015

Warhammerowe antyki - Empire fighter

Dawno, dawno temu, w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, gdy warhammer był jeszcze młody i wesoły, wszystko było inne. Figurki wyglądały jak... z lat osiemdziesiątych. Były pstrokate, kolorowe do bólu, jaskrawe, bajkowe, dużo bardziej śmiechowe i groteskowe, w stosunku do tego, co jest teraz. Taki glam rock i pudel metal w swojej kategorii. Jeśli ktoś się w to bawi od niedawna i nie wierzy, to niech zobaczy antyczne wydania white dwarfa, bo to aż trudno opisać.
W tych ciekawych czasach metalowe figurki dla GW były produkowane przez odlewnię Marauder. Poziom ich był dość nierówny - spora część wyrobów przypominała skrzyżowanie blaszanego drwala ze skrzatem wzbogacone o posturę orangutana, zdarzały się jednak wyprzedzające swoje czasy perełki. I dzisiaj taka właśnie perełka. Empire Fighter z 1988 roku. Rzeźbiarz: Ally Morrison (jak ktoś wie, jakiej płci jest Ally Morrison, to proszę o commenta, bo ja nie mam pojęcia). Pomalowany w sposób odpstrokatowiony. Z berdyszem, kolczugą i w kapalinie
Jeszcze jedno. Ponieważ miałem szczęście zgromadzić nieco starożytnych figurek, szczególnie dwarfów (część z nich po dłuuugim leżakowaniu właśnie czeka w kolejce na malowanie), po minicyklu o mechagolemach przyszła pora na Warhammerowe Antyki, który niniejszym inauguruję.